Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1533 posty 697 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J23 na angielskiej prowincji alias ruski agent ps. "Moherowe Walonki Putina"

Prof. Anna Raźny: W pułapce fałszywej ideologii.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„Rosja nam nie zagraża – nade wszystko cywilizacyjnie. Nie narzuca nam żadnej ideologii, żadnych form kulturowych, żadnych norm życia społecznego.

 To nie Moskwa, lecz uzależniona od Waszyngtonu Bruksela wymusza na nas otwarcie na genderyzm, wprowadzenie na szeroką skalę aborcji i eutanazji, przyjęcie wyznawców islamu jako uchodźców etc. Co więcej, Rosja nie wysuwa pod naszym adresem żadnych pretensji terytorialnych czy roszczeń ekonomicznych, czego partia wojny w Polsce nie chce przyznać i powołuje się na casus Ukrainy”.

 
Po wejściu do Unii Europejskiej i NATO relacje Polski z Rosją uległy gwałtownemu pogorszeniu. Był to koszt naszej przyspieszonej, sterowanej z zewnątrz, integracji z Zachodem. Rzetelna analiza wszystkich plusów i minusów tej integracji wykazuje, iż ucierpiał na niej interes Polski – nie tylko w sferze politycznej, gospodarczej, społecznej, ale również kulturowo-cywilizacyjnej.
Między innymi dlatego, iż to, co mogłoby być korzystne dla nas w partnerskich relacjach – jeśli nie są możliwe przyjacielskie – z Rosją, zostało odrzucone jako niezgodne z przyjętym przez polski establishment polityczny fundamentem ideowym III RP ideologią liberalnego globalizmu w wersji transatlantyckiej. Akceptacja tego stanu rzeczy przez polskie społeczeństwo była wynikiem narzucenia mu przez ten sam establishment i prozachodnią propagandę – obecną także w katolickich mediach – utopijnej wizji międzymorza. Została ona wręcz idealnie wkomponowana w program transatlantyckiej polityki poszerzającej strefy wpływów amerykańskich – w tym wypadku w Europie środkowej i wschodniej – kosztem państw narodowych.
Taka jest bowiem strategia i taktyka transatlantyzmu, zarówno w wersji soft, jak i hard power. Przykładem pierwszej może być Polska, drugiej – Ukraina. Celem transatlantyzmu firmowanego przez USA jest nie tylko ogólnoświatowa transformacja polityczna w imię amerykańskiej „demokracji”, ale również ogólnoświatowa transformacja własności. Ten ostatni proces jest ukierunkowany na skupienie globalnego posiadania w ręku niewielkiej grupy ludzi i wykluczenie z niego miliardów mieszkańców globu. Jest to usankcjonowany przez organizacje światowe rasizm ekonomiczny, doświadczany także przez polskie społeczeństwo, którego miliony żyją na skraju ubóstwa, funkcjonując jako tania siła robocza dla międzynarodowych korporacji w Polsce bądź na emigracji zarobkowej.
Głównym gwarantem globalnych procesów transatlantyckich jest NATO, ukierunkowane na permanentną wojnę, nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w innych częściach świata. Z punktu widzenia cywilizacji chrześcijańskiej obydwa kierunki trójczłonowego podmiotu tej polityki: USA-UE- NATO mają wymiar antycywilizacji. Nie tylko dlatego, że skierowane są przeciwko religii chrześcijańskiej, ale także dlatego, że doprowadziły do destrukcji zbudowanej na jej wartościach cywilizacji. Świadectwem antycywilizacji transatlantyzmu jest z jednej strony ludobójstwo chrześcijan i barbarzyńskie niszczenie śladów chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, z drugiej – zaplanowane zainstalowanie w europejskiej przestrzeni milionów emigrantów, narzucających jej prawowitym obywatelom cywilizację islamu.
