Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1492 posty 583 komentarze

MacGregor

MacGregor - J23 na angielskiej prowincji alias ruski agent ps. "Moherowe Walonki Putina"

Manowce i bezdroża obecnej „polityki jagiellońskiej” – c.d.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zupełnym przypadkiem natknąłem się na stronę internetową Polskiej Akcji Narodowo-Konserwatywnej „Ojczyzna”, zawierającą m.in. bardzo trafne analizy obecnej polskiej „polityki wschodniej”.

Politykę wschodnią ująłem w cudzysłów, bo po pierwsze zespół odruchów warunkowych niczym u psa Pawłowa nie zasługuje na miano polityki (to już lepiej chyba dryfowac niczym się nie przejmując, bo przynajmniej  wtedy nasza „pomoc” nie będzie nikomu szkodzić), a po drugie dlatego cudzysłów, bo jest to istotnie wypadkowa CUDZYCH SŁÓW wciskanych nam w CUDZYM INTERESIE. Ostatnimi czasy chyba nigdy przysłowie o piekle wybrukowanym dobrymi chęciami nie miało przykładu lepszego od polskiej „polityki wschodniej”. Czy ukraińskiego ambasadora w Kijowie (tak, rezuny mają dwóch ambasadorów do dyscyplinowania lachów, jednego w Warszawie, drugiego w Kijowie) o nazwisku nomen-omen Piekło można podejrzewac o dobre chęci, to już osobna sprawa.

 
Miałem kiedyś w ręku książkę nieżyjącego już profesora socjologii, Aleksandra Gelli pt. „Naród w defensywie”. Ktoś pożyczył, nie oddał, nie zdążyłem przeczytać, ale dzisiejsza „polityka wschodnia” to jest właśnie polityka NARODU W DEFENSYWIE, narodu który się cofa, kurczy, który dokonuje samoamputacji i autokastracji nie tylko swojej liczby i zajmowanego terytorium, ale też swojej pamięci historycznej, swojego dziedzictwa, narodu popełniającego powolne samobójstwo.

 
A wszystko po to, żeby ... być bezpiecznym od Rosji. A przecież nie ma czegos takiego, jak bezpieczeństwo na zawsze. Normalne narody znają i praktykują zasadę ‘si vis pacem para bellum’, a straumatyzowane i zastraszone dają dupy, składając się jak scyzoryk nie tylko przed państwami poważnymi, ale nawet takimi, które spełniają definicję państwa upadłego. Co ciekawe, to nie Ukraina, rzekomo walcząca z „rosyjskim agresorem” gotowa jest nam zwrócić Lwów i na kolanach błagać o przebaczenie za zbrodnie dokonane przez degeneratów z OUN-UPA, bylebyśmy jeno raczyli im pomóc, ale odwrotnie, to my zażywamy tabletki powodujące amnezję, to my finansujemy kult wyjątkowych w dziejach zbrodniarzy, to my na kolanach przepraszamy za to, że po zagładzie pół miliona Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zdecydowalismy się na jedyną dostepną samoobronę celem ostatecznego przerwania tego ludobójstwa. A to wszystko po to, żeby nas obronili przez Rosjanami. I obronią nas, to pewna – podobnie jak nasi Rodacy z Wołynia w 1943 roku, nie doczekamy Rosjan.

 
Mam w pamięci mapę Europy Środkowej i Wschodniej wg koncepcji niemieckich sztabowców przed końcem I Wojny Światowej: potężne Niemcy sięgające na północy prawie do Niemna, za którym jest mały protektorat niemiecki, a którego jedynym raison d’etre jest wyeliminowanie na tych terenach polskości rękoma żmudzkich szowinistów (dziś bezpieczeństwa tego protektoratu strzeże Bundeswehra, co rząd PiS-u ogłosił jednym ze swoich sukcesów – pozostawmy to bez komentarza, tak jak nie powinno się komentować wypowiedzi zasiedziałych pacjentów Tworek). Na południu Niemcy właściwe sięgają Wisły, od wschodu po San sięga zachodnia granica głównego protektoratu niemieckiego, czyli Ukrainy, zaś wściśniety między nimi jest mały ogryzek po Księstwie Warszawskim, mała resztówka etniczna, z dominującym politycznie i ekonomicznie żywiołem żydowskim. Słowem, współczesna idea jagiellońska par excellence!

