Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1644 posty 1168 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Marian Miszalski: Refleksje nad przyszłością lewicy.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

... alimenciarz z KOD na utrzymaniu żony nie ma szans, nawet gdyby potrącił na pasach pijanego Sorosa w ciąży, który poroniłby mu miliard dolarów na kampanię wyborcza.

Historia rodziny Kennedy, Bush i Clintonów daje asumpt do interesujących rozważań politologicznych względem „demokratycznej prezydentury dziedzicznej”, a przynajmniej „prezydentury dynastycznej”. Czy to dobre dla „demokracji”, czy złe? Nie kontynuując tematu zauważę tylko inny fenomen amerykańskiego życia publicznego, jaki zarysował się szczególnie ostro podczas obecnej kampanii prezydenckiej. Po drugiej i trzeciej debacie Clinton-Trump komentatorzy zauważali sukces Trumpa, ale – o, dziwo – pokampanijne sondaże zauważały  wzrost popularności Clintonowej. Czort swoje – pop swoje: dziwna rozbieżność… Rzecz da się wyjaśnić wpływami żydowskiego lobby politycznego w amerykańskich w mediach  i „sondażowniach” (młotujemy elektorat preparowanymi sondażami, co znamy także  z historii „młodej polskiej demokracji” pod rządami „afera łów” z PO ), bo przecież  nie „demokracją”.

   W dzień po trzeciej debacie TVP 1 wyemitowała w godzinach nocnych film o obecnej kampanii amerykańskiej, który porażał swą politruczną  jednostronnością i podlany był obficie sosem politycznej poprawności: istna apologetyka Clintonowej! Film był produkcji amerykańskiej i zachodziłem w głowę, czemu prezes Kurski zaproponował telewidzom taką surową politgramotę: przecież nie my w Polsce wybierać będziemy między Trumpem a Clintonową?... Czy to obecność ( od niedawna) „amerykańskiego doradcy ekonomicznego”,demokraty, w Ministerstwie Spraw Zagranicznych  – powoduje takie retusze „kłamczuchy” w oczach polskiej opinii publicznej? Co jeszcze „retuszować” będzie TVP, żeby zadawalać  żydowskie lobby polityczne w Ameryce, wspierające dynastię Clintonów, od  afery Whitewater i „afery rozporkowej” i tak już w łapskach tego lobby?...

  Problem z prezydenturą ma także lewica w Polsce, gdzie słyszy się narzekania i biadolenie, że nie ma żadnego dobrego kandydata do wystawienia w przyszłości. W  istocie – nadzieje żydokomuny na wystawienie „Bufetowej” za cztery lata zawaliły się jak domek z kart, a  alimenciarz z KOD  na utrzymaniu żony  nie ma szans, nawet gdyby potrącił  na pasach pijanego Sorosa w ciąży, który poroniłby mu   miliard dolarów  na kampanię wyborcza. (Czy Michnik  zgodzi się z tym rozumowaniem?...).

  W tym nurcie lewicy, który jest kontynuacją  „Puław („Żydy”), rządu Mazowieckiego, geremkowszczyzny, michnikowszczyzny i salonu bez podłogi -  nie ma właściwie żadnego kandydata. „Właściwie” – bo ja jednak widzę dwóch takich kandydatów. Jeden – to excelencja Szewach Weiss ( o ile wiem, ma także obywatelstwo polskie?...), drugi – to pan Biedroń. Pan Weiss miałby nieco mniejsze szanse elektoralne, ale byłby bardziej obiecujący: gdyby tak obiecał, że załatwi z Waszyngtonem kres amerykańskiego wsparcia dla finansowych żądań żydowskich grandziarzy względem Polski?...

  Co o pana Biedronia -  ma on także „zalety fizjologiczne i inne”, jak mawia „Bolek”. Przede wszystkim podniósłby rangę naszego kraju w opinii nie tylko europejskiej, ale i światowej. Kobiety –prezydentowe już bywały. Kobiet –premierzyc  - gdzie nie splunąć… I owszem, są ministrowie-homoseksualiści, w Belgii, Holandii, Niemczech  czy Francji ale prezydenta-homoseksualisty świat jeszcze nie widział, chyba że prezydenta Słupska. Pan Biedroń miałby więc większe szanse elektoralne niż excelencja Weiss, ale za to mniejsze możliwości działania… No cóż: albo tak, albo siak. 

  Natomiast w tym nurcie lewicy, który jest kontynuacją „Natolina” („Chamy”), WSI, SdPl, SLD posucha kandydacka jeszcze większa, ale też nie aż tak, żeby nie było nikogo. Jest nadobna Magdalena Ogórek, wyciągnięta w swoim czasie przez Leszka Millera jako ostatnia deska ratunku SLD, jako kandydatka na prezydentową. Lansując Ogórkową jako kandydatkę na prezydenta Polski Miller potwierdził, że „mężczyznę poznaje się nie po  tym, jak zaczyna, ale jak kończy”. Bo Ogórkowa – przedłużenie Millera – jeszcze nie skończyła, ona ledwo zaczęła!

  Ogórkowa ma wszelkie zalety, by za cztery lata ubiegać się o prezydenturę. Ogórkowa- polska Hilary Clinton?

 Przede wszystkim jest kobietą, jak Clintonowa. Po wtóre – jej mężem nie jest jakiś filut, który ukradkiem  rypie stażystki po kątach, ale dżentelmen ukorzeniony w służbach tajnych. Po trzecie – co ważne dla męskiego elektoratu demokratycznego – jest ładniejsza od „Bufetowej” , a na pewno od osobnika legitymującego się nazwiskiem Anna Grodzka czy Henryka Krzywonos. To ważne na wypadek, gdyby jakaś inna frakcja też wpadła na pomysł żeńskiej kandydatury, na przykład pani Kidawy-Błońskiej: cóż, że i Kidawa, i Błońska, gdy co najmniej dwa razy starsza od Ogórkowej? Ogórkowa – nadto – jest uczonym doktorem, wyspecjalizowanym w „historii Kościoła”, co nie bez znaczenia w polskich realiach, zwłaszcza, gdy w ramach doktoratu jest dostęp do IPN-owskich teczek. Obecnie Ogórkowa kokietuje PiS, jakby wyzwalając się SLD-owskiego obciążenia, nie na tyle przecież, żeby stanąć dęba Rzeplińskiemu i grandziarzom z KOD.

  Niby więc na lewicy posucha kandydacka – ale „jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś  nie było” –  zauważał dobry wojak Szwejk.

  Piszę to wszystko głęboko zatroskany losem polskiej i żydowskiej lewicy, gdy  akcja „scalania frontu” pod szyldem KOD traci dynamikę. Ba – żeby tyko dynamikę!...Jubileusz Trybunału Konstytucyjnego w Gdańsku, finansowany przez Fundacje Adenauera (w 95 procentach finansowaną z kolei przez rząd niemiecki) pokazuje dobitnie, jak kropka nad „i”,  z czyjej ręki  jedzą politykierzy w sędziowskich togach. Z niemieckim poparciem – „jutro należy do nich”… Toteż w swym głębokim zatroskaniu losami lewicy w Polsce przedstawiam już  własną, autorską wersję władz III RP, po przyszłym zwycięstwie europejskich demokratów nad faszystowskim reżimem Dudy i Kaczyńskiego:

  Prezydent – Andrzej Rzepliński. Premier – Mateusz Kijowski. Minister Obrony – