Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1731 postów 1467 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Pan Nikt: O państwach „zewnętrznych” i „wewnętrznych”

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Słowianie obracają się w świecie czystej iluzji. Im bardziej oddalają się od rzeczywistości, tym bardziej zawiłe są ich marzenia.” Józef Goebbels „Dzienniki”

„Poza zamętem jest i odrodzenie, jest i renesans. Jest lęk, ale są i nadzieja, i opór. Nie pozwolimy na wygnanie nas z naszych domów. Wręcz przeciwnie, będziemy dążyć – podobnie jak dotychczas w historii – do tego, aby ten kontynent był lepszym miejscem. Żydowskie życie będzie kwitnąć w Europie i zjednoczony Europejski Kongres Żydów będzie stawiał opór tym, którzy dążą do wygnania nas oraz będzie współpracować z tymi, którzy pomagają naszej wspólnocie kwitnąć.” Mosze Kantor “Umieścić europejskie żydostwo z powrotem na mapie” (w:) „The Jerusalem Post” 26.01.2016; //www.jpost.com/Opinion/Placing-European-Jewry-back-on-the-map-442635

„Bez współpracy na najwyższym szczeblu, na którą pan zawsze kładł nacisk, ten pilny projekt globalny będzie oparty na słabych podstawach. My wszyscy potrzebujemy Rosji do tego, aby grała ona istotną rolę w globalnej koalicji antyterrorystycznej i antysemickiej. Panie Prezydencie, często mówię o tym, że pamięć o holokauście nie stanowi wystarczającej szczepionki przeciw antysemityzmowi, który niszczy narody. Zrozumiale jest bowiem to, że antysemityzm jest początkiem tłamszenia wspólnych wartości, tradycji, rodziny, własności i życia w ogóle. I to właśnie dlatego sama pamięć nie wystarczy – potrzebujemy jedności, dopóki jedność jest siłą.”
Mosze Kantor na Spotkaniu Europejskiego Kongresu Żydów z Władimirem Putinem na Kremlu 19.01.2016 r.; pełen transkrypt rozmowy oficjalnej; nie wiemy, o czym jeszcze mówiono za zamkniętymi drzwiami: 
//en.kremlin.ru/events/president/transcripts/51184;

„Słowianie obracają się w świecie czystej iluzji. Im bardziej oddalają się od rzeczywistości, tym bardziej zawiłe są ich marzenia.”
Józef Goebbels „Dzienniki”

 

https://www.youtube.com/watch?v=5ViItcZyYBw  [do słuchania podczas lektury]

 

W chwilach przyspieszenia, w momencie kryzysu bandyci i łotry, zwłaszcza ci pomniejszego rzędu, nie wytrzymują „ciśnienia” i „ w nerwach” zawsze nieopacznie coś odkryją, niechcący podzielą się, wysypią, odsłaniając trochę charakter swoich wyobrażeń i myśli.

Widoczne to było w trakcie propagandowej krótkiej krzątany mglistych pozorów związanej z „wytłumaczeniem” zszokowanym Polakom (tym przynajmniej, którzy potrafią jeszcze myśleć i trwali w związku z tym w szoku poznawczym), o co biega z „wiekopomnym sukcesem polskiej dyplomacji”, kiedy to 27 czerwca br. żydowska jaczejka na Obszar Warszawa-Narew, tj. ekipa Kaczyńskiego Jarosława, zachowała się „przyzwoicie” i po raz kolejny w rzeczywistości pozwoliła w sposób upokarzający nie tyle dla nich samych, ile dla Narodu pokazać wszem i wobec, co z nas zostało i co mogą z nami robić nasi strategiczni partnerzy.

A że sporo, rzekłbym, konfuzji powstało wśród tubylców, to różni funkcjonariusze zostali wysłani jak psy gończe w teren, aby „wyjaśnić”, jaka jest rzeczy istota. Jeden z nich, człowiek, który ostatnio ganiał w sprawie roszczeń żydowskich i tzw. ustawy o IPN od Londynu po Waszyngton, wyjątkowo mało sympatyczna postać: pan Bartosz Cichocki, podsekretarz stanu ds. bezpieczeństwa, polityki wschodniej i polityki europejskiej, żydowski człowiek w żydowskim MSZ z alei Szucha, broniąc kolejnego dzieła ekipy dobrej zmiany przed zarzutami o zdradę Polski i Narodu, z ujmującą szczerością, raczył był stwierdzić w rozmowie w telewizji WSI 24, że „gdybyśmy negocjowali z państwami zewnętrznymi nasze ustawodawstwo krajowe, to byśmy sprowadzili się do roli państwa niesuwerennego.” Piękne i jakże prawdziwe, prawda?

Aby negocjować, potrzebne są, zdaje się, dwie równoprawne i równorzędne strony. A tego od samego początku nie było w teatrzyku eskalacyjnym żydowsko-żydowskim wokół tzw. ustawy o IPN, a które to przedstawienie jest tylko kolejną odsłoną dochodzenia Żydów do swego, czyli do wypatroszenia Polski z pieniędzy drogą uzyskania w pełni praw do swoich wyimaginowanych roszczeń. I akt pełnej rejterady „polskiej” władzy wobec stanowiska dwóch naszych strategicznych partnerów USA i Izraela (ze wspierającymi je Wielką Brytanią i Krainą U) jest zwyczajną zdradą Narodu i jego interesów, stoi w sprzeczności z polskim bezpieczeństwem narodowym. Celem zaś głównym bezpieczeństwa narodowego prawdziwie polskiej władzy w tej całej bezwzględnej „hecy” byłoby zabezpieczanie bezpieczeństwa fizycznego i ekonomicznego Polaków.

To, co robią Żydzi we współudziale i za przyzwoleniem swojej ekspozytury warszawskiej, jest zwyczajnym wymuszeniem rozbójniczym. „Dziełko” z 27 czerwca to zwyczajny układ monachijski, którego 80. rocznicę będziemy niedługo obchodzić. Układ zawarty ponad głowami Polaków z obcymi mocarstwami. Dokładne jego odwzorowanie. Wtedy w Monachium dwaj patroni strategiczni Czechosłowacji, gwaranci jej niepodległości, Francja i Anglia, w upokarzający dla Czechosłowaków poinformowali o swoich decyzjach uczynionych z Hitlerem, a które to zapadły kosztem niepodległości tego państwa….

