Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1699 postów 1372 komentarze

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

W. Lechia - Rozmowa z dr. hab. Henrykiem Słoczyńskim (cz.1)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie brak myślących, że ranga dzisiejszej Polski zwiększy się przez to, jeśli „dowiedzie” się, że już w starożytności byliśmy wielką potęgą, przed którą drżeli wielcy tego świata.

[To nic, że wg szefa MSZ ‘dopuszczenie do biurka (chodzi o Adriana podpisującego na stojąco dokument na biurku Trumpa) jest zaszczytem (dla lokaja pewnie jest), zawsze możemy to sobie skompensować bajkami o WL].

O co chodzi z fantazmatem Wielkiej Lechii? Czy rzeczywiście naukowcy kłamią? Dlaczego pseudohistoryczne teorie zyskują popularność? Czy Lelewel był pruskim agentem? Jak naukowcy reagują na argumenty turbolechitów i turbosłowian? O to postanowiłem zapytać doktora hab. Henryka Słoczyńskiego, historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego, badacza polskiej myśli historycznej, szczególnie jej twórców z epoki romantyzmu, krakowskich konserwatystów oraz malarstwa historycznego Jana Matejki.

 

SigA: Na początek naszej rozmowy chciałbym ironicznie zapytać, jak Pan Profesor czuje się jako jeden z manipulatorów, zakłamujących „prawdziwą” historię Polski, zwłaszcza tę przedchrześcijańską? Taki bowiem zarzut pojawia się nagminnie w rozważaniach zwolenników Imperium Lechitów, skierowany wobec ogółu historyków, którzy ich zdaniem nie mówią całej prawdy, manipulują źródłami, piszą historię pod dyktando swoich mocodawców – wrogów naszej ojczyzny, identyfikowanych zwykle z Niemcami oraz Watykanem.

 

Henryk Słoczyński: Jako historyk będący obiektem takich oskarżeń oczywiście nie czuje się dobrze (śmiech). Mówiąc jednak poważnie, tezy wyznawców idei Imperium Lechitów zmierzające ewidentnie do zdezawuowania całej wiedzy historycznej, trudno traktować z powagą. Widać tam gołym okiem brak elementarnego zrozumienia na czym się ona opiera, jak powstaje, do jakiego stopnia jest zbiorowym wysiłkiem wielu wieków, etc. Tego typu oskarżenia wobec uczonych są wysuwane przez osoby, które nie mają żadnych kompetencji merytorycznych. Nie uważam, by zasługiwały one na poważną dyskusję. Poważnym problemem jest natomiast to, że tego rodzaju koncepcje znajdują zwolenników. Z tego co słyszę, niektóre książki opisujące rzekome Imperium Lechitów rozchodzą się bardzo dobrze. Rosnąca popularność tak nierzetelnej literatury w kraju, w którym kupuje się i czyta niezbyt wiele książek, jest niepokojącą tendencją.

 

Dlaczego więc historycy w pewnym momencie stwierdzili, że dzieje przed Mieszkiem, opisywane przez kronikarzy, są mitologią początków naszego państwa, czy mówiąc kolokwialnie, że zostały zmyślone?

 