 
Poniżej przytaczam in extenso jeden z artykułów pana Czesława Podlideckiego pt.

 
„Odrzucenie polskiego dziedzictwa na Litwie i Rusi osią polityki jagiellońskiej w Polsce”.

 
Większość polityków w Polsce przez wszystkie przypadki odmienia pojęcie „Rzeczypospolita Wielu Narodów”. Urządzają wycieczki do Wilna i Kijowa, gdzie obściskują się z banderowskimi nazistami i ze żmudzińskimi szowinistami. Twierdzą że czynią to samo, co nasi praojcowie, którzy zawierając unię z Litwą utworzyli „Rzeczypospolitą Trojga Narodów”.[1] Nasi politycy nie poprzestali jednak na koncepcji „Rzeczypospolitej Trojga Narodów”, lecz przeszli do koncepcji „Rzeczypospolitej Wielu Narodów”. Bo jakże wyeliminować ze wspólnoty wielonarodowej Rzeczypospolitej Białorusinów, którzy są jakoby „historycznymi Litwinami”. A czyż można zostawić poza formułą Rzeczypospolitej Żydów, których – jak utrzymuje francuski historyk prawdopodobnie żydowskiego pochodzenia Daniel Beauvois – było „na Ukrainie” więcej niż Polaków [?] i którzy przez ten fakt mają rzekomo do tej części Rzeczypospolitej więcej praw niż my.[2]
Zdaniem naszych polityków, Polska winna prowadzić politykę jagiellońską w taki sposób, aby zawsze bezwarunkowo popierać Ukrainę, Republikę Litewską, a nawet Białoruś w ich sporach z Moskwą i aby w każdym przypadku uwzględniać potrzeby i interesy tych krajów. Jak twierdzą, polska strategia narodowa powinna polegać na powstrzymywaniu się od realizacji interesów Narodu Polskiego, gdyby były one sprzeczne z życzeniami naszych wschodnich sąsiadów. Z perspektywy owych polityków Polacy na Litwie, jak i potomkowie Kresowian zamieszkali w III RP sprzeciwiający się powyższej strategii są „ruskimi agentami”. Żądania Kresowian, aby Polska domagała się od Ukrainy i Republiki Litewskiej poszanowania polskiego dziedzictwa kulturowego oraz praw narodowych naszych rodaków, w tym zwrotu odebranej im ziemi, spotykają się z furią i wściekłymi atakami polityków rzekomo „jagiellońskich”.
 
 
 
Paweł Kowal – związany z centroprawicą polityk lobby ukraińskiego w Polsce
http://www.ivrozbiorpolski.pl/index.php?page=europosel-dystansuje-sie

 
 
  
Przemysław Żurawski vel Grajewski – szef MSZ w gabinecie cieni prof. Piotra Glińskiego, główny ideolog PiS, rzecznik ustępstw przed banderyzmem i szowinizmem żmudzińskim
http://blogpress.pl/node/21417
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/10357/stepan-bandera-rozdaje-karty
 