Czym innym było wspólne oświadczenie polsko-żydowskie z 27 czerwca, jeśli nie przyjętym przez stronę „polską” dyktatem strony żydowskiej? Mamy do czynienia ze zmową „polskiego” rządu z obcymi państwami, z „sojusznikami”, dilem zawartym za plecami Polaków. Kaczyński bez skrępowania, jak to on, pokazał jak bardzo nie ma siły, aby nas bronić. Że jest słupem politycznym. To, co tu w Obszarze Wisły przedstawili nam Żydzi ze swoimi ludźmi w Polin u władzy, tj. typowymi paserami, służyć ma kilku rzeczom.

Po pierwsze to przemocowa lekcja poglądowa dla tubylców w Restpolen, mająca pokazać resztkom myślących, że nie warto stawiać oporu przed nieuniknionym. Zwłaszcza, że to nieuniknione zostało potwierdzone tą ustawką, mającą uświadomić nas, jak naprawdę silni są Żydzi i co tutaj mogą. W istocie silni nie są i byliby do ogrania i załatwienia, ale pozwala na to ich agentura w Rzeczpospolitej Przyjaciół i jeśli ktoś miał jakiekolwiek złudzenia, co do istoty tego „polskiego rządu”, to ta kilkumiesięczna trwająca od 27 stycznia br. parszywa komedia powinna zrzucić łuski z oczu komukolwiek jeszcze choć odrobinę świadomemu.

Po drugie w tej układance idzie o to, aby pobudzić polskich gojów do „działania zwrotnego”, do „reakcji zwrotnej”. Idzie bowiem naszym strategicznym partnerom o polską „odpowiedź”. To jest czytelne i dlatego osobiście nie wypowiadałem się i nie pisałem nic prze pewien czas po 27 stycznia, ponieważ pojmowałem, że PiS i Żydzi chcą właśnie naszej reakcji na tę tragiczną farsę. Bo zaiste, kiedy widzi się to wszystko – a Żydzi zwłaszcza mają tę inklinację do „ujawniania”, celowego odkrywania spraw zakulisowych i do sypania swoich polskich gojów, „umaczania” ich, poprzez różne zamierzone „niedyskrecje” mające wymusić na swoich szabesgojach u władzy w Warszavivie sprawniejsze reagowanie na żydowskie potrzeby, to pojmuje się, że całość jest obliczona na „właściwą” skanalizowaną i zainspirowaną reakcję polskiego bydła, że ma to na celu wykreowanie odpowiedniej dla naszych strategicznych sojuszników odpowiedzi Polaków na to, co wyczyniane jest tu w biały dzień. Na chama, na grandę. Robią to, by pokazać nam, że nie mamy na nic tu prawa. Nawet prawa ,by bronić swojego dobrego imienia. Ale przede wszystkim, byśmy odwinęli się ich gojom lub któremuś z ich rabinów prowadzących. To jasne.

Zatem, powtórzę, idzie im o to, czekają wręcz na to, iż ktoś się tu może naprawdę wkurzyć w kontekście tego, co rządzący folksdojcze robią z naszym krajem i ktoś może zacząć ku uciesze ambasady Izraela i polskiego rządu naprawdę „szurać”.

Na ten moment, na tę dynamikę, zapewne odpowiednio prowadzoną i inspirowaną, jeśli zajdzie taka potrzeba, a to przez DIA, a to przez AMAN, a to przez BND, SBU lub GRU, czekają wszyscy zewnętrzni i wewnętrzni zainteresowani. Ponieważ będzie można jeszcze lepiej uprzątnąć podwórko i wyrównać teren pod plac budowy o nazwie Rzeczpospolita Przyjaciół i w tym zgodne będą Kluby Gazety Polskiej, i „Gazeta Wyborcza”, TVN i Telewizja Trwam, „Tygodnik Powszechny” i tygodnik „Niedziela”, Radio Maryja i tygodnik „Nie” wraz z Katolicką Agencją Informacyjną; Jacek Łęski z Cejrowskim, Igorem Janke i Targalskim; Czuchnowski z Janeckim, Gadowskim i Lisem; Żurawski z Cenckiewiczem i Zyzakiem oraz Zybertowiczem, Wildsteinowie z Michnikiem i Sakiewiczem oraz Matką Kurwką. Front Jedności Narodowej ponad podziałami. Tam i tu. Bo przecież warszawscy szabesgoje dobrej zmiany, jaki i ich lokalni „przeciwnicy” w dojściu do koryta w domu pogrzebowym, pojmują, że ich wspólny los zależy całkowicie od zewnętrznego i wewnętrznego wsparcia. Od politycznych zewnętrznych turbosprężarek. Od politycznych dopalaczy. Od podpierania się układami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Klasyka III RPRL.

A z kim trzymany jest układ? Ano, posłużę, się jakże użyteczną i poręczną nomenklaturą jednego z polskich zdrajców, cytowanego powyżej pana Cichockiego: jest to układ z państwami „zewnętrznymi” i „wewnętrznymi”. Bo jeśli, jak się wysypał pan Cichocki, są państwa „zewnętrzne”, to założyć należy, iż istnieją także państwa „wewnętrzne”.

Państwa „wewnętrzne” to m.in. w demokrackim kołchozie: służby; w przypadku Polin: służby specjalne państw „trzecich” oraz loże i mafie. Dzięki wszystkim rządom III RPRL, ze szczególnym natężeniem w czasach rządów dobrej zmiany, jedynym państwem „zewnętrznym”, które przynależy również do drugiej kategorii państw „wewnętrznych”, jest Izrael. Strona żydowska – mimo wszystko jej wpływ w Rzeczpospolitej Przyjaciół jest często przeceniany i wyolbrzymiany, co też jest celową grą służb izraelskich, mającą stworzyć wrażenie, że Eskimosi są wszechmocni i wszechobecni – istotnie posiada w państwach „wewnętrznych”, tj. właśnie w lożach, mafiach i służbach swoje akcje z pakietami kontrolnymi.