Jak wspomniałem, nasza wiedza historyczna stanowi efekt wielowiekowego procesu, trwającego zwłaszcza od czasu, kiedy zaczęto stosować erudycyjną krytykę źródła. Jak Pan zapewne wie, za taką datę graniczną w historiografii uważa się na ogół wykazanie przez Lorenzo Vallę, że słynna Donacja Konstantyna jest świadomym fałszerstwem, co stało się w połowie XV wieku. Z czasem ukształtowała się społeczność badaczy przeszłości, która respektowała precyzowane w jej obrębie metody i techniki postępowania i w oparciu o wiedzę filologiczną, teologiczną, polityczną, społeczną etc. dokonywała weryfikacji informacji zawartych w źródłach, ich gromadzenia, wreszcie – tworzyła na ich podstawie obrazy mniejszych czy większych fragmentów przeszłości. Choć od wieków przeszłość tę badało w różnych krajach coraz liczniejsze legiony badaczy, to jest oczywiste, że zawsze muszą pozostać ogromne luki. Ale też wielką ilość podstawowych faktów wolno uznać naukowo stwierdzone i niepodważalne; tworzą one pewien zasadniczo trwały zrąb. I na takiej podstawie historycy mogą tworzyć pozbawione logicznych sprzeczności obrazy, do których nadto włączają fakty uznane za prawdopodobne. Takiej oceny dokonują w zgodzie ze swym ogólnym obrazem świata, toteż rezultaty się różnią, nieraz ogromnie. Prócz tego ciągle odkrywa się nowe fakty, toteż nasz obraz przeszłości będzie się ciągle zmieniał. Wyznawcy wiary w Wielką Lechię nie działają jednak w ten sposób, nie próbują wypełniać luk, tworzą fantastyczny obraz absolutnie nie dający się pogodzić z wiedzą, z faktami, których nie da się podważyć.

Zauważmy rzecz podstawową – gdyby rzeczywiście istniało „Imperium Lechitów” obejmujące ziemie dzisiejszej Polski, to w czasach od głębokiej starożytności po średniowiecze byłby to potężny czynnik polityczny ówczesnego świata. Czego dowodzi więc fakt, że wiedza o takim państwie pojawia się tylko gdzieś sporadycznie, w pojedynczych źródłach? Na dodatek w źródłach powstałych nie wtedy, kiedy miały dziać się opisywane w nich zdarzenia, tylko setki lat później? „Natchnieni” autorzy książek o Imperium Lechitów całkowicie ignorują kwestię wiarygodności swych źródeł, nie są nawet w stanie ich literalnie odczytać. Z jednego z licznych wywiadów internetowych ich guru, Pana Bieszka można się dowiedzieć, że nie zna on nawet łaciny, bez której przecież badania starożytnych pism czy średniowiecznych nie sposób sobie wyobrazić. Stawiam więc pytanie, jak można zweryfikować obraz dziejów Polski, Europy, nawet świata od 3 tys. lat p.n.e. wstecz, nie dysponując podstawową umiejętnością czytania źródeł w języku łacińskim, nie wspominając już o grece czy językach Bliskiego Wschodu, gdzie też przecież miały sięgać wpływy Wielkiej Lechii?

Wizja takiego imperium stoi w ewidentnej sprzeczności z wielką liczbą pewnych źródeł, nie tylko pochodzących z ziem słowiańskich i ich bliskiego sąsiedztwa. Istnieje ogrom źródeł arabskich (także o wiele starszych od zapisków źródłowych o Polsce, które uznajemy za autentyczne), pokazujących, że ziemie słowiańskie były rezerwuarem niewolników dla krajów islamu. I to jest niezbity fakt historyczny. Pierwszy tę kwestię podniósł już w połowie XIX wieku Karol Szajnocha. Można to uznać za akt wielkiej odwagi, zważywszy jak ważna dla ówczesnej świadomości Polaków była idea Słowian jako ludu, który immanentnie nosił w sobie ideę wolności.

 

Dobrze, ale jeśli spojrzymy na nasze źródła narracyjne (średniowieczne i nowożytne), właściwie żadne nie zaczynają naszej historii od Mieszka, tylko kilkanaście wieków wstecz, wywodząc nasze państwo od króla Lecha czy Sarmata. Często więc, pada argument, że skoro tak podają źródła, to musi być to prawda!

 

Ani nie musi, ani nie może. O tym, że żadnego imperium lechickiego nie było, rozstrzyga w sposób absolutny argumentacja ex silentio, czyli fakt milczenia źródeł. O istnieniu państwa o tej wielkości i potędze wiedzielibyśmy wprost z setek kronik oraz tysięcy dokumentów i innych źródeł.