Przyjęty przez Polskę liberalizm globalizmu w formie transatlantyckiej jako kierunek rozwoju jest sprzeczny z jej fundamentem – dziedzictwem duchowym i kulturowym – co łatwo można sprawdzić, konfrontując go z pięciomianem cywilizacyjnym, sformułowanym przez Feliksa Konecznego. Jego słynny quincunx wyróżnia pięć czynników tworzących cywilizację – prawdę, dobro, piękno, zdrowie i dobrobyt - oraz właściwą im zgodność dzięki współmiernemu występowaniu. Wszystkie te kategorie obecne są w cywilizacji łacińskiej, która ukształtowała Polskę. Wszystkie rugowane są z niej przez liberalizm transatlantyzmu, obowiązujący w III RP. Brak jakiejkolwiek debaty na ten temat świadczy nie tylko o transformacji polskiej tożsamości, ale nade wszystko o braku suwerennej polityki na płaszczyźnie międzynarodowej.
Polska, wbrew hasłom patriotycznym obecnych i poprzednich jej władz, jest politycznie, gospodarczo, militarnie, a nade wszystko cywilizacyjnie podporządkowana zachodnim globalistom. Do wartości chrześcijańskich i własnej tradycji kulturowej odwołuje się bowiem jedynie w wąskim obszarze polityki wewnętrznej – na gruncie religii i kultury. Jest to eksperyment transatlantystów przypominający sterowany przez Zachód quasi- suwerenny ruch Solidarności. Możemy bowiem cieszyć się koncesjonowaną przez nich zredukowaną polską suwerennością kulturową i wpisanym w nią Kościołem Katolickim – ale tylko w Polsce.
Na zewnątrz występujemy bowiem jak transatlantyści, szermujący hasłami bezpieczeństwa – o pokoju nikt nie mówi – poszerzenia NATO, umocnienia jego flanki wschodniej, zwiększenia nakładów na „obronność”, będących w rzeczywistości nakładami na ten największy w świecie, prowojenny sojusz militarny. Ta koncesjonowana suwerenność kulturowa jest zredukowana nie tylko w wymiarze politycznym, ale również aksjologicznym i cywilizacyjnym. Nie obejmuje np. polityki historycznej, teatrów profanujących najwyższe dla nas wartości, posthumanistycznej literatury nicości, środków masowego przekazu, w których króluje nie tylko zmakdonaldyzowana popkultura i hollywoodzkie produkcje filmowe z pogranicza pornografii i kiczu, ale również wojenna propaganda natowska.
Polska suwerenność kulturowa służy – podobnie jak idea międzymorza – strategii transatlantyzmu i jako taka przypomina historię Solidarności, dzięki której zjednoczyły się Niemcy bez żadnego referendum, a Polska została poddana narzuconej przez Zachód terapii szokowej. Obecnie zaś dla celów liberalnego globalizmu „suwerenni” kulturowo polscy patrioci i katolicy - z hasłami wolności i wartości chrześcijańskich na ustach – wspierają nie tylko wojnę domową na Ukrainie, ale również jej powrót do sprzecznej z tymi wartościami ideologii banderyzmu. Na gruncie tej samej koncesjonowanej suwerenności i z tymi samymi hasłami na ustach Warszawa stała się agitatorem wojny z Rosją.
Czy Polska broni cywilizacji chrześcijańskiej?
Odpowiedzią na to pytanie może być nie tylko odpowiedni program takiej obrony, ale również jego realizacja w stosunkach międzynarodowych. Tymczasem nie mamy ani programu, ani woli występowania na forum międzynarodowym w roli obrońców własnej cywilizacji
Nasza kulturowa suwerenność, którą się tak chwalą prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i prezes J. Kaczyński jako pełną suwerennością, nie istnieje przecież na arenie międzynarodowej, gdzie Warszawa służalczo popiera wszystkie poczynania globalistycznego układu USA-UE-NATO. Najbardziej tragicznym przejawem braku suwerennej polityki, przekreślającym godność naszego narodu – o której grzmią na państwowych i religijnych uroczystościach przedstawiciele rządzącej ekipy – jest służalczość Polski w cywilizacyjnym programie globalistów, negującym chrześcijaństwo i chrześcijańskie wartości. Haniebnymi symbolami tej służalczości jest podpisanie przez Polskę Traktatu Lizbońskiego, nasz udział w amerykańsko-natowskich wojnach na Bliskim Wschodzie, obejmujących zaplanowaną likwidację chrześcijaństwa i ludobójstwo chrześcijan na tym obszarze, a ostatnio poparcie neobanderyzmu i wojny domowej na Ukrainie oraz przygotowania do wojny z Rosją.