Kaczyński-nacialnik nie jest ani wyjątkowy, ani oryginalny w „supportowaniu się”, w podpieraniu się zewnętrzno-wewnętrznym. Załatwianie czegoś za plecami „polskiego bydła” i przeciw jego żywotnym interesom – a przecież pozbawienie nas znaczącej części zasobów ekonomicznych i nieodwracalna utrata w wyniku tego władztwa politycznego nad Obszarem Wisły, a ku temu w istocie zmierza ta cała propagandowa akcja wokół ustawy o IPN, jest czymś właśnie takim. Jest zmową „brudnej wspólnoty” w wykonaniu ze strony polskich szabesgojów, różnych panów Gowinów, Glińskich, Macierewiczów, Morawieckich, Kaczyńskich, Cichockich, Magierowskich, czy pań w rodzaju pani minister Jadwigi Emilewicz wraz z ich „rabinami prowadzącymi” – od Schudricha idąc, przez Szewacha Weissa po nowe pokolenie oficerów w rodzaju pętaka Jonny’ego Danielsa.

Osobiście na jego miejscu bym tak nie chojraczył i nie szpanował, nie eksponował się, bo jego koledzy z AMANu lub wspólnicy z mafii DIA mogą bez mrugnięcia okiem, poświęcić swój zasób i swojego człowieka na ołtarzu „sprawy wyższego rzędu”, aby w ramach wykuwania świetlanej przyszłości – posiadać figurę nowego patrioty, bojownika dobrej sprawy, prawdziwego męczennika Nowej Polski. Mogą też dla powabu i w przypływie dobrego humoru, zdjąć jakiegoś innego swojego człowieka lub innego Gowina lub Kaczyńskiego, sprawstwo zrzucając na faszystów polskich i patriotów, dzięki czemu z żydowskiego poduszczenia rząd dobrej zmiany lojalnie i szybko wypali żywym ogniem tę jątrzącą się ranę nacjonalizmu i antysemityzmu. Pan Brudziński z panem Błaszczakiem będą pojmować, co robić…

Takie wspólne z obcymi „robienie Polaczków na boku” to przecież „stara świecka tradycja”. Kaczyński sięga do dobrych praktyk. Dobra zmiana to ciągłość nie tyle nawet, co jasne, związana z Polską Rzeczpospolitą Ludową, ile z sanacyjną II RP. Kaczyński w niczym nie różni się od Piłsudskiego. Obaj, pomimo szerokiego frontu obłudy, zakłamania i propagitki, przejdą do historii jako grabarze Polski.

Umierający Kaczyński, gasnąc, wygasza to, co zaczął wygaszać jego idol – Piłsudski; wygasza skutecznie projekt, o blaknącej już nazwie, nikomu już niepotrzebnej (odpadają z niej płaty farby): Polska… I schodząc do grobu, zachowuje się i działa tak, jakby chciał, aby jego kamieniem nagrobnym był wielki projekt Międzymorza pod patronatem żydowskim z wiodącą rolą Rzeczpospolitej Przyjaciół zarządzanej przez nowe zewnętrzne elity w tym układzie, z patronującym temu konstruktowi geopolitycznemu państwem „ramowym”, tj. USA.

Powstanie taki „podzbiór państw buforowych”. Żydowska UE pod jankeskim patronatem politycznym z żydowskim „wkładem kontrolującym” region pod względem polityczno-ekonomicznym, a który to zabezpieczać będzie interesy i pilnował równej redystrybucji zasobów względem Berlina, Moskwy, Londynu i Waszyngtonu. Bo, rzecz jasna, aby był to trwały i stabilny układ, to wszyscy zbójcy muszą tu mieć zabezpieczone swoje pakiety kontrolne, a gwarantem dilu będą właśnie nasi serdecznie żydowscy przyjaciele. Tak właśnie było – jeśli idzie o stabilny po „podział” łupów – w 1772, 1793 i 1795 roku. I kondycja fizyczna Kaczyńskiego, nie czyni go w niczym mniej odpowiedzialnym za zdradę i utratę resztek tzw. polskiej niepodległości.

Wykuwanie Nowej Polski

Jak nadmieniłem, jawne zdradzanie Polaków przez „Polaków” za pomocą przyjaciół strategicznych to stara dobra szkoła polskiej myśli „politycznej”. Trzeba przyznać Loży Dobra Zmiana, że transparentnie i z wyprzedzeniem informowała nas, jak będzie siebie traktować i nas.

W tekście p.t. „Władza” w książce „AION” pisałem, że „brat” Gliński Piotr profesor – wtedy jeszcze promowany na premiera, obecnie, zdaje się, jest „bratem uśpionym” – uczciwie przedstawiał późną jesienią 2014 r. w okresie wyborczym, jak Loża Dobrej Zmiany widzi koegzystencję z państwami „zewnętrznymi” i „wewnętrznymi”. Pan profesor chciał, aby te państwa wyraźnie i dobrze pojęły komunikat i wizję tego, jak PiS widzi ułożenie się z tymi państwami w Obszarze Wisły.

Zatem w wywiadzie dla „Arcanów”, masońskiego dwumiesięcznika z lożowego Krakówka, ówcześnie pod redakcją „brata” Szczerskiego Krzysztofa profesora, pan premier wyraźnie nie starał się owijać w bawełnę (cóż, wybory za pasem) i pragnął być mocno precyzyjny, że tak to nazwę.

Więc Gliński profesor Piotr w rozmowie ze Szczerskim profesorem Krzysztofem w 120. numerze periodyku o tytule „Wzmocnić Polskę” sygnalizuje tym, do których skierowany jest ten komunikat, w jaki sposób PiS widzi swoje szanse w objęciu Władzy. W istocie kluczem do dopuszczenia do lokalnego stołu podwykonawców według Glińskiego profesora byłaby współpraca i kooperacja z lokalnymi postsowieckim służbami specjalnymi, które posiadają licznych nowych panów zewnętrznych oraz posiadanie swojego własnego zewnętrznego suzerena.