 
Wielu polskim politykom chodzi zapewne tylko o to, aby Żmudzini, Białorusini i Ukraińcy znowu nie wpadli w ręce Moskwy. I w tym właśnie postrzegają istotę polskiego interesu narodowego. Nie dostrzegają jednak przeciwskuteczności dla polityki polskiej metody ciągłych ustępstw przed nacjonalizmami w/w narodów. Nie potrafią też stworzyć myśli innej niż idea Jerzego Giedroycia, która uwzględniałaby sprzeczność racji stanu Polski i Rosji w obszarze Międzymorza, a jednocześnie zwalczałaby w naszym interesie narodowym szowinizm żmudziński, białoruski i ukraiński. Daleko im do takich ideologów epoki sarmatyzmu jak Wawrzyniec Goślicki[3] i Stanisław Orzechowski[4] czy ideologów okresu międzywojennego jak Roman Dmowski, Władysław Studnicki oraz bracia Stanisław i Józef Mackiewiczowie. Nawet politycy z obozu centroprawicy są jak dzieci wprowadzani w błąd przez lobbystów polityki jagiellońskiej, działających w „Gazecie Polskiej”, w tygodniku „w Sieci”, portalu „niezależna.pl” oraz w Telewizji Republika. Lobbyści ci nienawiść do Moskwy uczynili metodą społecznego uwiarygodniania polityki zupełnie obcej polskiemu interesowi narodowemu. Okresowa sprzeczność interesów państwowych Ukrainy i Republiki Litewskiej z rosyjskimi nie eliminuje bowiem znacznie głębszych, etnicznych podstaw wrogości Ukraińców i Żmudzinów wobec Narodu Polskiego.
Brak refleksji polskich polityków w kwestii narzucanych Polsce koncepcji geopolitycznych (tu: idei jagiellońskiej) zdumiewa tym bardziej, iż nie sposób zauważyć różnicę pomiędzy tym, co mówi się o banderyzmie i żmudzińskim szowinizmie oraz o polskości na Litwie i Rusi w mediach ze stajni Tomasza Sakiewicza oraz braci Karnowskich, a tym co usłyszymy w żydowskiej gazecie dla Polaków („Gazecie Wyborczej”) i w innych należących do obcego kapitału ośrodkach propagandy i dezinformacji.
Uleganie manipulacji nie zwalnia jednak z odpowiedzialności za skutki popierania szkodliwych koncepcji geopolitycznych, skoro politycy, zwłaszcza z obozu centroprawicy, z łatwością mogą dostrzec różnicę dyskursu o sprawach polskich na Litwie i Rusi pomiędzy różnymi mediami popierającymi Prawo i Sprawiedliwość. To, że jedne z nich – „Gazeta Polska” i tygodnik „w Sieci” są polskości za Bugiem nieprzyjazne, popierając Ukraińców i Żmudzinów, a media ojców redemptorystów z Torunia bardzo przychylne, powinno dawać tym politykom do myślenia.
Narzucana nam przez lobbystów polityka nie ma nic wspólnego z Jagiellonami, ale łączy się z zamiarami globalistów. To jawna zdrada sprawy polskiej na historycznej Litwie i Rusi oraz tych Polaków zamieszkałych na obecnej Ukrainie, Białorusi i w Republice Litewskiej, którzy pozostając przy polskości są wierni zawartej przed wiekami z Koroną unii.
Ze świadomości Narodu Polskiego zostało wydarte, iż z ciągu pięciuset lat wspólnej polsko-litewskiej państwowości, potomkowie historycznych Litwinów, którzy zawarli unię z Polakami, ulegli samopolonizacji polityczno-kulturowej wg formuły Stanisława Orzechowskiego „Gente Lithuanus natione Polonus”. Ci zaś Polacy, którzy są tego świadomi, uważają zapewne, iż w wyniku samopolonizacji Litwinów druga strona unii odpadła.
Tymczasem przemiany świadomości narodowej po stronie litewskiej nie oznaczają, iż zobowiązania zaciągnięte wzajemnie w ramach unii stały się bezprzedmiotowe. Jej stroną są bowiem współcześnie potomkowie historycznych Litwinów – kresowi Polacy. I to tych potomków twórców unii w Krewie 1385 r., w Horodle 1413 r., w Lublinie 1569 r. i w Brześciu 1696 r. politycy w Polsce, którymi często są Żydzi i Ukraińcy z polskimi paszportami, wyzywają od „sowieckich Polaków” i „ruskich agentów”. Ideowi zaś spadkobiercy hajdamaków i żmudzińskich nienawistników polskości przedstawiani są nam jako rzekomi spadkobiercy historycznej Rusi i Litwy, sojusznicy i przyjaciele społeczeństwa  polskiego, partnerzy do współpracy. Dowodem tej kompromitującej nieznajomości historii Polski, a może celowego kłamstwa, były słowa jednego z najwyższych polskich dostojników państwowych, że skoro Litwa przez pół tysiąclecia była przyjacielem Polski, to tak samo będzie w przypadku Republiki Litewskiej.
