Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1678 postów 1259 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

O tym, jak mnie k.k. przed kompletnym zaoraniem uratował.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

[k.k. czyli człowiek-dygresja Krzysztof Dyletant Karoń, nie mylić z K.K. czyli z Kościołem Katolickim].

Wychowałem się w rodzinie poczciwej, poczciwy żywot pędzącej, ale jak w większości przypadków nie ze wszystkim na komusze miazmaty immunizowanej. Co ciekawe, owe zanieczyszczenia w znacznym stopniu pokrywały się z tym, czym zaśmiecają umysły dzisiejsze reklamy telewizyjne (słusznie zauważa pan Karoń, że zaorywający wpływ PRL-u był minimalizowany przez powszechną świadomość, iż „telewizja kłamie”. Umysłowa tragedia nastąpiła po „upadku komuny ... na cztery łapy”, kiedy Polacy z ufnością dziecka otworzyli się na nowe, europejskie „tryndy” i jak gąbka zaczęli chłonąć euro-gnojówkę, przy której ta peerelowska była równie niewinna, jak dawna oranżada w krachli czyli w butelce z porcelanowym korkiem.

Ojciec od zawsze, a z niemałym trudem, prenumerował ‘Tygodnik Powszechny”, pismo dziś intelektualnie zmurszałe i moralnie przegniłe, po stokroć zasługujące na miano „Obłudnika Judaizującego”, ale wówczas zdawało się wielce pożądane. Z perspektywy czasu widzę, iż od dawna było to pismo „modernizujące”, zakochane we wszystkich nowinkach Vaticanum II i starające się przemycić na polski grunt idee neo- czy euro-marksistowskie, przez ówczesne władze państwowe niemile widziane jeśli nie wręcz zakazane. Męczył mnie czasem mój Rodziciel czytając na głos co niektóre artykuły – myślę, iż więcej skorzystalibyśmy jako cała rodzina z lektury wydawanego w Poznaniu „Przewodnika Katolickiego”, mniej dętego, za to bogato ilustrowanego, ale senior był tu niewzruszony, że niby nie będziemy poziomu zaniżać :)

Jednym z redaktorów „TP” był ś.p. Tadeusz Żychiewicz (były żołnierz AK, ojciec Martyny Jakubowicz) i kiedy w 1976 roku „Znak” (tenże sam, który złajdaczywszy się dziś ze szczętem wydaje antypolskie paszkwile łajdaka Grossa) wydał zbiór jego artykułów biblijnych w formie książkowej, pt. „Stare przymierze. Genesis”, zamówiliśmy tego „białego kruka”. Byłem wówczas w pierwszej licealnej i czytałem z wielkim zaciekawieniem, ale też i męczyłem się nad tą książeczką okrutnie, bo nie rozumiałem połowy słów i musiałem je wyszukiwać w ciężkim jak gotycka cegła „Leksykonie PWN” (ponad 100 tys. haseł, na tzw. papierze biblijnym – dzisiejszy gimbazjalista nie byłby w stanie z niego skorzystać, a to ze względu na neznajomość kolejności liter w alfabecie, bez czego łatwiej igłę w stogu siana tudzież dziewicę na Pudelku – szczęściem wszystko dziś można wyszukać na bradzlonie czy innym gadżeciku). Jak dziś pamiętam dziwne słowo „eksperymentalny = doświadczalny” – z biegiem czasu poszedłem niestety niczym gosposia ze starej reklamy proszku „Pollena 2000” z „postępem i osiągnięciami” i dziś prędzej użyłbym słowa „eksperyment” niźli „doświadczenie”, ale wtedy musiałem je ... „googlać” w leksykonie.

Ni stąd ni zowąd zebrało mi się na wspominki, ale już dochodzę do rzeczy.

Pierwszym tygodnikiem (wcześniej dwutygodnikiem), jaki zacząłem regularnie kupować w latach 80-tych był „Ład” z felietonami Janusza Korwin-Mikkego raz nieżyjącego już Jacka Maziarskiego na ostatniej stronie (synem tego ostatniego jest Wojciech Maziarski z żydowskiej gazety dla Polaków), choć największą inspiracją były dla mnie zawsze felietony ś.p. Jerzego Narbutta, zaś od roku 1990, od pierwszego numeru na szorstkim papierze formatu A3 ... „Najwyższy Czas!”.

Pismo to, całkowicie początkowo zdominowane przez założyciela i właściciela (dziś zwanego KRUL-em) było w swej treści tak odmienne od innych i ideologicznie bezkompromisowe, że możnaby je uznać za intelektualnie skandalizujące. Czytałem więc z wypiekami, niczym pensjonarka francuską powieść.

Lekturę pierwszych roczników przyrównałbym może do kąpieli oczyszczających, pozwalających wyzbyć się pewnych socjalistycznych czy kolektywistycznych mantr i schematów, odziedziczonych po PRL-u, a w wielu wypadkach i po przedwojennej Sanacji. Był to więc jakby filtr, który pozwalał odfiltrować stare złogi, ale bez przedstawienia programu pozytywnego, który byłbym skłonny przyjąć. Łączenie z liberalizmem „konserwatyzmu” było czymś równie sztucznym, jak „prawo moralne we mnie” Immanuela Kanta (w przypadku tego ostatniego będące pozostałością po surowym, protestanckim wychowaniu, ale bez żadnego związku z jego filozofią).