[Wtrące jako advocatus diaboli: historia Sumeru czy wielkiego imperium Hetytów była przez tysiąclecia całkowicie zapomniana aż do stosunkowo niedawnych odkryć archeologicznych XIX-XX wieku] 

 Przekazy, na które powołują się rzecznicy Wielkiej Lechii trzeba też skonfrontować z kronikami opisującymi dzieje innych plemion i narodów. Otóż prawie wszędzie średniowieczni autorzy starali się wyprowadzić dzieje swojego państwa z głębokiej starożytności, powiązać z treścią dzieł szacownych autorów antycznych czy wiedzą pochodzącą z Biblii. W ówczesnym dziejopisarstwie było to rzeczą normalną. Gdybyśmy wszystkim tym tekstom dali wiarę, to wielu podanych tam faktów nie dałoby się wzajemnie pogodzić, narracje te wchodzą ze sobą nieraz w zasadniczą kolizję. Dziejopisarze opisujący rzekome dzieje przedchrześcijańskie czynili to w najlepszej wierze, w przekonaniu, że ranga instytucji, dynastii czy narodu, jest tym większa, im świetniejszą przeszłość można im przypisać. Mogłoby się wydawać, że współczesny człowiek wyzwolił się już generalnie z tego rodzaju myślenia, ale fenomen „lechickiego imperializmu” nakazuje ostrożność. Jak widać nie brak myślących, że ranga dzisiejszej Polski zwiększy się przez to, jeśli „dowiedzie” się, że już w starożytności byliśmy wielką potęgą, przed którą drżeli wielcy tego świata.

 

Skoro wyjaśniliśmy, że historycy nie fałszują historii o Wielkiej Lechii, to może jednak ktoś inny się tym zajmuje? Na przykład Kościół Katolicki, na czele z Watykanem. W teoriach turbolechitów przytacza się często tezy o tym, że Kościół palił lechickie księgi, wspomina się chociażby konfiskaty wydania kronik Macieja Miechowity w 1519 roku, czy też wstrzymywanie druku Roczników Jana Długosza, co miało być świadomym i zaplanowanym działaniem w celu ukrycia przedchrześcijańskiej historii Polski.

 

Te przypadki są dobrze znane i opisane w literaturze. Kronika Macieja z Miechowa nie została rozpowszechniona w pierwotnej wersji z zupełnie innych powodów. Można powiedzieć, że już wówczas Polska była wyjątkowym krajem, w którym kronikarzowi – kolokwialnie mówiąc – mogło wpaść do głowy, żeby o swoich panujących napisać rzeczy jawnie deprecjonujące. Każdy czytelnik dopowie sobie bez trudu, jaki byłby los wypowiadającego takie oceny, gdyby stało się to w ówczesnej Anglii czy Rosji. Miechowita krytycznie ocenił rządy Aleksandra, przedstawiając go jako władcę o nietęgim rozumie, a Jana Olbrachta i brata obu tych królów, kardynała Fryderyka Jagiellończyka, oskarżył o życie niemoralne, podając przy tym wielce wstydliwe informacje. Przytoczył również spekulacje dotyczące ojcostwa synów Władysława Jagiełły – Władysława Warneńczyka i Kazimierza, związane z oskarżeniami królowej Sonki (żony Jagiełły) o rzekomy romans. Taki przekaz był obrazą majestatu i uderzał to w stabilność systemu władzy, bo oto podawano w wątpliwość, czy faktycznie rządzą potomkowie Władysława, czy może potomkowie któregoś z rycerzy, z którymi zadawała się jakoby królowa Sonka. To były rzeczywiste powody, dla których kronikę rozpowszechniono dopiero po przeróbkach Josta Decjusza.

Ale to wszystko nie ma znaczenia w kontekście Pana pytania, ponieważ w tej „zakazanej” wersji dzieła Macieja z Miechowa nie było tych rewelacji, na które powołują się rzecznicy „Imperium Lechickiego”. To, co piszą w tej kwestii dobitnie pokazuje, że nie stać ich nawet na najprostsze odczytanie dawnych autorów. Otóż te rewelacje zostały właśnie dodane przez Decjusza – sam Miechowita tylko bardzo ogólnie pisał, że dzieje różnych pochodzących z Sarmacji ludów należą do prehistorii Polski! Tak więc podstawą stwierdzeń p. Bieszka i innych jest dzieło pisarza niemieckiego (rodowe nazwisko Dietz), a jego patronem – prymas Kościoła katolickiego w Polsce (Jan Łaski)!

Zakaz publikacji Roczników Długosza też miał zupełnie inne przyczyny – stało się tak z powodu wielu krytycznych uwag o przodkach ówczesnych prominentnych rodzin magnackich. Wprowadzono go konstytucją (ustawą) sejmową, gdzie przedstawiono obłudną argumentację, że skoro podaje ono tak wiele szczegółowych informacji geograficznych, to mogłoby być doskonałym przewodnikiem dla wrogich armii, dokonujących inwazji na Rzeczpospolitą. Zakaz nie miał więc nic wspólnego z fantastyczną wizją przeszłości przedchrześcijańskiej Polski u Długosza. Co więcej, w kręgach, które go przeprowadziły, właśnie w tym okresie, tworzone były coraz częściej legendy genealogiczne, „historie” rodowe, nawiązujące do rzekomej chwalebnej antycznej przeszłości Polski. W tego typu pisarstwie istnieje wiele wątków, do których tacy ludzie jak Pan Bieszk nie dotarli z uwagi na swą ograniczoną erudycję. Nie uwzględnili chociażby szeregu ówczesnych herbarzy, które znakomicie mogłyby wzbogacić ich pseudoargumenty. Mam tu m.in. na myśli mit pochodzenia szlachty litewskiej od Palemona, który wraz z towarzyszami miał przybyć z Rzymu. Mogłoby to przecież tworzyć wizję swoistej równorzędności Imperium Lechitów i Imperium Rzymskiego. Może jednak lepiej im nie podpowiadać, bo jak się o tym dowiedzą, to są gotowi do serwowania tego typu nowych rewelacji w swoich książkach (śmiech).

 

Zwłaszcza, że mamy tu paradoks. Z jednej strony Kościół niszczył dowody i źródła o Wielkiej Lechii, a z drugiej strony dostojnicy kościelni sami pisali o Lechii, jak chociażby Mistrz Wincenty (biskup krakowski), domniemany autor Kroniki Wielkopolskiej Godzisław Baszko (kustosz katedry poznańskiej), Dzierzwa (franciszkanin), Jan Długosz (kanonik krakowski), Maciej Miechowita (kanonik krakowski). Do tego dodajmy jeszcze spisywane roczniki katedralne czy klasztorne...

 

Właśnie! Jeśli Kościołowi miałaby przeszkadzać wizja potęgi przedchrześcijańskiej Polski, to przecież mistrz Wincenty i jego następcy nie pisaliby o tej głębokiej prehistorii Polaków w aspekcie związków np. z Aleksandrem Macedońskim czy Juliuszem Cezarem. A przecież Wincenty Kadłubek nie był zwyczajnym biskupem, był postacią czczoną przez Kościół; po jego śmierci trwał spontaniczny kult, który po kilku wiekach stał się ważną przesłanką jego beatyfikacji (w 1764 roku). Czy taka byłaby pamięć o człowieku, gdyby jego dzieło, jego wizja przeszłości sprawiała tyle problemów?

 

(koniec części 1) DRUGA CZĘŚĆ WYWIADU ZOBACZ

 

pytał Artur Wójcik

rozmowę przeprowadzono: 1.08.2018 r.

autoryzacja: 1.09.2018 r.