Polityk narodowości polskiej winien wiedzieć na jakiej idei oparta jest tożsamość i polityka narodu nowolitewskiego i że nie są to potomkowie historycznych Litwinów, ale Żmudzini – nieprzejednani wrogowie tychże Litwinów. Winien być świadomy faktu, że w styczniu 1930 r. w poczekalni dworca kolejowego w Koszedarach Żmudzini urządzili kuriozalny sąd nad Władysławem Jagiełłą, królem polskim i wielkim księciem litewskim, skazując go za „zdradę Litwy” na  karę śmierci i wykreślenie z historii Litwy. Utrzymywanie przez naszą klasę polityczną zażyłych relacji z przedstawicielami tychże Żmudzinów, z przekonaniem że są to nasi bracia Litwini, całkowicie ją dyskredytuje. Taka sama ignorancja polityków narodowości polskiej dotyczy ideowych podstaw tożsamości i doktryny narodowej Ukraińców.
Dla uniknięcia wieloznaczności, w dalszej części tekstu za Litwinów uznajemy zatem konsekwentnie tylko Polaków z historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego (obecnie Republika Litewska, Białoruś i skrawki historycznej Litwy wchodzące w skład III RP). Tych zaś antypolskich szowinistów ze współczesnej Republiki Litewskiej, którzy dążą do zniszczenia kultury polskiej, wynarodowienia i wywłaszczenia wileńskich Polaków nazywamy Żmudzinami. Także Ukraińców nie utożsamiamy z historycznymi Rusinami, albowiem nie ma pomiędzy nimi prostego przełożenia. Szlachta ruska również uległa bowiem samopolonizacji i stała się częścią Narodu Polskiego. Równolegle wiele ziem ruskich zostało całkowicie wyludnionych wskutek wojen, najazdów tatarskich, rebelii kozackich i hajdamacczyzny. Na pustych, żyznych czarnoziemach osiedlali się uciekinierzy z Mazowsza i Małopolski, zmieniali wyznanie na prawosławne i ulegali językowej rutenizacji. Działo się tak dlatego, albowiem na stepach nie było wówczas kościołów rzymskokatolickich, a tylko cerkwie prawosławne. Na wschodnim Wołyniu i Podolu oraz na ukrainnych kresach zachodziły zatem równolegle dwa przeciwstawne procesy etniczne. Ruski szlachcic nawracał się na wiarę rzymskokatolicką i ulegał polonizacji, a polskojęzyczny chłop znad Wisły stawał się zaczynem współczesnego narodu ukraińskiego. Wiedzę powyższą winni posiadać ci wszyscy politycy którzy pragną prowadzić autentycznie polską politykę jagiellońską, a nie politykę zdradzania Litwinów i szkodzenia wszystkim Polakom.
Unie Polski z Litwą przyniosły naszym krajom ogromne korzyści. Zrosły się ze sobą także oba narody tak dalece, że Litwin stał się regionalną odmianą Polaka, żarliwym obrońcą naszych granic przed moskiewskimi zakusami. I choć historia Litwinów wywodzi się od króla Mendoga, a nie od księcia Mieszka I, głęboko utożsamili się oni z całą tradycją polską. Jednakże po rozbiorach Polski w 1795 r. Litwini bardziej od szlachty Królestwa Kongresowego musieli obawiać się zaostrzenia polityki rusyfikacyjnej, albowiem Rosjanie uważali Litwę i Ruś za kraj „rdzennie rosyjski”, któremu  Polacy „przemocą” i „jedynie powierzchownie” „narzucili” swoją kulturę. Pragnąc wchłonąć nasze ziemie zabużańskie do swojego organizmu etnicznego Rosjanie podejmowali szereg wymierzonych w polskość działań.
Polska szlachta pochodzenia litewsko-ruskiego musiała zatem unikać nazbyt ryzykownych działań, które mogłyby skutkować konfiskatą polskiej własności ziemskiej i wzmożeniem rusyfikacji kraju. Ci ziemianie, którzy pragnęli utrzymać polskość na Litwie i Rusi szukali zatem ugody a nie zaczepki z Moskwą. Odmiennie postępować mogli jedynie ci, którzy kulturę polską rzeczywiście przyjęli powierzchownie. Znaleźli się bowiem wśród szlachty i tacy, jakkolwiek nieliczni, którzy dla zachowania swoich posiadłości i pozycji społecznej wiązali się z nacjonalizmem żmudzińskim (np. Michał Römer – rektor Uniwersytetu Litewskiego Witolda Wielkiego oraz Stanisław Narutowicz – członek Taryby, sygnatariusz aktu niepodległości Republiki Litewskiej, brat prezydenta Rzeczypospolitej Gabriela Narutowicza), białoruskim (np. Edward Woyniłłowicz – Prezes Towarzystwa Rolniczego Mińskiego, członek Rady Białoruskiej Republiki Ludowej oraz Roman Skirmunt – premier Białoruskiej Republiki Ludowej), a nawet ukraińskim.
Zdarzało się jednak tak, iż bez względu na konieczność solidarnej obrony interesów całego Narodu Polskiego, Koroniarze nie liczyli się z potrzebami Polaków litewskich i ruskich. Arogancja ta zaczęła przejawiać się tuż po upadku wspólnego państwa w roku 1795. Królewiacy nie rozumieli delikatnej pozycji polskiej szlachty na rozległych ziemiach zabużańskich, lecz żądali od niej bezwarunkowego podporządkowania się woli ośrodka w Warszawie i udziału w powstaniach narodowych. Tymczasem te, bez należytego przygotowania, były tylko pogrążającymi sprawę polską demonstracjami.
Analogiczna sytuacja jak przed półtora wiekiem istnieje obecnie. Polacy na Litwie dążą do współpracy z miejscowymi Rosjanami, gdyż tylko taka strategia w tamtejszych warunkach osłania ich przed ciosami żmudzińskiego szowinizmu. Tylko nieliczni przedstawiciele wileńskich Polaków (np. Czesław Okińczyc właśc. Česlav Okinčic – doradca premierów Republiki Litewskiej ds. mniejszości narodowych) tak jak niegdyś Krajowcy współpracują ze Żmudzinami. I podobna jak w XIX w. jest współcześnie ignorancja problemów polskich na Litwie ze strony polityków warszawskich. Nadwiślańscy aroganci domagają się bowiem od wileńskich Polaków niesprzeciwiania się wrogiej im polityce oficjalnego Wilna i poświęcenia się na ołtarzu współpracy Polski z Republiką Litewską.
Arogancja części Królewiaków wobec Litwinów osiągnęła znany nam obecnie poziom w latach osiemdziesiątych XIX w. Nadwiślanie ci już wówczas postulowali, nie bacząc na interesy polskie na Litwie i Rusi, aby w walce z Rosją współdziałać ze Żmudzinami i Ukraińcami. W celu uzasadnienia tej współpracy twórcy owej strategii jęli na nowo odczytywać postanowienia unii polsko-litewskich, uznając za stronę unii właśnie te zupełnie nowe narodowości. Myśl ta stała się podstawą koncepcji federalistycznej Rzeczypospolitej z udziałem Żmudzinów, Białorusinów i Ukraińców. Trwa to do dziś. W ramach tej koncepcji polskie Wilno, stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego, mogło stać się własnością Żmudzinów. Grodno, Nowogródek i Mińsk Litewski mogły znaleźć się w granicach Białorusi, a Lwów, Krzemieniec i Kamieniec Podolski w Republice Ukraińskiej.
Nieuczciwa wobec Litwinów była także postawa części polityków wielkopolskich. Zupełnie nie rozumieli oni konieczności odrodzenia Polski w granicach z 1772 r. Uważali że jedna gmina wielkopolska więcej jest warta dla Polski niż cały powiat na Litwie i Rusi. Niechlubnym przykładem takiego polityka był Stanisław Mikołajczyk, który piastując na uchodźctwie funkcję premiera rządu godził się na oparcie granicy polsko-sowieckiej na Linii Curzona. Równie bulwersujaca była polityka uprzedniego premiera Władysława Sikorskiego. Obaj ci szefowie rządu nie tylko nie przeciwdziałali zagarnięciu przez Sowiety Wilna i Lwowa, ale w paktach z Sowietami Litwinów i wszystkich Kresowian zdradzili. Mieli też czelność wydawać rozkazy, aby Kresowianie walczyli dla zwycięstwa Armii Czerwonej i aby Sowieci jak najprędzej opanowali  nasze ziemie zabużańskie. Polscy premierzy na uchodźctwie wydali kresowym oddziałom ZWZ/AK rozkaz udzielenia Sowietom pomocy wojskowo-dywersyjnej na zapleczu niemieckiego frontu, który ze zgubą dla siebie wykonała najpierw organizacja dywersyjna Wachlarz, a następnie, w ramach Akcji „Burza”, większość kresowych oddziałów polskiego podziemia zbrojnego.[5] Tymczasem ani Sikorski, ani Mikołajczyk nie mieli moralnego prawa wydawania żołnierzom i partyzantom z Wileńszczyzny, Nowogródczyzny, Polesia, Wołynia i Małopolski Wschodniej poleceń skutkujących utratą ich ojczyzn. O zdradzie sprawy polskiej na Litwie i Rusi dokonanej przez rządy Sikorskiego i Mikołajczyka szeroko pisał Józef Mackiewicz w pozycji „Nie trzeba głośno mówić”.[6]
Sztafeta zdrady polskości na Litwie i Rusi przejęta została z rąk Władysława Sikorskiego i Stanisława Mikołajczyka przez całą plejadę funkcjonariuszy frontu ideologicznego centroprawicy: Tomasza Sakiewicza, Katarzynę Hejke-Gójską, Bronisława i Dawida Wildsteinów, braci Jacka i Michała Karnowskich, Grzegorza Kostrzewa – Zorbasa, Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, Pawła Kowala i Pawła Zalewskiego.
 
 
 
Dziennikarze Tomasz Sakiewicz i Katrzyna Gójska-Hejke [dzis juz chyba Gójska-Hejke-Kurtyka-Rachoń ??? McG] – „niezależni” tropiciele „ruskich agentów”, propagandyści polityki jagiellońskiej wytyczonej przez Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego http://www.kresy.pl/publicystyka,opinie?zobacz/wolyn-musimy-pamietac-podwojnie
 
Jeszcze usilniej podżegają do zdrady sprawy polskiej na Litwie i Rusi tropiciele „polskiego antysemityzmu”: Adam Michnik ze swoją „Gazetą Wyborczą” oraz Kazimierz Wóycicki – członek zwycza­jny Polskiej Rady Ruchu Europejskiego i ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych.[7] Jak ujawnia zaś strona internetowa http://kot-od-strony-ogona.blog.onet.pl/2011/04/23/spiacy-narod-czesc-iii/ Centrum Stosunków Międzynarodowych finansowane jest przez Funda­cję Batorego, Fundację Konrada Adenauera, przez German Marshall Fund of the United States, a także Robet Bosch Stiftung, Koerber-Stiftung i jeszcze inne agendy globalizmu.[8]
Należy w szczególności odnieść się do tego aspektu zdrady interesów polskich, który wynika z rozgłaszania fałszywej tezy Jerzego Giedroycia, iż „Nie ma suwerennej Polski bez niepodległej Ukrainy”. Można bowiem ulec złudzeniu, że działający w Polsce Żydzi i ci którzy im się wysługują w ramach instytucji globalistycznych, są rzecznikami li tylko interesu ukraińskiego. W istocie zaś nie chodzi im o żadną obronę interesów narodu ukraińskiego, lecz o to, by pod tym pozorem poszerzyć zakres wpływów globalizmu.
 