Z biegiem czasu wciąż reformowane szkoły ni to podstawowe, ni to średnie, pokończyło kolejne pokolenie młodzieży, zwane dziś „gimbazą”. W dużym procencie były to już ofiary nauczania bezstresowego, za to z ciagle podkreślanym (przynajmniej w warstwie słownej) prawie do wolności.

To nie było już nawet pokolenie słuchaczy ‘Perfect”-u „Nikt mi nie powie, wiem co mam robić (...) chcemy być sobą”, ale raczej „Chłopców z Placu Broni”:

Wolność kocham i rozumiem 
Wolności oddać nie umiem 
Wolność kocham i rozumiem 
Wolności oddać nie umiem

... tyle tylko, że z pominięciem słów zwrotki:

Tak niewiele myślę 
Tak niewiele znaczę 
Tak niewiele słyszałem 
Tak niewiele potrafię 

Dla gimbazy ideologia oferowana przez wyrazistego Janusza Korwin-Mikkego, najczęściej rozumiana w sposób bardzo powierzchowny, bo przez pryzmat jego skądinąd błyskotliwych felietonów, była darem z nieba, manifestem nowego, młodego pokolenia: jestem wolny i nie mam żadnych obowiązków wobec zbiorowości („obowiązki polskie”? a na drzewo z nimi!), zaś moja wolność, np. wolność mojej pięści, jeśli już gdziekolwiek ma się kończyć, to najwyżej tam, gdzie zaczyna się twój nos.

Dla „młodych wykształconych” (pokoloruj drwala!) nie był to już np. filtr do odcedzania urzędniczej uzurpacji wbrew zasadzie pomocniczości, ale raczej ideologiczne uzasadnienie prawicowej odmiany”róbta, co chceta”.

I oto w takich okolicznościach przyrody dobry Pan Bóg zesłał nam Krzysztofa Karonia. Z przyjemnością obejrzałem większość jego dostepnych w internecie wystąpień i wykładów, ale za kwintesencję uważam jego 70-minutowe wystąpienie na Pikniku Prawicy 2017 (tu): przyszedł i „zaorał” [Niewykluczone, iż mój entuzjastyczny odbiór tego wykładu bierze się z faktu wcześniejszego obejrzenia wszystkich odcinków z serii pojęć podstawowych]. Odpór próbował mu dać w osobnym wystąpieniu dr Sławomir Mentzen, ale chyba nigdy jeszcze nie widziałem nikogo z takim bólem doopy: tyle lat studiów, doktorat, a tu na własne zaproszenie „wolnościowców” przychodzi człowiek znikąd, człowiek dygresja, ludek określający się jako dyletant (choć z tym dyletanctwem jest jak z rzekomym oblaniem matematyki przez młodego Einsteina) i wyprostowuje sprawy zakrzywiane od dekad!

A jako że noblesse oblige (z francuskiego „nos sobie obliż”), więc krótko własnemi słowy.

Świętym Graalem wolnościowców jest oczywiście wolność, odmieniana przez wszystkie przypadki (przynajmniej w bogatej fleksyjnie polszczyźnie, bo już tacy Angielczykowie nie odmieniają, nie mając przez co). Rzecz w tym, iż jest to wolność rozumiana negatywnie, tzn. jako wolność od jakiegokolwiek przymusu (utożsamianego z przemocą) czyli wolność nieczynienia czegokolwiek wbrew własnej woli. Mając takową jesteśmy wszelako dopiero w punkcie zerowym, w punkcie wyjścia do wolności pozytywnej, czyli do wolności czynienia tego, co chcemy. Ta z kolei wymaga istnienia dóbr, które możemy posiadać i używać. Np. moge miec prawo jazdy, ale bez samochodu nigdzie nie pojadę. A samochód mogę albo zapracowawszy nań kupić (wygrać na loterii, dostać od dobrego wujka na Komunię Świętą etc) ... albo ukraść. Mogę mieć prawo do życia, ale żeby z tego prawa skorzystać, muszę mieć co jeść (gdzie spać, w co się przyodziać etc).

Przykład z historii Polski:Dekret grudniowy z 21 grudnia 1807 w Księstwie Warszawskim nadawał chłopom wolność osobistą, tyle że „zdejmował chłopu kajdany z nóg razem z butami”. Podobnie było w słabo uprzemysłowionej jeszcze Anglii – wyzwolony z jakichkolwiek feudalnych zobowiązań chłop był wolny jak ptak i mógł nieniepokojony przez nikogo umrzeć z głodu w mieście.

A zatem, żeby realizować wolność pozytywną niezbędne są dobra, które jeśli nie chcemy kraść, należy zdobyć użyteczną pracą. A z kolei żeby być do użytecznej pracy zdolnym, trzeba zdobyć umiejetności KOSZTEM WŁASNEJ WOLNOŚCI (np. chodząc do szkoły, ucząc się zawodu etc). Kosztem własnej wolności zdobywamy umiejetność użytecznej pracy, a potem znowu kosztem własnej wolności wytwarzamy jakies dobra czy usługi, by móc nabyć potrzebne nam dobra, które ktos wyprodukował kosztem jego/jej wolności.

