Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1753 posty 1585 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Marian Miszalski: A najgorzej przy kawiorze.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

[ m.in. o Jacku Saryuszu-Wolskim i o Ryżym Wałkoniu ]

  Jacek Saryusz-Wolski, którym Jarosław Kaczyński pognębił właśnie wprawnie i spektakularnie zarówno Ryżego Wałkonia,  jak i całą  Platformę Obywatelska - to postać wielce zasłużona w stręczeniu i zaganianiu Polski do eurokołchozu. Już u progu lat 90-ych porzucił karierę naukową skromnego doktora ekonomii w Uniwersytecie Łódzkim  dla kariery politycznej, dosiadając unijnego konika: patataj, patataj ku Brukseli!… Trzeba przyznać, że galopował na tym koniku ostro i bez specjalnych zahamowań. W latach 1991-96 był pełnomocnikiem kolejnych rządów ds.integracji europejskiej, w latach 200-2001 szefem Urzędu ds.Integracji  Europejskiej – a potem „sekretarzem międzynarodowym” PO, jej wiceprzewodniczącym (2006-2010), będąc już nieprzerwanie europosłem z ramienia tej partii.  

  Pech naszego euro-dżokeja polegał jednak na tym, że jako frankofil związał się  od początku z wewnątrzunijną  opcją francuską – podczas gdy Donald Tusk był od zawsze dżokejem ze stajni niemieckiej.(Dziadek w Wehrmachcie zobowiązuje?...) Wszystko szło dobrze, dopóki za prezydentury Sarkozy’ego  Francja nie dokonała politycznego dealu z Niemcami: polegał on na tym, że w zamian za niemiecką zgodę na francuską Unię Śródziemnomorską (róbta co chceta w basenie Morza Śródziemnego, byle za naszą wiedzą) Niemcy dostały od Francji wolną rękę względem krajów Europy środkowo-wschodniej (róbta tam co chce ta, byle za wiedzą naszą). Z Unii Śródziemnomorskiej rychło nic nie wyszło – znacznie więcej wyszło z niemieckiej polityki wschodniej… Z ta chwilą Saryusz-Wolski przestał być specjalnie potrzebny Ryżemu Wałkoniowi  i Platformie Obywatelskiej, a i polityce francuskiej także, siedział zatem bezczynny pierdząc w stołek na swej euro synekurze, która wydawała się być końcem jego politycznej kariery. Los przecież dał mu ostatnią szansę: los w postaci Jarosława Kaczyńskiego, który znakomicie wykorzystał „odstawkę”  Saryusza-Wolskiego od platformersko - niemieckiego cyca, oferując mu powrót do main-streamu; bo chociaż wielu twierdzi, że Saryusz-Wolski nie ma szans w przepychance o fotel szefa Rady Europejskiej – to nie ulega wątpliwości, że przyjęcie oferty  „konika trojańskiego” względem PO i opcji niemieckiej zostanie mu w przyszłości wynagrodzone przez oferenta. Jedni powiadają, że może synekurą  komisarza  KE, inni – że może nawet  posadą przyszłego ministra spraw zagranicznych?...Wprawdzie Jarosław Kaczyński zdementował pogłoski, jakoby składał mu taką  obietnicę, ale wierzymy przecież  tylko dementowanym informacjom…  Qui vivra- verra, kto dożyje – zobaczy. Ja akurat wierzę Kaczyńskiemu: nie  zamieniłby wiernego Waszczykowskiego [ Waszczu nadawałby się do muzeum wSèvres pod Paryżem jako wzorzec ‘wiernoty’ McG ] na  Saryusza-Wolskiego…   W każdym razie dokonany z dużym samozaparciem trawers Saryusza-Wolskiego spod wiaterku  PO  pod PiS-owskie sirocco  nie wydaje się ideowo  zbyt szczery: o ile sobie przypominam – podczas słynnej debaty w Parlamencie Europejskim nad „zagrożeniem praworządności w Polsce” milczał jak zaklęty…  Jeszcze wyczekiwał?

    Sam wybór szefa Rady Europejskiej to demokratyczno-prawne bezhołowie. Nie  uregulowano nawet prawnie, kto zgłasza kandydatów…  Niektórzy bają, jakoby był jakiś niepisany zwyczaj,  wedle  którego kandydat powinien być w przeszłości co najmniej premierem albo prezydentem, inni twierdzą, że żadnego takiego zwyczaju nie ma. Będą więc „kły i pzaury”, a na końcu: głosowanie?...No ale czy wystarczy zwykła  większość głosów, czy może potrzebna jest jakaś kwalifikowana?... Burdel i serdel, i to nie byle gdzie (a może właśnie: byle gdzie…) bo w samym centrum Unii Europejskiej. Jak by nie patrzeć: nad eurokołchozem ciężkie chmury wiszą i nie pomoże nawet Wania z Griszą.

 Tymczasem Niemcy straszą coraz głośniej, że dalsze nieposłuszeństwo b.demoludów wobec Berlina  poskutkuje „Unią Europejską dwóch prędkości”. Sam termin jest bardziej  sportowy,  niż polityczny: prędkości, ale czego?...Czym mierzonych? W kilometrach na sekundę, czy tempem powiększania długu publicznego?... Kiedy Saryusz –Wolski i inni stręczyli Polsce akces do Unii  Europejskiej dowodzili, że ten akces spowoduje „wyrównywanie szans”: poziomów życia, wzrostu gospodarczego, infrastruktury etc. Nazywano to też „polityką spójności” albo „solidarności”: bogate kraje unijne miały – powiedzmy wprost – finansować podciąganie się akcesyjnych demoludów na wyższy poziom, w zamian za  ich zgodę na ograniczanie swej suwerenności (Traktat Lizboński). Po latach okazało się wszakże, że to „podciąganie”, owszem,  następuje, ale wcale nie zmniejsza różnic, bo te narzucane  ograniczenia suwerenności i  ( „standardy europejskie”) skutecznie hamują b.demoludom rozwój ich własnego potencjału gospodarczego. Jak to trafnie przewidywał Milton Friedman, radząc biednym demoludom pielgrzymującym do UE: „Wy nie naśladujcie krajów bogatych w tym, co robią dzisiaj, ale róbcie to, co robiły one gdy były biedne”.

 Innymi słowy:

  Przychodzi milioner do biedaka i powiada: Panie Biedak, czemu to pan ze mną nie kooperuje? Czemu pan nie bywa u mnie, nie robi ze mną interesów, nie integruje się ze mną? Ładnie to tak, między sąsiadami?... – Ach  – powiada Biedak – żeby u pana bywać, robić z panem interesy i integrować się musiałbym kupić sobie frak, dobry samochód i przynajmniej od czasu do czasu zaprosić pana na lunch albo raut, a i chałupę na glanc odrychtować , na co mnie nie stać. – Ależ drogi Biedaku, to są głupstwa! – wykrzykuje Milioner – ja panu nawet dam forsę na ten frak, na ten samochód, na kawior i whisky, i chałupę panu odszykuje na cacuś- glancuś! . A potem pan weźmiesz już tylko kredyt w banku, który panu wskażę, i będziemy robić razem  wspaniałe interesa! – Hm – drapie się w głowę Biedaczyna – kredyt, owszem, ale z czego spłacę, gdy te interesa z panem nam nie wyjdą? To się skończy tak, że bank odbierze mi te nędzną ziemię, co mi jeszcze została, i te chałupę, w której chowa się sześcioro drobiazgu, owszem, nie w luksusie, ale jednak  jako-tako. I co z nimi będzie, jak ja się zadłużę? – A co cię, człowieku, obchodzi, co z nimi będzie? O spłatę długów niech się przyszłe pokolenia martwią! A bo to jeszcze  nie wiesz, że każdy dług można rolować? A i bankructwo, upadłość, długo negocjować… A zadłużaj się  śmiało, na wyrost, co cię przyszłe pokolenia obchodzą!...

