Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1893 posty 2675 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Tu serce, tam powinność i ekshumacje na Ukrainie.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Nowa by się w powieści zrobiła zawiłość : Tu serce, tam powinność! tu zemsta, tam miłość!”(Pan Tadeusz, Księga druga).

Wzorem głupiego esbeckiego kapusia Michała Boniego herbu Liść Pejsaty z Sierpomłotem Zatajonym przyznałem się poprzednio do młodzieńczego flirtu z TPPR w piątej klasie podstawówki, bo wtedy właśnie rozpoczynano naukę rosyjskiego. W nauce języka nie było nic złego, wręcz przeciwnie (mimo czytanek o Świętym Leninie takich jak „Jołka w Sokolnikach”), albowiem jak mawiała moja śp. Babcia „język wroga trzeba znać”. Ten bon-mot stosowała jednak głównie do niemczyzny – później, kiedy jako licealista dukałem coś na głos w języku nazistowskim, ups, w języku filozofów i poetów, wychodziła z pokoju mówiąc: gdybym za młodu znała niemiecki, to pewnie twój dziadek by dziś żył, dlatego ucz się pilnie, ale ja niestety nie mogę słuchać tego szczekania. Coś w tym jest, bo wschodnioniemiecki brzmi przeważnie jak rozkaz egzekucji, no ale wszystko to rzecz gustu.

[Gwoli wyjaśnienia, dziadek Jan był jednym z aresztowanych (przez szaulisów) i rozstrzelanych polskich zakładników w odwecie za zabicie niemieckich urzędników przez sowiecką partyzantkę, por.Zbrodnia w Święcianach (1942) . Przy okazji, pamiętam jakiegoś pejsatego dziada jeszcze z z Unii Wolności jak tłumaczył, ze szaulisi to fajne chłopaki, a ich nazwa oznacza po prostu strzelców – zapomniał tylko dodać, że byli to głównie „strzelcy ponarscy”, czyli jak ten dziadek, który zginął w obozie zagłady ... spadłszy z wieżyczki strzelniczej].

Później na studiach, jak wspominałem, chodziłem przez rok na kurs chińskiego z prawdziwym Chińczykiem (raz w tygodniu). Wadą tego kursu było to, iż od pierwszej lekcji intensywnie wprowadzał krzaki (tzn. uczono nas zapisywać każde nauczone słówko), a ja panie dzieju po polsku bazgrzę jak kura pazurem, a po chińsku to i kura lepiej kaligrafuje od mojej kakografii. A trzeba wiedzieć, że o ile przynajmniej początkowo mandaryński nie jest specjalnie trudny (będąc językiem izolującym przypomina strukturalnie angielszczyznę, a często nawet leksykalnie, por. hei-ban = black-board), to krzaki są dość trudne do nauczenia. Nie ma w nich żadnej magii i choćby najbardziej złożony znak można rozłożyć na elementy proste, to jednak problemem nie lada jest ich zapamiętanie (jakie cegiełki i jak ułożone). Dlatego tez jedynym sensownym sposobem nauki chińskiego jest początkowy nacisk na język mówiony i stosowanie zapisu fonetycznego „pinyin” i dopiero późniejsze, powolne wprowadzanie pisma.

[Mała anegdotka: każdą z chińskich sylab wymawia się na kilka sposobów zwanych tonami (intonacjami), co nadaje im całkowicie odmienne znaczenia. Standardowy język mandaryński oparty o dialekt pekiński jest ze wszystkich najprostszy, bo ma tych tonów ledwo cztery. Pamiętam, jak kolega o drewnianym uchu miał wymówić sylabę „huei” kolejno w każdym z czterech tonów. Biedak wymawiał za każdym razem tak samo i tylko mniej lub bardziej wyciągał szyję, więc poirytowany Chińczyk kazał mu powtarzać aż do skutku. Co gorsza, sylabę „huei” zapisuje się w pinyin w formie skrótowej jako”hui”, a kolega wymawiał, a na końcu wręcz wykrzykiwał tę sylabę tak, jak widział. Nic dziwnego, że klasa popłakała się w końcu ze śmiechu, a biedak skonstatował po wszystkim, ze jeszcze nikogo w życiu tak nie powyzywał od najgorszych i w dodatku w czterech tonach!].

Na jednej z tych lekcji dostaliśmy karneciki TPPCh, co w połączeniu z wcześniejszą prenumeratą miesięcznika Wiesiołyje kartinki stawia mnie w okolicach dr Mateusza Piskorskiego, oskarżanego o szpiegostwo na rzecz Rosji i Chin (a Iran to pipka, pytam się, żeby nam tu czasem „latający wieprz” Mike Pompeo nie musiał przypomnieć, skąd nam pejsy wyrastają!).

Na domiar tego wszystkiego moja lepsza połowa jest – zapożyczając określenie od Sienkiewicza, opisującego pannę Krzysię Drohojowską, późniejszą panią Ketling of Elgin (por. Marmury Elgina) – „Rusinką krwi ognistej”, która zresztą zapowiedziała mi, ze jak nadal będę ją tak nazywał, to dziabnie mnie widłami, które trzyma pod łóżkiem.

I stąd bierze się moje dające czasem o sobie znać rozdarcie między sercem a powinnością. A skoro płynnie doszedłem to Małorusi:

„Polska ze zrozumieniem i bez zastrzeżeń zastosuje się do ukraińskich procedur dotyczących prowadzenia prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych i zapewnia o gotowości do ścisłej współpracy w kwestii uwiecznienia i zachowania ukraińskich miejsc pamięci w Polsce – powiedział po spotkaniu z kierownictwem IPN ambasador Ukrainy, Andrij Deszczycia”.

(...)

„wiceprezes IPN i szef Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk powiadomił, że Instytut złożył już w ukraińskich urzędach wnioski o pozwolenie na rozpoczęcie prac na Ukrainie. Przyznał zarazem, że Instytut Pamięci Narodowej czekają długie i mozolne starania o uzyskanie różnego rodzaju zgód i pozwoleń w ukraińskich urzędach, by polscy archeolodzy mogli przystąpić do poszukiwania szczątków polskich ofiar wojny na terytorium Ukrainy. Dodał, że nie wie, kiedy takie prace mogłyby się rozpocząć. Wypowiedź prof. Szwagrzyka prawdopodobnie miała miejsce już po spotkaniu z ukraińskim ambasadorem”.

(por. kresy.pl).

Zgadzam się z przykrym do słuchania Tomaszem Gryguciem, że nie ma już takiego dołu upodlenia, w który moglibysmy spaść z obecnego położenia. O ekshumacje polskich ofiar banderowsko-satanistycznego ludobójstwa się nie prosi, procedur się nie negocjuje, ale zwyczajnie i po prostu żąda, pod wszystkimi możliwymi rygorami sankcji.

Myślę, że naplucie w twarz takiemu Bartoszowi Cichockiemu czy Jackowi Czaputowiczowi nie powinno być karalne, no chyba że na zasadzie wyjatku tylko Polacy maja to zakazane. Tacy ludzie muszą odejść jak najprędzej, bo za chwilę wszyscy zostaniemy przecwelowani razem z nimi.

 

  

KOMENTARZE

  • 5*
    Na marginesie dodam, że warto sobie obejrzeć pyszczek Bartosza Cichockiego. Idzie Zima, to dobrze zobaczyć, jak wygląda Eskimos.
  • @zbig71 17:10:22
    Super porównanie z zimą i Eskimosem :)

    Odsłuchuję sobie kawałkami spotkanie z Panem Nikt w Gliwicach - w większych dawkach nie jest to na moje nerwy (nie winię TG, po prostu taka jest prawda, choć czasami mógłby aż tak nie dobijać słuchaczy)

    pozdr
  • @MacGregor 17:35:33
    Wyjątkowy " Polak " http://kresywekrwi.neon24.pl/post/148728,klamstwa-ambasadora-bartosza-cichockiego Saut 5*
  • @zbig71 17:10:22
    Raczej eskimoską zakazaną mordę, a nie pyszczek.
  • @Lotna 17:58:03
    No wiesz, jestem europejczykiem :))
  • @Lotna 17:58:03
    Na "mordę" też trzeba zasłużyć.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031