A zatem z wolnościa jest jak z energią – nie ma niestety perpetuum mobile.

PS

Chciałem pisać dalej, ale tymczasem amerykańska Izba Reprezentantów przyjęła przez aklamację ustawe JUST Act (S.447).

O ile Polonia Amerykańska podjęła była desperacką próbe lobbowania przeciwko tej ustawie (https://stopacthr1226.org/), o tyle polskie władze podawały w tym czasie Polakom wzmocnione dawki środków odurzających (jak słusznie pisze kol. Fatamorgan, niewykluczone, iż styczniowa rekonstrukcja rządu miała za cel m.in. odsunięcie osób niepodzielających kwietyzmu/bierności władz PiS-u w tej kwestii).

Miałbym w związku z tym takie pytanie retoryczne:

Czym się różnią prezydent „republiki przyjaciół” Andrzej Juda, naczelnik państwa, premier Morawiecki otoczony kabalistami z Chabad-Lubawicz (szkoła, do której chodziły dzieci premiera prowadzona była przez tę sektę właśnie) oraz pozostałe PiSdy od normalnych, uczciwych lobbystów żydowskich?

Nagle obudził się rzecznik prezydenta Judy, Krzysztof Łapiński:

Ustawa 447 może być o tyle niebezpieczna, że pod adresem Polski mogą być formułowane roszczenia

Naprawdę, złamasie? Skad o tym się dowiedziałeś, z prasy czy z radia?

Tu kolejny misiek:

Szef MSZ ostro o ustawie 447: Rodzi podejrzenia, że chce postawić pewną grupę w pozycji uprzywilejowanej. To budzi w Polsce złe skojarzenia

Czy nie chodzi o to, żeby swoją zdradę sprzedać Polakom jako uległość wobec niespodziewanej przemocy?

W poniedziałek wicepremier Gowin otworzył w Waszyngtonie Polską Izbę Handlową. Za red. Michalkiewiczem: czym chcecie handlować, skoro już przehandlowaliście handełesom całą Polskę?

Zdrajcy! Zdrajcy, po trzykroć zdrajcy!

  

KOMENTARZE

  • prosze porównać:
    https://wpolityce.pl/polityka/391704-macierewicz-jednoznacznie-o-ustawie-477-nie-powinna-dotyczyc-polski-stawia-nas-w-sytuacji-bankructwa

    Z ubolewaniem stwierdzam, że polska dyplomacja kompletnie zbagatelizowała sprawę ustawy 477. Apeluję o to, by podejść do tego zagadnienia śmiertelnie poważnie. Mam nadzieję, że Kongres tego nie przyjmie, bądź ostatecznie pan prezydent. Taka decyzja uderza w Polskę niebywale mocno
    —podkreślił gość Telewizji Republika Antoni Macierewicz, odnosząc się do ustawy 477, która w trybie nadzwyczajnym ma dzisiaj być procedowana przez amerykański Kongres


    A tu:

    https://wpolityce.pl/polityka/391742-lichocka-dla-wpolscepl-ustawa-just-nie-ma-wplywu-na-nasze-ustawodawstwo-polska-jest-panstwem-suwerennym-wideo

    jesteśmy tak suwerennym państwem, że ustawy konsultujemy z Izraelem
  • @MacGregor 11:29:10
    Według Lichockiej Polska jest państwem suwerennym. To dlaczego najwyżsi przedstawiciele stale na kolanach przed USA, Izraelem, Ukrainą? Dlaczego bliższe są im interesy obce? Macierewicz też się obudził rychło w czas. Teraz będą "patriotyczne" i na wyprzódki lamencić dla Polaków celem oswajania nas z nieuchronnym bankructwem. Dalsze, powolne gotowanie żaby.
  • @MacGregor 11:29:10
    "Taka decyzja uderza w Polskę niebywale mocno
    —podkreślił gość Telewizji Republika Antoni Macierewicz, odnosząc się do ustawy 477"
    Skoro USA uderza w swojego sojusznika to jaka ma być reakcja "polskiego" rządu?
    Chyba prośba o rozłożenie tych roszczeń na 500 lat i z bardzo niskim oprocentowaniem.
  • Autor
    Śp. Tadeusz Żychwiewicz to jedno z najlepszych piór swego czasu. Mimo, że nie studiował biblistyki, jego komentarze do ST są nadzwyczaj celne i trafiające do przekonania. Biblię traktował jako księgę ponad czasem i ponad wydarzeniami i konfrontował ją z naszym życiem. Czytał i komentował Pismo Święte red.Jakuba Wujka, gardził Biblią Tysiąclecia uważając ją jako odartą z szacunku i piękna. Trochę czytałam (z uśmiechem) komentarz (trochę zawzięty, trochę przekorny) do Księgi Wyjścia. Przybliża znakomicie tamte realia i wyjaśnia je.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930