Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1507 postów 631 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J23 na angielskiej prowincji alias ruski agent ps. "Moherowe Walonki Putina"

M.Skalski:Czy Jarosław Kaczyński będzie drugim Janukowyczem?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O konieczności wznowienia Operacji Wisła.

Swego czasu, a konkretnie pod koniec lutego 2016 roku, grupka osób zaproponowała, by jedna z ulic na warszawskim Mokotowie nosiła imię „Bohaterów Majdanu”. Pomysł niestety upadł z powodu braku zainteresowania samorządu Warszawy, ale nowe okoliczności sprawiły, że warto do niego wrócić.

Inicjatorami przemianowania fragmentu ulicy Spacerowej był nie kto inny, jak pracownicy Fundacji Otwarty Dialog – tej samej, która opublikowała 16-punktową instrukcję paraliżu państwa polskiego poprzez naśladownictwo metod zastosowanych swego czasu w Kijowie. Wśród działaczy Otwartego Dialogu są Bartosz Kramek i jego pochodząca z Ukrainy małżonka, Ludmiła Kozłowska. Obojgu nie podoba się reforma sądownictwa forsowana przez PiS, wobec czego jedynym wyjściem ma być pokojowe obalenie władzy.

Jak na ironię, scenariusz ten zakłada, że polskim odpowiednikiem usuniętego siłą prezydenta Wiktora Janukowycza ma być Jarosław Kaczyński, który sam się na kijowskim Majdanie udzielał. Bezmyślność i krótkowzroczność tego posunięcia są bardziej brzemienne w skutki niż pozostały niesmak po wymianie pozdrowienia „Sława Ukrainie – herojam sława” z tłumem zgromadzonym na głównym placu ukraińskiej stolicy.

Po eskalacji napięcia i usunięciu Wiktora Janukowycza przez pokojowych demonstrantów było już tylko lepiej. Ukraina stała się krajem prozachodnim, europejskim, demokratycznym, oferującym swoim obywatelom dobrobyt i godziwe życie. A nawet jeśli tak nie było, to w Kijowie nie rządził już znienawidzony tyran na pasku Putina, co jednak nie zahamowało rozpierzchaniu się populacji Ukrainy do Polski czy do Rosji, które z racji bliskości geograficznej i kulturowej stały się celem emigracji zarobkowej obywateli Ukrainy.

W ten oto sposób w Polsce wyrosła około milionowa populacja ukraińska, a używane przez nią języki wschodniosłowiańskie – rosyjski i ukraiński – rozbrzmiewają od Bałtyku po Tatry. Trudno nie zauważyć, że nasi wschodni sąsiedzi stali się sąsiadami w naszym własnym kraju.

Tragedia ukraińskich emigrantów jest kilkuwymiarowa. Po pierwsze, nie mają oni właściwie dokąd wrócić. Ukraina staje się strefą chaosu, Dzikimi Polami, kontrolowanymi właściwie przez nie wiadomo kogo, co poniekąd jest powrotem do tradycji, na których między innymi buduje ona swoją tożsamość polityczną. Dość dodać, że głównym, co ma do zaoferowania własnemu narodowi struktura mieniąca się tamtejszą władzą, jest łatwiejszy wyjazd na Zachód w ramach tzw. ruchu bezwizowego. Trudno o jaśniejszy sygnał co do perspektyw ułożenia sobie życia w tym państwie. Zarazem emigracja do Polski, której od dawna nie robi przeszkód rząd w Warszawie, jest zrozumiała.

Drugim wymiarem tragedii naszych sąsiadów jest fakt, że nie są tu u siebie i za krajan nie są uważani za zdecydowaną część społeczeństwa. Kiedy w krótkim czasie do własnego kraju napływa element obcy, a takim są Ukraińcy, to nie sposób oczekiwać od społeczeństwa postawy obojętnej wobec masy nowych przybyszy. Prawdopodobnie na mniejsze opory natrafiają arabscy sprzedawcy kebabów, którzy ponoć mają zmuzułmanić nasz kraj – obcy kulturowo, ale przecież nieliczni.