   I tak coś mi mówi, że te wspólne  interesa w UE  właśnie przestają wychodzić Bogatemu i Biednemu, toteż Bogaty mówi Biednemu: Pora się rozstać, dobry człowieku, pozwól że jeszcze tylko podsumuję twoje długi i wystawie rachuneczek… Chyba, że przepiszesz na mnie tę ziemię i tę chałupę, wtedy sprolonguje ci długi na jedno, powiedzmy, dwa pokolenia… I co ty na to?

   W Wersalu właśnie ostro zapowiedziano „UE drugiej prędkości”, i tym razem nie wygląda to na kolejny  taktyczny szantaż w ramach europrzepychanek o to, śmo, czy tamto  – ale na stanowczą decyzję Niemiec: koniec udawania wspólnych interesów – odtąd macie słuchać silniejszych. Ordung muss sein!

    Doszło więc do tego, że przy kawiorze, owszem – na Malcie – będzie się rozmawiać, ale o dalszej utracie suwerenności biedaczków z demoludyczna przeszłością?

   Czy w tych „smutnych okolicznościach przyrody” Biedny nie powinien jednak rozejrzeć się za jakąś siekierą? Kłonicą? Kosą?...

    Wiadomo, że na bankietach „najgorzej przy kawiorze: tu na zabój, tu na noże”. Toteż gdyśmy już dostąpili zaszczytu konsumpcji na  bankietach o standardzie europejskim dobrze  na taki bankiet włożyć toporek za pasek od spodni.

Źródło://marianmiszalski.pl/

[ A ja tam się cieszę z przejścia pana Saryusza-Wolskiego na jaśniejszą stronę mocy i nie tylko dlatego, że większa jest radość w Królestwie Niebieskim z jednego nawróconego itd. A że euroentuzjasta? No chyba nie większy od Prezesa, który teraz musi uważać, żeby czasem nie padł na niego cień Mariny Le Pen – już sobie wyobrażam, jak pani Le Pen usiłuje przydybać Jarka na małe tête-à-tête, a ten ucieka przed nią w popłochu niczym tuwimowski murzynek Bambo przed mlekiem.

Nie lekceważę też imponderabiliów i dlatego cieszy mnie choćby i twitterowa deklaracja pana S-W, iż wysiadł z Platformy na przystanku Polska. Takie teraz mamy ciężkie czasy nie tylko „dla oszwiate”, ale i dla zwykłej przyzwoitości, że patriotyczna deklaracja europosła kwalifikuje go na narodowego bohatera, o czym piszę zupełnie szczerze i bez szyderstwa. MacG ]

KOMENTARZE

  • Wolę banicję niż Targowicę.
    Jacek Saryusz-Wolski‏ @JSaryuszWolski Mar 20

    Wolę banicję niż Targowicę.

    https://twitter.com/JSaryuszWolski
  • Na jeździe jewrejskim konikiem, wolski to chyba z pół miasta może teraz kupić,
    średniej wielkości samorządowo zadłużonego.
    Chciałoby by się zawołać, komu potrzebna jest ujnia, patrz wyżej.
  • @provincjał 18:39:30
    Powtórzę niejako mój komentarz z innego wątku:
    (będąc, tfu, za kotofilnym kurduplem...)
    - za cenę pionka - J.S.W. (coś mu dadzą),
    - dostał (od Hollande) "KRÓL JEST NAGI" ("wasze zasady, nasza KASA")...

    Czy nie jest osiągnięciem sprowokowanie polityka "dużej rangi" do PUBLICZNEGO powiedzenia, CO się teraz w Łunii Jewropiejskiej liczy?

    Może to pomoże zebrać się do kupy Wyszehradowi?

    Polak to twardy zawodnik, jak potrafi nazwać WROGA...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31