 

Źródło://sigillumauthenticum.blogspot.com 

KOMENTARZE

  • Aaa, opinia wielkiego autorytetu naukowego!
    Czy dr hab. nie jest przypadkiem uczonym z tego samego uniwersytetu co prof. Hartman?

    Dlaczego teorie o historii Polski zyskują popularność? Ano dlatego, że jest to wiedza, która przez niemal cały wiek była kompletnie ignorowana, a każdy normalny człowiek chciałby wiedzieć o swoich przodkach, bo badania genetyczne nie całkiem się zgadzają z oficjalnymi teoriami i po prostu jako naturalna obrona przed wtłaczanym nam kompleksem niższości, szczególnie w stosunku do narodu rzekomo wybranego i naszego zachodniego sąsiada, który podbił nasze ziemie i od wieków uważa je za swoje własne i ciągle ma pretensje o więcej.

    Jak chodzi o propagowanie Wielkiej Lechii i źródeł, a raczej sponsoringu karkołomnych teorii, dobry artykuł napisał Godny Ojciec https://godny.neon24.pl/post/145401,kto-wynalazl-wielka-lechie-i-dlaczego-niemieccy-sponsorzy

    No ale pal sześć wszystkich alternatywnych badaczy, którzy znają łacinę i inne języki starożytne, a tacy istnieją, nie tylko w Polsce, pal sześć genetykę i coraz to nowe odkrycia naukowe na podstawie wykopalisk na terenach Polski i nnych krajów słowiańskich, pal sześć wszelkie przywłaszczone przez kościół miejsca i osoby kultu: ma być, źe w 966 roku zostaliśmy ściągnięci z drzew, na których siedzieliśmy przywędrowaszy nie wiadomo skąd, po czym zostaliśmy ochrzczeni dla naszego rozwoju intelektualnego, naszego dobra i zbawienia i nikomu żadna myśl, że było inaczej, nie ma prawa w głowie nawet zakiełkować. Gdyby nie ten chrzest w 966, nadal byśmy siedzieli na drzewach jak nieucywilizowane małpy.

    Dlaczegóżby kościół miał jakiś cel w niszczeniu źródeł słowiańskich, tak jak to robił z przedmiotami i miejscami kultu? To oskarżenia z palca wyssane, bo kościół zawsze był bardzo przyjazny państwu polskiemu, czego dowodzi tysiącletnia historia Polski, gdzie kościół knował wraz z wrogami i zaborcami przeciwko swoim wiernym owieczkom i państwu, które zapewniało mu byt i dobrobyt.
  • @Lotna 14:22:54
    Cytat pierwszy:

    Nie brak myślących, że ranga dzisiejszej Polski zwiększy się przez to, jeśli „dowiedzie” się, że już w starożytności byliśmy wielką potęgą, przed którą drżeli wielcy tego świata.

    Cytat drugi: actori incumbit probatio - WL nie istniała tylko dlatego, że tego chcemy - jak mawiał znajomy milicjant "dowodziki poproszę"

    cytat trzeci:
    Jeśli Kościołowi miałaby przeszkadzać wizja potęgi przedchrześcijańskiej Polski, to przecież mistrz Wincenty i jego następcy nie pisaliby o tej głębokiej prehistorii Polaków w aspekcie związków np. z Aleksandrem Macedońskim czy Juliuszem Cezarem.

    pozdrawiam
  • @MacGregor 14:39:22
    taka ciekawostka przyrodnicza:

    przodkowie zacnego rodu Mossakowskich wywodza się od Niemców, nazwisko Mos (Mosz); syn Mosa nazywał się Mosak, a potem przerobiono na Mossakowski - no i jak się bada DNA, to geny niemieckie, psia kość - i co teraz robić??? geny prostować czy jak???
  • @Lotna 14:22:54
    Pytanie:

    Mieszko przyjął chrzest jako oficjalną religię swojego państwa bo musiał, czy mu się to opłacało?

    A może to zdrajca,który zaprzedał Wielką Lechię Niemcom (żona Oda Dytrykówna) oraz ... Watykanowi?

