Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1639 postów 1111 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Marian Miszalski: A najgorzej przy kawiorze.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

[ m.in. o Jacku Saryuszu-Wolskim i o Ryżym Wałkoniu ]

  Jacek Saryusz-Wolski, którym Jarosław Kaczyński pognębił właśnie wprawnie i spektakularnie zarówno Ryżego Wałkonia,  jak i całą  Platformę Obywatelska - to postać wielce zasłużona w stręczeniu i zaganianiu Polski do eurokołchozu. Już u progu lat 90-ych porzucił karierę naukową skromnego doktora ekonomii w Uniwersytecie Łódzkim  dla kariery politycznej, dosiadając unijnego konika: patataj, patataj ku Brukseli!… Trzeba przyznać, że galopował na tym koniku ostro i bez specjalnych zahamowań. W latach 1991-96 był pełnomocnikiem kolejnych rządów ds.integracji europejskiej, w latach 200-2001 szefem Urzędu ds.Integracji  Europejskiej – a potem „sekretarzem międzynarodowym” PO, jej wiceprzewodniczącym (2006-2010), będąc już nieprzerwanie europosłem z ramienia tej partii.  

  Pech naszego euro-dżokeja polegał jednak na tym, że jako frankofil związał się  od początku z wewnątrzunijną  opcją francuską – podczas gdy Donald Tusk był od zawsze dżokejem ze stajni niemieckiej.(Dziadek w Wehrmachcie zobowiązuje?...) Wszystko szło dobrze, dopóki za prezydentury Sarkozy’ego  Francja nie dokonała politycznego dealu z Niemcami: polegał on na tym, że w zamian za niemiecką zgodę na francuską Unię Śródziemnomorską (róbta co chceta w basenie Morza Śródziemnego, byle za naszą wiedzą) Niemcy dostały od Francji wolną rękę względem krajów Europy środkowo-wschodniej (róbta tam co chce ta, byle za wiedzą naszą). Z Unii Śródziemnomorskiej rychło nic nie wyszło – znacznie więcej wyszło z niemieckiej polityki wschodniej… Z ta chwilą Saryusz-Wolski przestał być specjalnie potrzebny Ryżemu Wałkoniowi  i Platformie Obywatelskiej, a i polityce francuskiej także, siedział zatem bezczynny pierdząc w stołek na swej euro synekurze, która wydawała się być końcem jego politycznej kariery. Los przecież dał mu ostatnią szansę: los w postaci Jarosława Kaczyńskiego, który znakomicie wykorzystał „odstawkę”  Saryusza-Wolskiego od platformersko - niemieckiego cyca, oferując mu powrót do main-streamu; bo chociaż wielu twierdzi, że Saryusz-Wolski nie ma szans w przepychance o fotel szefa Rady Europejskiej – to nie ulega wątpliwości, że przyjęcie oferty  „konika trojańskiego” względem PO i opcji niemieckiej zostanie mu w przyszłości wynagrodzone przez oferenta. Jedni powiadają, że może synekurą  komisarza  KE, inni – że może nawet  posadą przyszłego ministra spraw zagranicznych?...Wprawdzie Jarosław Kaczyński zdementował pogłoski, jakoby składał mu taką  obietnicę, ale wierzymy przecież  tylko dementowanym informacjom…  Qui vivra- verra, kto dożyje – zobaczy. Ja akurat wierzę Kaczyńskiemu: nie  zamieniłby wiernego Waszczykowskiego [ Waszczu nadawałby się do muzeum wSèvres pod Paryżem jako wzorzec ‘wiernoty’ McG ] na  Saryusza-Wolskiego…   W każdym razie dokonany z dużym samozaparciem trawers Saryusza-Wolskiego spod wiaterku  PO  pod PiS-owskie sirocco  nie wydaje się ideowo  zbyt szczery: o ile sobie przypominam – podczas słynnej debaty w Parlamencie Europejskim nad „zagrożeniem praworządności w Polsce” milczał jak zaklęty…  Jeszcze wyczekiwał?

