Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1699 postów 1372 komentarze

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

„Wilk z Wall Street” czyli anatomia kradzieży.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Kupiłem DVD za funciaka w angielskim Poundlandzie i obejrzałem z kilkuletnim opóźnieniem.

Ale może i dobrze, bo gdybym obejrzał w 2014, to skupiłbym się na warstwie ludyczno-duraczącej tego skądinąd znakomitego filmu, na doopach, prochach i wyuzdanych breweriach w charakterystycznym stylu żydowsko-hollywódzkiej „komedii romantycznej”, tyle tylko, że zrobionej z gigantycznym rozmachem i ze znakomitymi aktorami.

W międzyczasie miałem szczęście obejrzeć szereg wykładów jednego z naszych skarbów narodowych czyli pana Krzysztofa Karonia (jego długo wyczekiwana książka w sprzedaży już w tym tygodniu, por. Historia antykultury) i dlatego mój odbiór filmu był zupełnie inny: jako anatomii czy wręcz wiwisekcji zinstytualizowanej kradzieży. Co więcej, jej sedno wyłożone jest kawa na ławę (czy raczej kokaina do nosa) w ciągu pierwszych 10 minut, tzn. podczas rozmowy w przerwie na lunch początkującego, ale już chorego na dużą kasę maklera giełdowego (Jordan Belford/DiCaprio), a jego pracodawcą i mentorem (Mark Hanna/McConaughey).

Mark Hanna: The name of the game: move the money from the client's pocket into your pocket.

Jordan: Right. But, if you can make your clients money at the same time it's advantageous to everyone, correct?

Mark Hanna: No. Number one rule of Wall Street: Nobody - I don't care if you're Warren Buffett or Jimmy Buffett - Nobody knows if the stock's going to go up, down, sideways, or in fucking circles, least of all stockbrokers. It's all a Fugazzi. You know what a Fugazzi is?

Jordan: It's, uh... "Fugazi", it's a fake...

Mark Hanna: Fugazi, Fugazzi. It's a wazzy, it's a woozy. It's [whistles] fairy dust. It doesn't exist. It's Neverlanded. It is no matter. It's not on the elemental chart. It's not fucking real. Stay with me. We don't create shit. We don't build anything. So, if you've got a client who bought stock at 8 and it now sits at 16, and he's all fuckin' happy. He wants to cash in, liquidate, take his fuckin' money and run home. You don't let him do that, because that would make it real. No. What do you do? You get another brilliant idea. A special idea. Another "situation". Another stock, to reinvest his earnings and then some. And he will, every single time, because they're fucking addicted. And then you just keep doing this, again and again and again and again. Meanwhile, he thinks he's getting shit rich, which he is, on paper. But you and me, the brokers, we're taking home cold hard cash via commission, motherfucker!

 

Po spolszczeniu:

„Mark Hanna: Gra polega na tym, żeby przenieść kasę z kieszeni klienta do twojej własnej [jedna z definicji kradzieży!].

Jordan: OK, Ale przecież jeśli jednocześnie pomnażamy pieniądze klienta, to sytuacja jest korzystna dla wszystkich, czyż nie tak?

Mark: Nie. Zasada numer jeden na Wall Street: nikt, ale to to nikt, nieważne, Warren Buffet (magnat finansowy) czy Jimmi Buffet (gitarzysta) nie wie, w jakim kierunku pójdą akcje na giełdzie – w górę,w dół, w bok czy zatoczą koło, a już najmniej maklerzy. Wszystko to lipa,  pic na wodę fotomontaż. (...)

My nic nie tworzymy, niczego nie budujemy. Jeśli masz klienta, który kupił akcje po 8, a teraz ich wartość skoczyła do16, to facet jest cały szczęśliwy. Chciałby je spieniężyć, upłynnić, wybrać kase i spadać z nią do domu. Nie powalamy mu na to,  bo to pozwoliłoby mu realnie zarobić. Co to, to nie. Co zatem robisz? Masz kolejny, genialny pomysł, wyjątkowy pomysł. Kolejne akcje do ponownego zainwestowania zysków i potem znów kolejne. I on pójdzie na to, za każdym razem, ponieważ tacy jak on są od tego uzależnieni jak od prochów. I zrobi to jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. I wciąż będzie myślał, że jest coraz bogatszy – co będzie prawdą, choć tylko na papierze. Ale ty i ja, maklerzy, będziemy przynosili do domu prowizję w postaci twardej gotówki!”

Tak właśnie rozmawiają bandyci w chwili szczerości.

Rację miał też główny bohater w późniejszej scenie, kiedy nagabywany przez agentów FBI mówi, że powinni zająć się grubymi rybami z Wall Street, nawet jeśli ci wielcy działają ścisle w ramach obowiązującego prawa – są wszak takimi samymi złodziejami, jak Jordan, tyle, że na większą skalę.

Reszta w tym filmie jest uważam mniej ważna o tyle, że jest już oczywistym skutkiem: wyzbycie się jakichkolwiek moralnych zahamowań, rozpad rodziny, a na końcu ratowanie własnej skóry wszelkimi możłiwymi środkami.

Napisałem do pana Karonia maila z prośbą, żeby w jednym z kolejnych”obiadów czwartkowych” u Marcina Roli omówił ten film pod kątem anatomii kradziezy, bo myślę, że warto.

 

  

KOMENTARZE

  • Nikt nic nie wie...
    "Zasada numer jeden na Wall Street: nikt, ale to to nikt, nieważne, Warren Buffet (magnat finansowy) czy Jimmi Buffet (gitarzysta) nie wie, w jakim kierunku pójdą akcje na giełdzie"
    Czyżby???
  • @Robik 13:09:31
    Wyjątkiem są ci, którzy czasami sterują wzrostem bądź spadkiem (np. słynny atak na GBP dokonany przez "filantropa" Sorosa ;)
  • @Robik 13:09:31
    To my mamy tak myśleć.
    Z pewnością logiki tam nie ma, ale to nie znaczy, że nikt tym nie steruje.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031