Pan Gliński profesor Piotr bawi jednocześnie skrajną naiwnością i otwartością w tym wywiadzie, używa – och, siła środowiskowego przyzwyczajenia – jakichś głupkowatych kategorii rodem ze słownika Michnika Adama. Mówiąc o dogadaniu się z drugą stroną sporu, tj. z tutejszą bezpieką, Gliński z ujmującą prostotą prawi: „Ale rozmowa z jej bardziej przyzwoitym przedstawicielami musi być oparta o pewne zasady. Musimy ustalić kanon wartości dla nas niepodważalnych; i jeżeli grzesznik chce wrócić do wspólnoty, to musi spełnić pewne warunki, na przykład tkwiące w kulturze chrześcijańskiej. My sami jednak powinniśmy przygotować nasze sumienia do przyjęcia osób z drugiej strony. Powiedziałem kiedyś panu Siemiątkowskiemu, przy okazji dyskusji panelowej o polskich elitach: przecież my nie chcemy wam paznokci wyrywać. Wyście to robili, ale my nie chcemy tego robić. Wręcz przeciwnie, to jest wbrew naszym wartościom. Jesteśmy otwarci na wszelkie powroty. Wiadomo, że musi być szczery żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, zadośćuczynienie bliźniemu. To są w zasadzie takie proste, wspaniałe uszlachetniające działania.” Czyż nie proste i piękne?

Co do postawy służebno-agenturalnej elit PiSowskich, pan Gliński profesor i niedoszły premier wykłada odważnie: „Zwycięstwo jest funkcją naszej pracy. Uważam, że jest szansa, jest potencjał, że dużo już żeśmy zrobili, zwłaszcza w ciągu ostatnich czterech lat. Przeciwnik zaś jest jednak wciąż bardzo silny, bo ma także potężne zasilanie zewnętrzne. A my wciąż nie potrafiliśmy zbudować własnego zasilania zewnętrznego, co jest naszą olbrzymią słabością; mimo wszelkich obiektywnych trudności, moglibyśmy być znacznie bardziej aktywni w polityce zagranicznej naszych środowisk. Wtedy bylibyśmy lepiej przygotowani na ewentualną korzystną zmianę zewnętrzną, a nawet ją jakoś prowokowali. Mówiliśmy tu nieprzypadkowo o zmianach globalnych, że też są dla nas niekorzystne, więc nie jest łatwo. Ale to nie znaczy, że jest beznadziejnie – jest coraz lepiej. Powiedziałbym, że wykuwa się to w trudzie, ale szansa na realną zmianę istnieje. Zwyciężymy, gdy odrobimy naszą ciężką, organiczną pracę domową.”

Synowie Przymierza lub Grand Orient: o powtarzalności polskiego nieszczęścia

Upokarzające Polskę „wspólne” oświadczenie z 27 czerwca br. – którego treść w rzeczywistości została polskim gojom, tzw. kurierom z Brukseli, a mianowicie starszemu „bratu” (Loża Synów Przymierza?) profesorowi Ryszardowi Legutko oraz „bratu” młodszemu Tomaszowi Porębie (tożsama loża B’nai B’rith?)przedstawiona do wiadomości w siedzibie Mossadu, a którego to oficjalna publikacja została polskim tubylcom zaprezentowana jako przykład taktycznego zmysłu i sprytu dyplomatycznego Warszawy – jest w istocie unilateralną informacją, jak ma wyglądać krajobraz w Polsce po tej „scysji”. Lektura tegoż oświadczenia wyzbywa wszelkich złudzeń, co do tego, która strona sprawuje nadzorczą funkcję, jest tzw. kierownikiem produkcji na planie filmu p.t. „Ojciec chrzestny”

Lipa medialna w postaci jakieś „polskiej stron” w trudnych negocjacjach, bajer PRowy związany z walką o polskie interesy ze strony polskich szabesgojów z dobrej zmiany są może dobre dla czytelników „Gazety Polskiej”, nam zaś wystarczyć powinien głos poważnego bandyty, przedstawiciela żydowskiej struktury głębokiej siły, wielce szanowanego przeze mnie pana doktora Józefa Ciechanovera (pisałem o nim kilka lat temu w książce p.t. „AION”), delegowanego przez żydowskiego premiera do zajęcia się tym „problemem z ustawą”.

Jest to pan od specjalnych poruczeń premiera Bibi Netanjahu; postać cienia, który odpowiadał po linii bezpieczniackiej m.in. swego czasu za zbliżenie turecko-żydowskie. Ten pan z poręki Netanjahu decydował o tym, co i jak ma być grane w Bolanda w tym temacie, co i kto ma tu gadać i co ma robić. Porozdzielał role i kwestie. Po żydowskiej i po polskiej stronie. Polscy szabesgoje nie mieli tu nic do gadania. To zrozumiałe.

Wystarczy, powtórzę, lektura wspólnego oświadczenia z dnia polskiej hańby tj. 27 czerwca. Oprócz tego pan Józef na wspólnej konferencji obu premierów raczył był stwierdzić zgodnie ze stanem faktycznym, trudno zresztą mu nie ufać, pan Józef bowiem szanuje siebie i swoje państwo i kiedy publicznie artykułuje jakąś myśl, to robi to z całą odpowiedzialnością za swój naród i kraj, tu nie ma miękkiej gry; on nie trwoni słów po próżnicy i jeśli zabiera głos publicznie, a robi to rzadko, to wie, co mówi, więc pan Ciechanover zamknął w kilku zdaniach temat równorzędności stron w „sporze”: „Pragnę podziękować premierowi panu Netanjahu oraz panu premierowi Morawieckiemu za powierzenie mi i profesorowi Jacobowi Negelowi tego ważnego zadnia, abyśmy mieli pewność, że nie ma żadnej ustawy, żadnych restrykcji odnośnie dyskursu nt. holokaustu. Dialog nt. holokaustu musi być otwarty, a prawda musi być słyszana. Wierzę, że osiągnąłem ten cel poprzez zniesienie tej ustawy.”

Loża Dobra Zmiana robi wszystko, aby utrzymać swoją władzę na kursie i ścieżce. Bez względu na straty i koncesje, których musi udzielać kosztem Narodu. W sytuacji zagrożenia musi wspierać się aktorami zewnętrzno-wewnętrznymi. W przypadku komedii wokół tzw. ustawy o IPN Kaczyński, myśląc, że jest zręcznym graczem, próbował wygrywać zewnętrznych Żydów swoimi „dworskimi” Żydami.