    Ciagle ten klecha, do znudzenia ...
  • @Lotna 14:22:54
    Aaa, opinia wielkiego autorytetu naukowego!" - nie, jest to rozmowa z zawodowym historykiem na argumenty (można mu zarzucac, że nie jest on mediewistą!!!).

    Półgłowek Jasio Hartman nie ma z tym nic wspólnego - póki co UJ jest lepszy niż większośc uczelni w Plsce.

    "ma być, źe w 966 roku zostaliśmy ściągnięci z drzew, na których siedzieliśmy przywędrowaszy nie wiadomo skąd" - to już naprawdę i histeria i monomania - powtarza Pani stale w każdym komentarzu te same bzdury, których jest sama autorką - prosze nie wkłądac w usta wszystkim tego, czegonikt nie mówi - wiem, wiem, G. Braun kiedyś tak powiedział i tylko szkoda,bo trudno ten fragment odszukać - ale nawet, to akurat w cytowanejrozmowie nikt tak nie mówi,więc bije się Pani sam a z sobą, z wyimaginowanym przeciwnikiem

    pozdr
  • @MacGregor 14:39:22
    Nie brak myślących, że dwie wieże w Nowym Jorku zburzyło 19 islamistów z nożami do przecinania kartonów, którzy uprowadzili 4 samoloty. I co na to poradzisz?

    Czy Ty nie rozumiesz, że nie o wielką Lechię chodzi, a o jakakolwiek historię przed 966? Jakoś nie pamiętam ze szkoły, aby uczono nas o związkach z Aleksandrem Macedońskim czy Juliuszem Cezarem. O Polsce w tym czasie ani słowa, ciekawe, dlaczego?

    Doprawdy ueważasz, że kościół miałby jakiś cel w kultywowaniu historii starożytnej Polaków ich wierzeń i ich kultu? Podczas gdy władał ziemią i ludźmi, od najbogatszych i najpotężniejszych, do ubogich i maluczkich, ich umysłami i duszami? Że utrudniał by sam sobie ten swój rząd dusz, który wywalczył ogniem i mieczem???
  • @MacGregor 14:41:27
    A jakie to są, te niemieckie geny?
    Co to ma wspólnego z tematem?
  • @MacGregor 14:46:09
    Skoro mu się opłacało, to był zdrajcą, czyż nie?
  • @MacGregor 15:02:55
    Przykro mi, ja tego zwrotu nie wymyśliłam. Coś takiego by mi nawet do głowy nie przyszło, a pański uwielbiany Michalkiewicz i Braun nigdy się nie mylą i trzeba ich zawsze słuchać bezkrytycznie. Być może nie można tego filmiku znaleźć, bo ktoś się zorientował jakie to pan Braun bzdury plecie? No ale nie, to przecież niemoźliwe!
  • @Lotna 15:07:51
    A jakie to są, te niemieckie geny?

    - a jakie to są słowiańskie?

    Co to ma wspólnego z tematem?

    - no ma, skoro WL to słowiańskie geny, to co z germańskimi genami połowy Polaków ;)
  • @Lotna 15:04:59
    "Doprawdy uważasz, że kościół miałby jakiś cel w kultywowaniu historii starożytnej Polaków ich wierzeń i ich kultu? Podczas gdy władał ziemią i ludźmi, od najbogatszych i najpotężniejszych, do ubogich i maluczkich, ich umysłami i duszami? Że utrudniał by sam sobie ten swój rząd dusz, który wywalczył ogniem i mieczem???"

    - owszem, miałe, czego przykłądami są nadworny kronikarz krzywoustego zwany Gallem (Anonim to późniejszy przydomek ) oraz wybitny człowiek kościoła, czyli bł. kadłubek

    "Że utrudniał by sam sobie ten swój rząd dusz, który wywalczył ogniem i mieczem???" - mój Boże ... mieczem nawrócono Sasów (Karol Wielki), nie Polaków?

    czy Pani wogóle czytala tekst czy tylko na podstawie tytułu?
  • @MacGregor 15:15:35
    Wytłumacz mi proszę, co genealogia jednej rodziny ma wspólnego ze starożytną historią Polaków, a raczej jak ona dowodzi jej braku.