Wszystkie te działania wykluczają nas z obszaru cywilizacji chrześcijańskiej.
Szczególnie newralgicznym atrybutem przynależności do niej jest ukierunkowanie na pokój, zakładające stworzenie własnej, niezależnej od prowojennego NATO, armii działającej w obronie Polski. Tworzenie armii z programem ofensywnym obcego dowództwa, w interesie transatlantystów – jest odstępstwem cywilizacyjnym, przekreślającym katolicką doktrynę pokoju, opartą na wykładni wojny sprawiedliwej – dla obrony wartości najwyższych. Zgodnie z tą doktryną uzbrojenie Polski jest koniecznością i obowiązkiem. Tymczasem obecne zwiększenie nakładów na armię – kosztem poziomu życia obecnych i przyszłych pokoleń – nie ma nic wspólnego z obroną Polski. Świadczy o tym m.in. nieustannie powtarzana teza o gwarancji polskiego bezpieczeństwa poprzez umocnienie wschodniej flanki NATO i obecność amerykańskich oraz natowskich żołnierzy na naszym terytorium.
Wyznawcy tej tezy są przekonani, że polskie społeczeństwo jest tak zmanipulowane i niezdolne do logicznego myślenia, iż nie skojarzy tych działań z przygotowaniem do wojny z Rosją. I dopóki jakieś nikłe nawet przejawy suwerennej polityki obronnej Polski nie staną się faktem, zwiększanie nakładów na jej dozbrojenie w ramach NATO będzie tylko w interesie transatlantystów i narzucanej przez nich światu antycywilizacji. Dwa procent naszego dochodu narodowego na takie cele i pół procenta na polską naukę – to przekaz dla historii nie tylko o udziale Polski w globalnej transformacji własnościowej na rzecz coraz mniejszej i coraz bogatszej liczby jej beneficjentów, ale również o sposobie wywłaszczania własnych obywateli z ich pieniędzy pod płaszczykiem gwarancji ich osławionego „bezpieczeństwa” wobec wymyślonego zagrożenia rosyjskiego.
Rosja nie stanowi zagrożenia cywilizacyjnego
Tymczasem Rosja nam nie zagraża – nade wszystko cywilizacyjnie. Nie narzuca nam żadnej ideologii, żadnych form kulturowych, żadnych norm życia społecznego. To nie Moskwa, lecz uzależniona od Waszyngtonu Bruksela wymusza na nas otwarcie na genderyzm, wprowadzenie na szeroką skalę aborcji i eutanazji, przyjęcie wyznawców islamu jako uchodźców etc. Co więcej, Rosja nie wysuwa pod naszym adresem żadnych pretensji terytorialnych czy roszczeń ekonomicznych, czego partia wojny w Polsce nie chce przyznać i powołuje się na casus Ukrainy.
Narzuca polskiemu społeczeństwu irracjonalny wywód: jeśli nawet obecnie Rosja nam nie zagraża, to zagrozi w przyszłości, w związku z czym wszelki dialog z nią, a tym bardziej współpraca, muszą być z góry wykluczone. Lansowana jest teza, iż Rosja zagraża nam totalnie, również gospodarczo, choć oczywiste jest, że to nie ona przejęła nasz majątek narodowy w ramach terapii szokowej i nie ona zmusiła nas do zadłużenia w MFW oraz BŚ.
Propaganda o rosyjskim zagrożeniu jest w istocie antypolska.
Nie tylko bowiem popycha nasz kraj do wojny, w której nie mamy szans z nuklearnym potentatem, ale odwraca skutecznie uwagę od rzeczywistego zagrożenia politycznego, gospodarczego, a nade wszystko cywilizacyjnego - płynącego z Zachodu. Fałszywa propaganda czyni nas wobec niego całkowicie bezbronnymi.