Tu wydaje się, że posłańcem był Jonny Daniels, który, wyolbrzymiając swoje znaczenie, co prawda robi duży PR wokół siebie, by przy okazji swojej bezpieczniackiej roboty, natrzaskać w Polin trochę kasiory dla siebie; zatem szpanuje, że jest mocny w Polin i posiada duże wpływy, ale rzeczywiście chyba przede wszystkim on grał rolę łącznika między Izraelem zewnętrznym – Tel Avivem, a Izraelem wewnętrznym, tj. Warszavivem. Między Żydami palestyńskimi oraz nowojorskimi, a figurantami dobrej zmiany, którym powierzono nadzór nad obszarem Narew-Warszawa. Co samo w sobie jest przykładem tego, jak słaba jest ekipa rządząca i jakie „ziutki” ją rozgrywają.

Zatem umierający na raka Kaczyński zakładał w swojej głupocie, że uda mu uratować swoje namiestnikostwo, ochronić przed nagłośnieniem, że PiS jednak ten ogromny haracz (zauważmy, jak w trakcie tej „nasmalanki”, jakoś tak przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, że urósł on z jakichś 65 mld do 335 mld dolarów) jednak „zabuli” z naszej kieszeni; Kaczyński myślał, że zyska na w czasie, aby ludzie się nie dowiedzieli, do czego doprowadził nasz kraj, więc próbował w tej ustawce „brata” szachować „bratem”. A ile z tego jego zmyślnego planu wyszło, mogliśmy ujrzeć 27 czerwca.

Brata” szachować „bratem”

Kaczyński bezwiednie zapewne nawiązuje do stylu uprawiania zakulisowej polityki przez swojego mistrza duchowego i politycznego – Józefa Piłsudskiego. Kiedy ten pod koniec 1920 roku zorientował się, że nie uda mu się za pomocą swojego wymarzonego alianta Anglii rozczłonkować Rosji (cóż za naiwność przypuszczać, że Londyn zgodziłby się na to…), z niechęcią postanowił jednak oprzeć polskie bezpieczeństwo na drugim strategicznym sojuszniku – Francji. Nadarzyła się okazja, a mianowicie oficjalne zaproszenie z końca grudnia 1920r. od rządu francuskiego dla Piłsudskiego dla przybycia do Francji celem przeprowadzenia bezpośrednich rozmów politycznych i gospodarczych.

Była dwa słabe momenty z tym związane. Po pierwsze – i to było niemal równorzędnym celem Piłsudskiego w zbliżeniu z Francją, należało tam najpierw osłabić, a następnie politycznie zlikwidować wpływy Polskiego Komitetu Narodowego i Romana Dmowskiego, którego pozycja w Paryżu była mocna i dzięki któremu konserwatywne koła francuskie miały wyrobione zdanie o Ziuku.

Po drugie: przed wyjazdem, należało przygotować odpowiednio grunt francuski. Ponieważ wpływowe kola wojskowe po letniej kampanii słusznie uważały Piłsudskiego za amatora i wyrażały antypatię dla jego sposobu dowodzenia. Marszałek Foch otwarcie wystąpił z dezaprobatą na jakikolwiek alians z Polską, „z państwem, które nie posiada jeszcze granic ani rządu, ani armii.” Spore wątpliwość miał i sam rząd francuski oraz ministerstwo spraw zagranicznych, jednak prezydentowi Aleksandrowi Millerandowi (przyjęty do masonerii w 1833 r. do loży l’Amitié i pozostawał członkiem zakonu rzekomo tylko do 1905 r.) udało się przełamać opory Quai d’Orsay, wątpliwości wojska i zaproszenie do Piłsudskiego zostało skierowane.

Piłsudski kwestię wyjazdu potraktował bardzo poważnie. Wiedział, że kluczem do Francji są „bracia” wolnomularscy, zatem od razu przedyskutował temat z wybitnym i wpływowym masonem, szefem biura propagandy zagranicznej przy prezydium rady ministrów Władysławem Baranowskim. Pamiętać należy, że do powstania zaraz w pierwszych miesiącach dwudziestolecia loży obrządku szkockiego przyczynił się właśnie Piłsudski. W przeciwieństwie do Dmowskiego, Piłsudski nie miał żadnych kompleksów żydowsko-masońskich i jako realista liczył się po prostu z wpływami masonerii międzynarodowej. Postanowił zatem użyć tego wehikułu, aby „załatwić” główną siłę opozycyjną, aspirującą do bycia jedynym przedstawicielem Polski i faktycznym jej rządem, czyli paryski Polski Komitet Narodowy oraz w następstwie tego stać się liderem dobrej zmiany, twarzą Polski. Postanowił „braci” francuskich, gdzie w sojuszniczym kraju wielką rolę odgrywała ateistyczna, międzynarodowa, społecznie radykalna Loża Wielkiego Wschodu, Grand Orient, zaszachować „braćmi” z Wielkiej Narodowej Loży Polski, obrządku dawnego i pradawnego (Ancient and Accepted Scottish Rite). Innymi słowy postanowił prosić o pomoc w walce politycznej i w budowaniu swojej pozycji na zewnątrz polskich „Szkotów”, aby ci zrobili mu dobry PR u „braci” z Wielkiego Wschodu. Dokładnie jak Kaczyński, czy Duda w 2018 r. wspierający się „swoimi” towarzyszami żydowskimi w walce z drugą stroną mafii żydowskiej lub z lokalnymi politycznymi oponentami albo w potyczkach między sobą.