    Tymczasem, idę pożyć, bo tutaj się dzień zaczyna. :)
  • @MacGregor 14:41:27
    Przodek krakowskich Wierzynköw,/ Niklas, o ile pamietam/, byl etnicznym Niemcem. Praca i zaslugami w sluzbie kröla W.Lokietka dorobil sie nie tylko majatku, röwniez szacunku i wdziecznej pamieci.
    Tu jednak chodzi o uczone wywody pana historyka, ktöry biadoli nad poczytnoscia ksiazek na temat starozytnej Slowianszczyzny.
    Ja biadole nad frustracja p.prof.Przemyslawa Urbanczyka, ktöry od lat nie moze sie zdecydowac na etniczne pochodzenie Mieszka I. Raz podejrzewa go o korzenie niemieckie, potem celtyckie, ostatnio przywiazal sie do wersji vikinskiej /!/ Jednym z niewielu uczonych mezöw historycznych, ktörych da sie sluchac jest prof.Duczko.
    Pan dr.hab. nie raczyl wspomniec o zamknieciu mozliwosci badania zrödel arabskich. Podobno brak funduszy.., ktöre pewnie powedrowaly do Poproszenki. Sporo jednak mozna sie dowiedziec od Web-a.
    Ciagu dalszego czytac nie mam zamiaru. Szkoda czasu.
  • @MacGregor 15:02:55
    Wlasnie najbardziej martwi mnie "zawodowy historyk", co kojarzy mi sie z /za przeproszeniem/ zawodowym politykiem.
    Czemu ubliza pan Lotnej? Twierdzenia "zawodowych historyköw" bierze pan za dogmaty? Okopali sie w swoich kossinowskiech teoriach i ubolewaja, ze nie wszyscy Polacy im wierza.
    Mimo oburzenia pozdrawiam.
  • @morgan 17:31:02
    // biadoli nad poczytnoscia ksiazek na temat starozytnej Slowianszczyzny.//
    Raczej chodzi o to ,że ludzie zamiast sięgać do opracowań wybitnych, niekwestionowanych historyków,
    np Gerarda Labudy i jego trzytomowej "Studiów nad początkami państwa polskiego " , albo solidnych
    opracowań Strzelczyka czy Łowmiańskiego ale też znacznie starszych źródeł , np opracowań Prokopa z Cezarei ,Jordanesa
    czy Izydora z Sewilii , sięgają po książki amatorów ( Bieszk, Szydłowski) i dają im wiarę , pomimo ,że ci korzystają z fałszywek
    ( t zw kronika Prokosza) albo z bajecznych dodatków do kronik ( Kadłubek czy Długosz) , przecież ci dwaj jedynie wzorem
    wszystkich europejskich kronikarzy, dla wzmocnienia prestiżu swojej ojczyzny ,cofnęli jej historię do czasów najbardziej
    popularnych i znanych wodzów ( Aleksander , Juliusz Cezar)
  • @puuuq 18:57:36
    No tak. Gdyby Bieszek pisal udolniej / te jego wykrzykniki/ , bez dziwacznego patosu, bylby bardziej strawny. Szydlowski z kolei chetnie posluguje sie wskazujacym palcem, co ma dowodzic wagi jego notatek
    dosc niechlujnie sporzadzanych. Zabawny facet. Obaj panowie maja swoich fanow, do ktorych nie naleze.
    Moim autorytetem pozostaje Kostrzewski , choc Labudzie przysluguje z pewnoscia miano naukowca. Chodzi jednak o cos wiecej-zwiekszajace sie zainteresowanie naszymi dziejami budzi gleboki niepoköj, nawet irytacje pewnych "historyköw zawodowych". Na szczescie sa pasjonaci, ktörzy szperaja w röznych zrödlach /Ireneusz Cwirko, RudaWeb, m.in/