Czy jest możliwe współdziałanie cywilizacyjne z Rosją?
Odpowiedź na to pytanie stanowi podpisany 17 sierpnia 2012 roku przez arcybiskupa Józefa Michalika i patriarchę Wszechrusi Cyryla apel o pojednanie narodów polskiego i rosyjskiego. To, że nie uzyskał on należnego rozgłosu nie tylko w sferze politycznej i społecznej, ale także religijnej i kulturowej - zarówno w Polsce, jak i w Rosji – nie jest świadectwem jego słabości czy też niedojrzałości, lecz winą polityków obu stron, odpowiedzialnych za nasze wzajemne relacje. Apel nie wzbudził również zainteresowania badaczy tych nauk humanistycznych i społecznych, które tego typu dokumenty i fakty czynią przedmiotem analiz i interpretacji, nadając im rozgłos i znaczenie konieczności historycznej: religioznawstwa, socjologii, kulturoznawstwa, filologii, aksjologii, politologii, stosunków międzynarodowych.
Z punktu widzenia historii kultury – obejmującej także historię Kościoła Katolickiego w Polsce, historię Cerkwi w Rosji i dzieje ekumenizmu po Soborze Watykańskim II – przesłanie jest wydarzeniem o charakterze fenomenu. Nie ma bowiem inspiracji genealogicznych, nazywanych niekiedy prześmiewczo archeologią wydarzenia. Nie posiada również odbicia w narracjach innych faktów dopełniających jego wymiar. Już pobieżna lektura przesłania skłania do konkluzji, iż mamy do czynienia z próbą przełamania konfliktogennego paradygmatu cywilizacyjnego: Polska – Rosja, ujmowanego, zgodnie z koncepcją F. Konecznego w kategoriach napięć między łacinizmem a bizantynizmem i turanem.
Po upadku komunizmu w paradygmacie tym nastąpiły bowiem nieoczekiwane i nieprzewidziane przez Konecznego zmiany, ignorowane przez jego kontynuatorów. Stępiło się ostrze różnic cywilizacyjnych między Polską i Rosją, gdy ta druga po rozpadzie Związku Radzieckiego wróciła do chrześcijaństwa. Pewnym fenomenem kulturowym jest również fakt, iż Rosja na forum międzynarodowym broni – m.in. w ONZ – wartości chrześcijańskich i praw chrześcijan, występuje przeciwko propagowaniu ideologii genderyzmu czy praw mniejszości seksualnych jako praw człowieka.
Na tym polu różnice kulturowe między Polską i Rosją, między dziedzictwem cywilizacji łacińskiej i bizantyjsko-turańskiej maleją na korzyść Rosji, która coraz częściej występuję w roli obrońcy nie tylko wartości chrześcijańskich, ale również tzw. konserwatywnych, przypisywanych łacińskiemu ukształtowaniu kulturowemu. Jest to widoczne nade wszystko w dążeniu do umocnienia tradycyjnej rodziny i braku akceptacji dla małżeństw homoseksualnych oraz podejmowanych próbach ochrony prawnej życia ludzkiego od momentu poczęcia do naturalnej śmierci.
Te świadectwa pokazują, iż przesłanie o pojednanie i dialog kulturowo-cywilizacyjny Polska-Rosja są realne i zawsze aktualne. Ich mocy nie jest w stanie przekreślić ani skierowana przeciw Rosji utopijna idea międzymorza ani antypolska teza Aleksandra Dugina o konieczności zbudowania imperium eurazjatyckiego – w odpowiedzi na globalne plany transatlantystów. Idei pojednania i podjęcia dialogu kulturowo-cywilizacyjnego nie jest w stanie przekreślić również zła wola polityków zafascynowanych wizją zniszczenia, destrukcji, wojny.
prof. Anna Raźny
Fot. Poświęcenie Klasztoru Sreteńskiego w Moskwie (kremlin.ru)
Myśl Polska, nr 25-26 (18-25.06.2017)

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031