„Brat” Władysław Baranowski w swojej książce p.t. „Rozmowy z Piłsudskim” z 1938 r. wspomina, że ten chciał, aby „występ nasz na arenie światowej i dyplomatycznej wypadł jak należy”, wypytywał więc Baranowskiego, jaka jest tam po wojnie istotna rola masonerii. „Interesował się tym zagadnieniem bardzo żywo i z właściwą mu powagą. Orientował się w roli masonerii w państwach zachodnich i znał dość dobrze działalność wolnomularstwa polskiego w czasach przedpowstaniowych. Pragnął, by odrodzone w Polsce niepodległej nawiązało nić tradycji historycznych i by zdołało wśród pokrewnych organizacji na terenie światowym zdobyć szacunek i odegrać swoistą rolę…” Jak pisał Leon Chajn: „Piłsudski uznał, że polskie wolnomularstwo może odegrać istotną rolę już teraz w związku z zapowiedzianą wizytą. Postanowił w tej trudnej dla siebie sytuacji wykorzystać stosunki wolnomularzy i „brata” szachować „bratem””. Podobnie jak Kaczyński Żyda próbował szachować Żydem… I tak jak Kaczyński na polecenie Netanjahu wysłał do siedziby Mossadu po odbiór „wspólnego” oświadczenia dwóch „braci” z żydowskiej Loży Synów Przymierza pp. Legutko i Porębę (wysypali ich sami Żydzi, ach, ta tradycja scwelenia własnych zwierząt – szabesgojów), tak Piłsudski przed swoją wizytą 3-6 lutego 1921 r. wysłał do Paryża dwóch „braci” Wieniawę-Długoszowskiego i wymienionego wyżej, człowieka struktury głębokiej siły – Władysława Baranowskiego. Korzystali oni tam z pomocy innego wolnomularza stale zamieszkałego w Paryżu, późniejszego senatora z ramienia PSL „Wyzwolenie” doktora Bolesława Motza. Nawiasem mówiąc nie bez znaczenia jest fakt, iż ambasador francuski w Warszawie, który walnie przyczynił się do zaproszenia Ziuka do Paryża: De Panafieu, również był masonem.

Francuzi, jako nasz sojusznik strategiczny, nie byliby sobą, gdyby pomimo zabiegów „braci”, wizyta Piłsudskiego w stolicy Francji, nie była jednak naznaczona despektami (mój Boże, czy się coś zmieniło?). Na powitanie głowy zaprzyjaźnionego państwa na dworzec nie przybył ani Prezydent Millerand, ani marszałek Foch. „Uchybienia” protokolarne znalazły swój wyraz także w wyborze przez gospodarzy miejsca galowego przedstawienia: zamiast na przedstawienie w Operze, którym zwykle honorowano w stolicy Francji szefów państw obcych – nasi strategiczni sojusznicy zaprosili Ziuka– co wielce wymowne – do… Comédie Française…

Pomimo tych „potknięć”, „brat” Baranowski pisze we wspomnieniach, że pozyskał współpracę Francuzów wszędzie, gdzie się o nią bezpośrednio zwrócił, „a więc tak u parlamentarzystów, wybitnych polityków i publicystów różnych kierunków, jak w poważnej, odpowiedzialnej prasie”, wszędzie oczywiście po linii masońskiej.

Ale to nie wszystko. Kwity jednak nie znikają. Warto to przypomnieć naszym namiestnikom warszawskim. Wcześniej czy później zawsze się coś wysypie. Ujrzy światło dzienne. Chciałbym zatem razem z czytelnikami pochylić się nad rzeczą niezwykłą. Proszę zwrócić uwagę na każde zdanie i słowo poniżej cytowanego tekstu. Podziwiam jego nowoczesność i zmyślność, dla mnie mógłby być pisany i w latach stalinowskich, i obecnie. Zatrzymajcie się na passusach dotyczących Polski, jej znaczenia i pozycji; mamy tam do czynienia z nowoczesną geopolityką; od razu pojmiecie dlaczego wokół Polin trwa taka krzątanina organizacyjna wielu zacnych bandytów….Tu każda fraza znaczy. Aż trudno uwierzyć, że to tekst z początku 1921 r!. Jest jak „Song of Myself” Whitmana napisany prozą przez Lwa Trockiego lub Aleksandrę Kołłontaj.

Otóż w 1981 roku po 25 letniej kadencji udostępniono dokumenty Wielkiej Loży Narodowej Polski, które po wojnie złożyli w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego dwaj znaczący masoni Stanisław Stempowski oraz prof. Emil Kipa, przedwojenny pracownik MSZ. W tece zawierającej korespondencję za lata 1920-1926 (nr akt 2862) znajduje się wielce intersujący list zapowiedni „braci” szkockich dla Józefa Piłsudskiego dotyczący omawianej jego lutowej wizyty paryskiej, dzięki której, powtórzmy, Ziuk upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu: primo – dzięki wsparciom „braci” zlikwidował zagrożenie płynące ze strony Dmowskiego na lokalnym ogródku, secundo – zbudował własną, odpowiednio wspieraną, pozycję w „sojuszniczym” Paryżu. Tertio: otrzymał namaszczenie ze strony „braci” na tego, którego oni akceptują, jako lidera fasady. Prawda jakież to współczesne? Lewarowanie się państwem „zewnętrznym” i o wiele ważniejszym w tym przypadku państwem „wewnętrznym”. Baranowski wspomina, że wizyta odbyła się w atmosferze pomyślnej… Ileż to analogii do naszych Ziuków z dobrej zmiany… Kiedyś obrabiali nas Szkoci lub Wielki Wschód, dziś – „bracia” z gudłajskiej loży B’nai B’rith lub mały, gruby, sprytny wojskowy bezpieczniak, cwanegapa z Londynu, spadochroniarz Daniels Jonny.

Polskie polityczne apokatastasis

List rekomendujący jest w treści niesamowity, jego odpis w tece nie jest podpisany, jednak wiemy, że ówcześnie pierwszym Wielkim Mistrzem Wielkiej Loży Narodowej Polski, powstałej dzięki Piłsudskiemu 1 października 1920 r. był Rafał Radziwiłłowicz, od 1927 r. profesor psychiatrii Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie – imię zakonne: „D.Lubicz”. Podaję dokument w całości, w brzmieniu dosłownym za Leonem Chajnem, którego artykuł na ten temat, rzekomo bez jego wiedzy i zgody, opublikowali „bracia” w „Zeszytach Historycznych” w numerze 55. w roku 1981 r. W kilku miejscach w nawiasie i kursywą pozwoliłem sobie na komentarz. Tu więcej nie potrzeba niczego dodawać.