    Sam wybór szefa Rady Europejskiej to demokratyczno-prawne bezhołowie. Nie  uregulowano nawet prawnie, kto zgłasza kandydatów…  Niektórzy bają, jakoby był jakiś niepisany zwyczaj,  wedle  którego kandydat powinien być w przeszłości co najmniej premierem albo prezydentem, inni twierdzą, że żadnego takiego zwyczaju nie ma. Będą więc „kły i pzaury”, a na końcu: głosowanie?...No ale czy wystarczy zwykła  większość głosów, czy może potrzebna jest jakaś kwalifikowana?... Burdel i serdel, i to nie byle gdzie (a może właśnie: byle gdzie…) bo w samym centrum Unii Europejskiej. Jak by nie patrzeć: nad eurokołchozem ciężkie chmury wiszą i nie pomoże nawet Wania z Griszą.

 Tymczasem Niemcy straszą coraz głośniej, że dalsze nieposłuszeństwo b.demoludów wobec Berlina  poskutkuje „Unią Europejską dwóch prędkości”. Sam termin jest bardziej  sportowy,  niż polityczny: prędkości, ale czego?...Czym mierzonych? W kilometrach na sekundę, czy tempem powiększania długu publicznego?... Kiedy Saryusz –Wolski i inni stręczyli Polsce akces do Unii  Europejskiej dowodzili, że ten akces spowoduje „wyrównywanie szans”: poziomów życia, wzrostu gospodarczego, infrastruktury etc. Nazywano to też „polityką spójności” albo „solidarności”: bogate kraje unijne miały – powiedzmy wprost – finansować podciąganie się akcesyjnych demoludów na wyższy poziom, w zamian za  ich zgodę na ograniczanie swej suwerenności (Traktat Lizboński). Po latach okazało się wszakże, że to „podciąganie”, owszem,  następuje, ale wcale nie zmniejsza różnic, bo te narzucane  ograniczenia suwerenności i  ( „standardy europejskie”) skutecznie hamują b.demoludom rozwój ich własnego potencjału gospodarczego. Jak to trafnie przewidywał Milton Friedman, radząc biednym demoludom pielgrzymującym do UE: „Wy nie naśladujcie krajów bogatych w tym, co robią dzisiaj, ale róbcie to, co robiły one gdy były biedne”.

 Innymi słowy:

  Przychodzi milioner do biedaka i powiada: Panie Biedak, czemu to pan ze mną nie kooperuje? Czemu pan nie bywa u mnie, nie robi ze mną interesów, nie integruje się ze mną? Ładnie to tak, między sąsiadami?... – Ach  – powiada Biedak – żeby u pana bywać, robić z panem interesy i integrować się musiałbym kupić sobie frak, dobry samochód i przynajmniej od czasu do czasu zaprosić pana na lunch albo raut, a i chałupę na glanc odrychtować , na co mnie nie stać. – Ależ drogi Biedaku, to są głupstwa! – wykrzykuje Milioner – ja panu nawet dam forsę na ten frak, na ten samochód, na kawior i whisky, i chałupę panu odszykuje na cacuś- glancuś! . A potem pan weźmiesz już tylko kredyt w banku, który panu wskażę, i będziemy robić razem  wspaniałe interesa! – Hm – drapie się w głowę Biedaczyna – kredyt, owszem, ale z czego spłacę, gdy te interesa z panem nam nie wyjdą? To się skończy tak, że bank odbierze mi te nędzną ziemię, co mi jeszcze została, i te chałupę, w której chowa się sześcioro drobiazgu, owszem, nie w luksusie, ale jednak  jako-tako. I co z nimi będzie, jak ja się zadłużę? – A co cię, człowieku, obchodzi, co z nimi będzie? O spłatę długów niech się przyszłe pokolenia martwią! A bo to jeszcze  nie wiesz, że każdy dług można rolować? A i bankructwo, upadłość, długo negocjować… A zadłużaj się  śmiało, na wyrost, co cię przyszłe pokolenia obchodzą!...