    Nie rozumiem zupelnie dziwnej pogardy dla kronik Kadlubka, czlowieka znakomicie wyksztalconego, jak na owe czasy, ktory z pewnoscia korzystal z obcych zrödel. Swiat przyspieszyl i Labuda bylby dzis zdumiony wykopaliskami nad rzeka Tollense. To temat-rzeka.
    Pozdrawiam.
  • @morgan 21:43:32
    //Nie rozumiem zupelnie dziwnej pogardy dla kronik Kadlubka //
    Nie spotkałem się z pogardą ani do samego autora ani jego kroniki , tu raczej występuje pewien paradoks
    bo sympatycy tej "dawnej chwały" zarzucają klerowi manipulacje historią , palenie jakichś rzekomych przedchrześcijańskich
    zapisków ale już biskupa Kadłubka , w końcu też "człowieka kościoła" , uznają za autora w pełni wiarygodnego czyli ,że wszystko co zapisał musi być prawdą , a przecież w tamtych czasach ,każdy królewski dwór miał swoich "kadłubków", wszyscy to katoliccy bądź prawosławni duchowni i każdy z nich w swoich prologach do wydarzeń autentycznych wprowadzał elementy mitów , legend czy zwyczajnych zmyśleń . Kadłubek chyba tylko z uwagi na ubogość słowiańskich mitów , wykorzystał postaci autentyczne ( Aleksander, Cezar) i jako pierwszy wymyślił "słowiańskość " Wandalów , t zn jako osoba wykształcona z pewnością znał wcześniejsze wzmianki np Gerharda z Augsburga , niemieckiego księdza , który w opisie o cudach lokalnego świętego Ulryka,nazywa Mieszka księciem Wandalów , zresztą cudownie przez tego Ulryka uratowanego ,przy czym samo użycie pojęcia
    "wandalowie" stosowali już wcześniej kronikarze frankijscy wobec Awarów , którzy przecież w żadnym razie nie byli tymi Wandalami sprzed ok 400 lat , ten sam stylistyczny zabieg wykonał ten niemiecki ksiądz wobec Mieszka czyli Słowian .
    Prokop z Cezarei znał osobiście Wandalów i Słowian bo przecież brał udział w kampanii przeciw Wandalom w Afryce
    zaś Słowianie jako "forpoczta " Awarów nękała północne granice Bizancjum , stąd znał i opisał ich zwyczaje i wierzenia , zupełnie różne od Wandalów czyli koronny świadek opisuje te dwa plemiona jako zupełnie od siebie niezależne a po 600 latach
    nasz Kadłubek konstruuje jakąś politycznie wtedy nawet uzasadnioną historię o wrogiej wobec Niemiec Wandzie i słowiańskich Wandalach . Kromer w XVI wieku zmienia wektory naszej przeszłości , Wandalów ignoruje a wyróżnia Sarmatów i od tej chwili
    Sarmaci zostają naszymi przodkami :))) a dzisiaj , najczęściej , sieciowi badacze , korzystając z ustaleń genetyków są pewni ,że
    Słowianie dali początki najdawniejszym starożytnym kulturom , to ,że haplogrupę R1a1 posiadają oprócz Słowian liczne ludy Azji i to % nawet niekiedy nie w mniejszym stopniu od Słowian , to ,że jakiś pierwszy osobnik z R1a1 pojawił się ok 15 tys lat temu zaś słynne jaskiniowe malowidła we współczesnej Francji czy Hiszpanii są o 15 tys. lat starsze nie ma dla nich znaczenia bo prawdziwa cywilizacja i pierwsza mowa ludzi pochodzi od Słowian a ci jaskiniowi malarze to jakieś małpy bez umiejętności mówienia

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031