 
 
 
Czołowi rzecznicy „interesów Ukrainy” w Polsce, a w istocie lobbyści globalizmu: Kazimierz Wóycicki i Jacek Kuroń https://kazwoy.wordpress.com/about/foto/
 
Lobbystom globalizmu chodzi równocześnie o wykorzystanie szalenie popularnego i masowego na Ukrainie ruchu banderowskiego jako narzędzia dla osaczenia katolickiej Polski i pozbawienia jej statusu lidera Europy Wschodniej. Blok krajów Międzymorza (tzw. ULB) pod przywództwem Kijowa miałby bowiem interesy zasadniczo sprzeczne w polską racją stanu.
Tak jak na Ukrainie interesom globalistów służy rozwój tam ruchu nazistowskiego, tak w Polsce globaliści od przeszło dwudziestu lat prowadzą politykę wykorzystania dla swoich celów osoby Józefa Piłsudskiego i idei jagiellońskiej, którą ów aktywnie wdrażał. Jeden z domniemanych agentów globalizmu – Janusz Onyszkiewicz (prawdopodobnie uczestnik masońskiego Round Table[9], ponadto członek władz Unii Wolności, Minister Obrony Narodowej za rządów H. Suchockiej, a prywatnie bratanek zbrodniarza wojennego, pułkownika Ukraińskiej Powstańczej Armii Mirosława Onyszkiewicza[10]) pojął nawet za żonę wnuczkę Marszałka Józefa Piłsudskiego. Środowisko „Gazety Wyborczej” wielokrotnie powoływało się na ten fakt, czyniąc z niego uzasadnienie kariery politycznej Onyszkiewicza. Co więcej, uczyniono z Joanny Onyszkiewicz narzędzie społecznego uwiarygodnienia całej partii „inteligenckiej”, jak lubili określać Unię Wolności kierujący nią Żydzi.[11]
 
[1] Były tylko dwa podmioty prawa publicznego tworzące Rzeczpospolitą Polską: Korona i Litwa. Ruś natomiast najpierw należała w większości do Litwy, a po unii lubelskiej do Korony. Rusini weszli w skład Narodu Polskiego, ale podmiotem prawa międzynarodowego Ruś podczas zawierania unii nie była i tym samym nie można uznawać za stronę unii Rusinów. Teza o istnieniu „Rzeczypospolitej Trojga Narodów” nie odpowiada więc prawdzie historycznej. Trzeci partner unii mógł zaistnieć dopiero w wyniku ugody hadziackiej i obejmować Kozaków. Nic z tego jednak nie wyszło.
[2] D. Beauvois, Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793-1914, Lublin 2005.
[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/Wachlarz_%28organizacja_zbrojna%29  ; Zob. P. Zychowicz, Opcja niemiecka, Warszawa 2014.
[6] J. Mackiewicz, Nie trzeba głośno mówić, Londyn 2011.
[11] Taką samą rolę odgrywał związany ze środowiskiem „Gazety Wyborczej” mason Aleksander Małachowski, który był przez Żydów przedstawiany jako potomek w linii prostej ostatniego marszałka Sejmu Wielkiego Stanisława Małachowskiego.
 

Źródło:http://narodowikonserwatysci.pl/ 

KOMENTARZE

  • a propos
    "Tak jak na Ukrainie interesom globalistów służy rozwój tam ruchu nazistowskiego, tak w Polsce globaliści od przeszło dwudziestu lat prowadzą politykę wykorzystania dla swoich celów osoby Józefa Piłsudskiego i idei jagiellońskiej, którą ów aktywnie wdrażał"

    - powinnismy uważam pamiętać, iż koszerna matka-Polka Anna Applebaum udzieliła swego czasu dyspensy nazistom na pomajdanowej Ukrainie

    poza tym dodatkowa wskazówka moze byc głosna wypowiedź Michnika, w której postulował konieczność utworzenia POL-UKR-u/UKR-POL-u
    Nie kierowała nim raczej miłość do Unii, do Polski czy nawet do Ukrainy, a interesy globalistów własnie (a że owi globaliści zazwyczaj świetują szabas, to juz insza)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031