Każda zaś próba zaadaptowania Ukraińców na zasadach zachowania przez nich odrębności spotka się z niechęcią bliską zarzewiu konfliktu na tle etnicznym i jest to trzeci wymiar ich tragedii, który miejscowych Polaków dotyka już bezpośrednio. Większość emigrantów ukraińskich, Bogu ducha winnych przecież, nie ma tu żadnych innych celów poza zarobkiem na poziomie, którego nie sposób osiągnąć we własnej ojczyźnie. Z kolei kurs na czołowe zderzenie polskiej i ukraińskiej pamięci historycznej, które jest już faktem, może spolityzować polsko-ukraińskie stosunki w życiu codziennym. Głupotą jest więc nie tylko ze strony elit III RP – w tym PiS-u – świadoma, podkreślmy to: ŚWIADOMA, zmiana stosunków etnicznych w Polsce, ale też ignorowanie wrażliwości historycznej własnego narodu wobec stosunków polsko-ukraińskich. Ma to odbicie w zupełnym braku stawianych wymagań pod tym względem wobec ukraińskich przybyszy, których to warunków pobytu na terytorium RP nie sposób już teraz wyegzekwować z uwagi na liczbę imigrantów.

Nie warto jednak tworzyć wrażenia, że Ukraińcy przybywający do Polski są zideologizowanymi banderowcami o nienawistnym stosunku do Rzeczypospolitej. Ukraina nie dała im szansy na zmierzenie się z prawdą o herojach wyrzynających Wołyń i Małopolskę Wschodnią, takiej też szansy nie daje im państwo polskie. Niemniej, stereotyp Ukraińca-rezuna czy Ukraińca-banderowca może być dla potencjalnego antagonizmu użyteczny bez względu na jego trafność wobec większości przedstawicieli ukraińskich imigrantów.

Ten antagonizm staje się z wolna nieuchronny, następuje bowiem polaryzacja, w ramach której po stronie przeciwników rządu stają prominentni przedstawiciele ukraińskiej społeczności – tradycyjnej mniejszości narodowej i nowej emigracji. Przypadek Ludmiły Kozłowskiej, żony Bartosza Kramka, która zrobiła sobie zdjęcie w przyjacielskiej pozie z Jerzym Sorosem, to nie koniec. Związek Ukraińców w Polsce od tegoż Sorosa (tj. od Fundacji Batorego) otrzymał grant na monitorowanie Internetu pod kątem „mowy nienawiści” wobec Ukraińców. Na czele ZUwP stoi Piotr Tyma, negacjonista wołyński, który Polskę oczywiście kocha i szanuje – pod warunkiem, że ta przyzwala mu na prowadzenie wybielającej banderyzm działalności.

Mówimy o konkretnych i realnych faktach oraz powiązaniach. Jeśli na kijowskim Majdanie banderowcy byli w taktycznym sojuszu z liberałami i oligarchami, którym utorowali potem drogę do władzy, to jest to możliwe również w Polsce. W przypadku opcji banderowskiej jest zresztą zrozumiałe, że zwalcza ona PiS. Partia Kaczyńskiego jako jedyna licząca się siła polityczna daje bowiem szansę na korektę kursu polityki wschodniej z coraz mniej giedroyciowskiego na coraz bardziej prokresowy i odpowiadający stricte polskim interesom narodowym – nie pod wpływem własnej refleksji wprawdzie, a z uwagi na czynniki obiektywne. Dotychczasowi beneficjenci giedroycizmu w postaci takich organizacji jak Związek Ukraińców w Polsce nie mogą więc już liczyć na PiS, który musi zabiegać o elektorat Kresowian i ich potomków czy też po prostu o tych, którzy z Kresami się utożsamiają jako Polacy.

Szansą dla opcji ukraińskiej czy banderowskiej jest więc jednoznaczne opowiedzenie się za liberałami, V kolumną Sorosa i wrogami obecnej władzy polskiej. Niech zilustruje nam to przypadek posłanki PiS-u Małgorzaty Gosiewskiej, której nie pogrążyły eskapady do wątpliwej reputacji batalionów OUN czy Ajdar w Donbasie, ale za to „lud pisowski” może jej nie wybaczyć flirtów z Fundacją Otwarty Dialog, z którą połączył Gosiewską nagły przypływ miłości do Ukrainy i z których pozostały dokumentujące ten alians fotografie. Czas sojuszy PiS-owsko-ukraińskich jednak definitywnie się skończył. Dziś akces do obozu pro-ukraińskiego oznacza automatycznie zapisanie się do opozycji wobec rządu. Zarazem nie ma innej szansy na długofalową realizację polityki pro-ukraińskiej, niż działanie ręka w rękę z liberałami.

Ale nie tylko lobby ukraińskie w Polsce liczy na liberałów, lecz także liberałowie wiążą z Ukraińcami określone nadzieje. Zadeklarowani kosmopolici w rodzaju prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza nawet nie ukrywają, że napływ populacji ukraińskiej ma rozwodnić „polski nacjonalizm”, czyli tak naprawdę wszystko, co wiąże się z polską tożsamością narodową będącą czymś więcej niż cepelią, czekoladowym orłem, biało czerwonymi balonikami i pomponikami. Tego, jak fatalnym pomysłem było szerokie otwarcie drzwi rzeszom Ukraińcom, dowodzi właśnie fakt, kto chce się nimi posłużyć. Oswajanie z Ukraińcami ma doprowadzić do osłabienia więzi z wizją Polski, w której jedynym gospodarzem jest naród polski i tradycyjnie zamieszkujące nasz kraj mniejszości etniczne.

Mimo szeregu niezwykle poważnych zastrzeżeń do Prawa i Sprawiedliwości trzeba przyznać, że choćby ze względu na przywiązanie do przedwojennych wzorców piłsudczykowskich ugrupowanie to jest wrogie wobec demokracji liberalnej. Urzeczywistnia się to również w antyliberalnym programie społecznym, z zaznaczoną rolą państwa w redystrybucji dochodów – czym jest program Rodzina 500+, czy też w aktywnej polityce mieszkaniowej – w ramach konceptu Mieszkanie+. Tylko ta agenda musi powodować wycie dobiegające z ostatniego kręgu piekła, bo zamiast spłacać kredyty na mieszkanie i przynosić bankom w zębach lwią część comiesięcznej wypłaty, zamiast gromadzić każdy grosz i imać się każdej pracy zarobkowej, byle tylko starczyło do pierwszego, Polacy zyskują możliwość swobodnej konsumpcji, na przykład wyjeżdżając z całą rodziną na wakacje. A przecież to nie tak miało być. Nie po to zamykano zakłady przemysłowe, likwidowano polski handel, rzucano kłody pod nogi polskim rolnikom, żeby Polacy czuli się upodmiotowieni we własnym kraju, żeby zaczęło im na tym kraju zależeć i żeby zaczęli dostrzegać związek między stanem państwa, jakością elit a swoim własnym położeniem i godnym życiem swych rodzin.

Tymczasem, PiS pozostając PiS-em, a więc psem łańcuchowym neokonserwatystów, wylęgarnią giedroycizmu i rozsadnikiem otępiałej rusofobii, ma już coraz mniejsze pole manewru. Dotychczasowi „ruscy agenci” – o ile są państwowcami i o ile ich niechęć do PiS-u nie jest większa, niż miłość do Polski – stają się mimowolnie jego sojusznikami. Wszak dyskredytacja środowisk kresowych i narodowych, prawdziwy „przemysł pogardy”, służyć miała właśnie oczyszczeniu pola i postawieniu samego PiS-u w sytuacji bez wyjścia. Warunkiem polityki pro-kresowej i odpowiadającej interesom narodowym jest bowiem suwerenność, ta zaś stoi ością w gardle V kolumnie Sorosa, która z postawieniem Polski do kąta przez Berlin i Brukselę wiąże swoje ostatnie bodaj nadzieje. W związku z tym Prawo i Sprawiedliwość, aby spełnić pro-modernizacyjne oczekiwania Polaków, musi stać się poniekąd tym, czym środowiska narodowe i kresowe są już od dawna.

Instytucjonalna i personalna kooptacja czy też co najmniej dyfuzja ideologiczna – PiS musi tak czy inaczej zagospodarować wspomniane wyżej grupy w sposób zapewniający im podmiotowość. Dotychczasowa pogarda i lekceważenie obliczone były na wierność pryncypiom polsko-ukraińskiej przyjaźni, teraz jednak problem rozwiązał się sam. Nie można już być dłużej antyliberalnym, a zarazem pro-ukraińskim. Ta opcja odeszła bezpowrotnie, a ukraińskie fundacje stają się wrogiem polskiego rządu z uwagi na sam tylko fakt sponsorowania ich przez Sorosa.

Nie da się ukryć, że społeczności ukraińskiej trzeba się zacząć stopniowo pozbywać. Wciąż jej przedstawiciele mogą być przyciągani mniejszymi stawkami, przez co Polacy we własnym kraju są szachowani przez maksymalizujących zysk dowolnym kosztem przedsiębiorców. To przecież właśnie szefowie zrzeszeń pracodawców opowiadają się za zwielokrotnianiem liczby Ukraińców w Polsce, mając w tym swój partykularny interes. Postawa antynarodowa, bo taką jest zmniejszanie spójności społecznej, idzie w parze z oczekiwaniami liberałów, by pogardzany przez nich „polski motłoch” przyzwyczaił się do „tego obcego”, ucząc się wzniosłych ideałów tolerancji, wielokulturowości i tym podobnych. Do polonizacji rynku pracy powinien nas skłaniać także czynnik ekonomiczny. Nie można też mieć pretensji do Ukraińców, że przyjeżdżają pracować do Polski, jeśli mają taką możliwość. Polityka rządu powinna jednak zmierzać do stopniowego ograniczania tych możliwości.