Czytając to miejmy przed oczyma pogrobowców Piłsudskiego, „braci” z Loży Dobrej Zmiany; czytając to miejmy przed oczyma to wszystko, co się dzieje w Polin, czytając to, nie zagryzajmy dłoni, tylko weźmy spokojnie wdech i przyjrzyjmy się, jak się gra i jak gada struktura głębokiej siły, jak mówią doktorzy Ciechanovery. Dla mnie to jeden z ważniejszych kwitów, jaki czytałem ostatnio. Tu wszystko jest wyraźnie naszkicowane. To nie mówi do nas nasze wczoraj ani dziś. To mówi nasze jutro… Jutrzenka obłudy odbita w mrocznym zwierciadle… Appolyon. Oto prawdziwy ryj demokracji.

A zatem: donos „braci” na Polskę i Polaków, w obronie Ziuka, ówczesnej „dobrej zmiany” i Nowej Polski. Raport z Domu Umarłych:

” N.* C.* W.*B.* S*
(Na Chwałę Wielkiego Budowniczego Świata – przyp. mój)

POLSKA LOŻA NARODOWA OBRZĄDKU SZKOCKIEGO DAWNEGO I UZNANEGO

Braciom Wielkiego Wschodu Francuskiego Pozdrowienia.

Drodzy Bracia,

W tych dniach na zaproszenie Rządu Francji Naczelnik RP Józef Piłsudski zawita do Paryża. Ta wizyta, na której zgodnie z tekstem zaproszenia „nastąpić ma porozumienie w wielu nader ważnych kwestiach” wywrze niechybnie decydujący wpływ nie tylko na politykę dwóch sprzymierzonych narodów, ale i na całokształt stosunków międzynarodowych Nowej Europy. Dzieje ostatnich lat pokazały, jak dalece splecione są i od siebie zależne najdalej leżące kraje i jak czasu wojny, niejednokrotnie najdroższe zdobycze kultury i cywilizacji zawisły od tego, co myślał i czuł w danej chwili kupiec Ameryki, dziki Kurd lub ciemny chłop rosyjski.

Chociaż zamilkły działa, walka pokojowa o najszczytniejsze ideały demokracji – ideały wolności, braterstwa i sprawiedliwości – jako jeden z etapów odwiecznego zmagania Dobra ze Złem nie ustanie, tylko, że do tej walki wojna wszechświatowa wciągnęła dziś wszystkie narody i ludy świata. Z tego punktu widzenia nie może być, Bracia, obojętnym dla naszej Wszechświatowej Organizacji, stojącej właśnie na straży tych ideałów, jakie wartości i tendencje reprezentuje Polska, która jest dziś kluczem do rozstrzygnięcia niesłychanie zagmatwanego zagadnienia narodów Wschodniej i Środkowej Europy, i nie może pozostać nieznanym. Kim jest w istocie swej, poza oficjalnym przedstawicielstwem, twórca niepodległej Polski i umiłowany wódz żołnierza polskiego.

Korzystamy, Bracia, z okazji oficjalnej wizyty Marszałka Piłsudskiego we Francji, żeby Was o tym objaśnić. Albowiem zaiste byłoby błędem, gdybyście, ulegając krążącej od dawna po Europie złośliwej i fałszywej o Polsce i Jej wodzu legendzie nie poparli swym przemożnym wpływem wysiłków, które – jesteśmy przeświadczeni – leżą właśnie na linii wielkich celów i zadań Wolnomularstwa.

Józef Piłsudski bratem naszym nie jest. Pomimo to jednak, na podstawie znajomości całokształtu działalności więźnia carskiego i więźnia magdeburskiego do chwili objęcia przezeń wysokiej godności Naczelnika Państwa, jak i późniejszej, aż do dnia dzisiejszego, zaliczamy go do szeregu mężów najbardziej w Polsce zasłużonych w walce o ideały Demokracji, tak bliskie Wolnomularstwu.

Nie będziemy tu przytaczali faktów znanych z tych jego życiorysów. Nie będziemy również podkreślali uroku bijącego od tej wielkiej i szlachetnej postaci, którą Polska Demokratyczna otacza szacunkiem i miłością.

(A teraz nastąpią dwa ważne akapity mówiące o tym, że osobą, której można ufać, iż będzie wspierać i zabezpieczać „postępowe ideały” masonerii w sowieckiej Rosji i poza nią (Ruch Prometejski), będzie Piłsudski oraz to, że zabezpieczy on prawa Żydów i Ukraińców w Polin; w drugim akapicie „bracia” walą w Polski Komitet Narodowy, w Dmowskiego, w katoli, w, jak to nazywali nas Sowieci w latach 50., „klerofaszytów”, ale też „jadą” po komunistach, kreując Ziuka na gwaranta „złotego środka”, obrońcę Logiki i Rozsądku, gwaranta Demokracji; całościowy to, trzeba przyznać, „braterski” donosik – przyp. mój).

Abstrahujemy od osoby, gdyż dziś w Polsce imię Józefa Piłsudskiego już przestało oznaczać osobę, a stało się symbolem pewnego określonego kierunku myśli narodowej i politycznej. Na ten właśnie fakt chcemy zwrócić Waszą, Bracia, uwagę. Kto w Polsce pragnie względem sąsiadujących z Nią na wschodzie narodów zachować życzliwe stosunki i dopomóc im w osiągnięciu sprawiedliwych form bytowania i kto dąży wewnątrz kraju do ugruntowania demokratycznego, na udziale szerokich mas ludowych opartego ładu państwowego, kto pragnie spokoju wewnętrznego na niezbędnych reformach społecznych i zabezpieczenia praw mniejszości narodowych opartego, kto miłuje wielkie tradycje wolności i tolerancji – ten jako hasło bojowe przybiera imię Piłsudskiego.

Na odwrót: ci ze skrajnej nacjonalistyczno-klerykalnej prawicy – bolszewicy z prawa, jak i ze skrajnej komunistycznej lewicy – bolszewicy z lewa, co nieustannym szczuciem podsycają zgubne dla polski swary narodowościowe, wyznaniowe i rasowe, co zwalczają reformy społeczne, podsycają nie mniej zgubne walki klasowe; co z Kościoła kują broń polityczną, co na rozkaz bolszewickiej Moskwy tamują życie kraju, siejąc popłoch i rozprężenie – ci jak w tarczę uderzają w Piłsudskiego, godząc w symbol tego, z czym walczą.

Wobec tego my, Wolnomularze polscy, mamy wybór łatwy: popieramy zdrowy ośrodek Demokratyczny Narodu, którego rzecznikiem jest Piłsudski. Ale musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że w tym stanie rzeczy upadek lub porażka Piłsudskiego nie byłby zwykłą zmianą osoby w rządzie Rzeczypospolitej Polskiej, lecz oznaczałby głęboką, zasadniczą zmianę w istocie i charakterze samego Państwa. Tak bywało już w dziejach narodów, że w okresach wielkich wstrząśnień i niebezpieczeństw personifikował się naród w jednej osobie. Dla Polski Piłsudski to tryumf i ugruntowanie się demokracji. Cokolwiek tedy ten mocny i niezłomny człowiek przedsięweźmie na konferencjach z politykami Zachodu, w tym pewniku będzie miało swe źródło. Cokolwiek zaś osiągnie, będzie zdobyczą i tryumfem demokracji. Dlatego odwołujemy się do Was, Bracia, abyście wpływami swoimi poparli poczynania Józefa Piłsudskiego, albowiem od tego z czym powróci do Polski zależeć będzie, jaką ta Polska w najbliższym czasie będzie.

Warszawa, 27.01.1921 r.”

 

+++

A poza tym sądzę, że Jeruzalem musi być wyzwolona.

+++

Skustele – Sejny

7 lipca 2018 r. Z synem Frankiem, na polach, kosimy zboże, półnadzy, spaleni słońcem, pod wieczór, nad nami krąży sowa, która właśnie wyleciała z nieodległej stodoły.

 

Źródło://www.pan-nikt.pl 

KOMENTARZE

  • Nowy guru?
    Ktoś stweierdził, że pan Nikt jest bardzo podobny do Eskimosa, (np. tego, który się nazywał Retinger)
    http://46bah7dkfu-flywheel.netdna-ssl.com/wp-content/uploads/2018/08/Jozef-Retinger-1.png

    Podobno przeszedł jakąś metamorfozę swoich poglądów i oto nagle ukazywana jest jego mądrość i jest lansowany, on i jego książki, we wszelkich mediach „narodowych” i „niezależnych”, przy okazji kompletnie te media kompromitując. Jego „wykłady” charakteryzują się kompletnym chaosem, a on sam wielką butą, pogardą w stosunku do Polaków i brakiem poszanowania dla słuchaczy.

    Rozumiem, że jest sezon ogórkowy, ale bez przesady. Czy doprawdy potrzebujemy takiego indywiduum, aby zrozumieć, że „dobra zmiana” powołująca się na tradycje piłsudczykowskie jest tak samo zdradziecka jak jej polityczny wzorzec do którego aspiruje?
    (Ta jedynka nie jest ode mnie.)
  • @Lotna 18:59:38
    "bez przesady. Czy doprawdy potrzebujemy takiego indywiduum"

    Kawałki prawdy są rozproszone. Trzeba czytać/słuchać wszystkich aby złożyć łamigłówkę. Albo samemu dociekać.

    Jak wchodzę do sklepu z prasą patrzę się tylko na tytuły artykułów, nie na autora czy nazwę gazety. Jak artykuł jest dobry to kupuję.

    Potem znajomi się gorszą - "jak możesz czytać tę gazetę czy autora"? Mogę, bo obchodzi mnie tylko treść. Nie chcę należeć do żadnej sekty.
  • @Pedant 19:48:44
    „Kawałki prawdy są rozproszone. Trzeba czytać/słuchać wszystkich aby złożyć łamigłówkę. Albo samemu dociekać.”

    Masz rację, jak to mówią, „każdy głupiec ma swoją opowieść”. Mi też zdarza się słuchać i czytać różnych ludzi, czasem niezłych oszołomów. Grygucia jednak po prostu nie trawię za jego butę i arogancję. Naczelna zasada, to odnosić się do słuchaczy/ czytelników z szacunkiem, nie traktować ich z góry, a on robi akurat odwrotnie. Poza tym, nie odkrywa żadnej Ameryki w swoich wywodach.
  • @Lotna 18:59:38
    Patrząc na zdjęcie Rettingera pomyślałem, że to Wojciech Maziarski z gazety koszernej. Gryguć przypomina raczej Gargamela z kreskówki o Smerfach (mieliśmy księdza w parafii, którego z racji uderzającego podobieństwa wszyscy nazywali ksiądz Gargamel).

    Co do kol. Grygucia, osobiście uwielbiam jego analizy, choć do formy można mieć zastrzeżenia (nawet nie tyle nadużywanie słowa 'Polaczki' czy 'nacialnik Kaczyński' - że niby po rosyjsku, ale nadużywanie zbędnych angielskich wtrętów językowych.
    facet zajmuje się tzw. białym wywiadem - podaje rzeczy niby dostepne, ale ukryte jak liść w lesie (np. raport Gehlena - musze sobie zakupić "polskie podziemie w oczach wroga" czy dzienniki goebbelsa).

    pozdrawiam
  • @Lotna 18:59:38
    Nie był bym taki stanowczy w tego typu ocenach.
    Ja też dopiero 10 lat temu przejrzałęm na oczy....
  • @Lotna 22:12:38
    Wiele można się nauczyć od wrogów:

    http://dzienniknarodowy.pl/netanjahu-bliski-wschod-miejsce-dla-slabych-tacy-sa-wyrzynani-wymazywani-historii/

    4 tys. km od żydowskiego Herrenvolku to uważam minimalna, bezpieczna odległość
  • @MacGregor 11:28:35
    //4 tys. km od żydowskiego Herrenvolku to uważam minimalna, bezpieczna odległość//


    Tak długo jak będzie łączony Volk z żydowskim judaistyczno - syjonistycznym rasizmem tak długo nic się nie zmieni. Zmiana musi zacząć się w Niemczech. Jeżeli Niemcy zostaną rasowo zniszczone, cała Europa zostanie zniszczona.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930