   I tak coś mi mówi, że te wspólne  interesa w UE  właśnie przestają wychodzić Bogatemu i Biednemu, toteż Bogaty mówi Biednemu: Pora się rozstać, dobry człowieku, pozwól że jeszcze tylko podsumuję twoje długi i wystawie rachuneczek… Chyba, że przepiszesz na mnie tę ziemię i tę chałupę, wtedy sprolonguje ci długi na jedno, powiedzmy, dwa pokolenia… I co ty na to?

   W Wersalu właśnie ostro zapowiedziano „UE drugiej prędkości”, i tym razem nie wygląda to na kolejny  taktyczny szantaż w ramach europrzepychanek o to, śmo, czy tamto  – ale na stanowczą decyzję Niemiec: koniec udawania wspólnych interesów – odtąd macie słuchać silniejszych. Ordung muss sein!

    Doszło więc do tego, że przy kawiorze, owszem – na Malcie – będzie się rozmawiać, ale o dalszej utracie suwerenności biedaczków z demoludyczna przeszłością?

   Czy w tych „smutnych okolicznościach przyrody” Biedny nie powinien jednak rozejrzeć się za jakąś siekierą? Kłonicą? Kosą?...

    Wiadomo, że na bankietach „najgorzej przy kawiorze: tu na zabój, tu na noże”. Toteż gdyśmy już dostąpili zaszczytu konsumpcji na  bankietach o standardzie europejskim dobrze  na taki bankiet włożyć toporek za pasek od spodni.

Źródło:http://marianmiszalski.pl/

[ A ja tam się cieszę z przejścia pana Saryusza-Wolskiego na jaśniejszą stronę mocy i nie tylko dlatego, że większa jest radość w Królestwie Niebieskim z jednego nawróconego itd. A że euroentuzjasta? No chyba nie większy od Prezesa, który teraz musi uważać, żeby czasem nie padł na niego cień Mariny Le Pen – już sobie wyobrażam, jak pani Le Pen usiłuje przydybać Jarka na małe tête-à-tête, a ten ucieka przed nią w popłochu niczym tuwimowski murzynek Bambo przed mlekiem.

Nie lekceważę też imponderabiliów i dlatego cieszy mnie choćby i twitterowa deklaracja pana S-W, iż wysiadł z Platformy na przystanku Polska. Takie teraz mamy ciężkie czasy nie tylko „dla oszwiate”, ale i dla zwykłej przyzwoitości, że patriotyczna deklaracja europosła kwalifikuje go na narodowego bohatera, o czym piszę zupełnie szczerze i bez szyderstwa. MacG ]

KOMENTARZE

  • Wolę banicję niż Targowicę.
    Jacek Saryusz-Wolski‏ @JSaryuszWolski Mar 20

    Wolę banicję niż Targowicę.

    https://twitter.com/JSaryuszWolski
  • Na jeździe jewrejskim konikiem, wolski to chyba z pół miasta może teraz kupić,
    średniej wielkości samorządowo zadłużonego.
    Chciałoby by się zawołać, komu potrzebna jest ujnia, patrz wyżej.
  • @provincjał 18:39:30
    Powtórzę niejako mój komentarz z innego wątku:
    (będąc, tfu, za kotofilnym kurduplem...)
    - za cenę pionka - J.S.W. (coś mu dadzą),
    - dostał (od Hollande) "KRÓL JEST NAGI" ("wasze zasady, nasza KASA")...

    Czy nie jest osiągnięciem sprowokowanie polityka "dużej rangi" do PUBLICZNEGO powiedzenia, CO się teraz w Łunii Jewropiejskiej liczy?

    Może to pomoże zebrać się do kupy Wyszehradowi?

    Polak to twardy zawodnik, jak potrafi nazwać WROGA...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930