Alternatywą jest upodmiotowienie ukraińskich pracowników w taki sposób, że będą zarabiać więcej, co pozornie rozwiązuje ten jeden problem. Za tym jednak nieuchronnie pójdzie upodmiotowienie polityczne i powstanie zorganizowanej mniejszości narodowej w Polsce. Naiwnością byłoby sądzić, że wrogowie Polski nie będą chcieli jej wykorzystać, skoro już teraz podejmują takie próby.

Niemniej, jeśli ma się to zmienić, to bezwzględnie i niezwłocznie należy się pozbyć z terytorium Polski indywiduów takich jak wspomniana wcześniej Ludmiła Kozłowska. Należy to uczynić nie dlatego, że jest akurat Ukrainką, ale z uwagi na propagowanie przez nią antypaństwowej dywersji. Wzorce z Operacji „Wisła” nie są tu wcale nie na miejscu – przesiedlanie w warunkach wyższej konieczności elementu wrogiego bądź będącego zapleczem dla irredenty nawet wbrew własnej woli jest dopuszczalne i uzasadnione. Zaangażowani w Majdan Ukraińcy mieszkający w Polsce już od dłuższego czasu pozwalają sobie na grubiaństwo wobec środowisk narodowych i kresowych, oczywiście dla nich wszystkich jesteśmy od dawna „pożytecznymi idiotami” Putina, bo nie popieramy rozrób w ich ojczyźnie albo po prostu dlatego, że skutecznie uniemożliwiamy im realizację ich – jak się okazuje – wrogiej wobec Polski agendy. Dziś ich sojusz z Sorosem jest więc czymś naturalnym. Deportacja obywateli niepolskich działających na szkodę państwa byłaby zresztą w warunkach idealnych wymarzonym ukoronowaniem wprowadzania modelu nieliberalnego, do którego wszak PiS dąży.

Warunkiem sine qua non uskuteczniania takiej polityki jest jednak odstąpienie od poparcia dla „kolorowych rewolucji”, szczególnie w krajach sąsiednich. Jarosław „Sława Ukrainie” Kaczyński wbiłby sobie to do głowy, gdyby sam podzielił los Janukowycza. Wówczas jednak nieciekawy los czekałby samą Polskę, bo oznaczałoby to, że tak jak na Ukrainie można u nas obalać wybraną przez naród władzę przez siły inspirowane z zewnątrz, z wykorzystaniem odpowiednio podburzonych tłumów. Może więc Jarosław Kaczyński byłby w stanie przemyśleć swoje błędy, spacerując po warszawskiej ulicy imienia Bohaterów Majdanu – funkcjonariuszy Berkutu, którzy próbowali powstrzymać tę gangrenę, zanim zaczęła się szerzyć na nasz kraj.

Źródło:https://medianarodowe.com 

KOMENTARZE

  • Czciciele potęgi!
    .
    ich koniec nadchodzi! ...

    Pan Bóg karze za Wołyń! ... i to najpierw zdrajców Polaków!
  • @RAM 18:17:28
    .
    ELIZA ORZESZKOWA - "Czciciel Potęgi"
    POWIEŚĆ
    https://pl.wikisource.org/wiki/Czciciel_Pot%C4%99gi/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87
  • Tak,dobry pomysł.Frasyniuka,Gosiuk z No itd.
    .
  • @RAM 18:17:28
    "Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie"
    Pan Bóg nierychliwy,ale sprawiedliwy.
    5+za notkę.Gangrena specjalnie jest ściągana do Polski(wszystkie szkoły policyjne są przez ukropów opanowane),żeby kiedyś nas wziąć za twarz.Nie potrzeba muslimów- Ukry to zrobią z odwieczną ochotą.
  • @MacGregor
    Upadlińcy już maczają swoje paluchy .Dziwne że Rząd na to pozwala. Pzdr. : http://www.dzienniknarodowy.pl/7560/pietka-ukraincy-wchodza-do-gry/
  • 10 gwiazdek!
    Myślę jednak, że polityka PiS wobec Ukrainy i Rosji się nie zmieni.
    Przecież to Piotr Tym powinien siedzieć a nie Mateusz Piskorski.
    Teraz jedziemy już po równi pochyłej.
    Ciemność widzę.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031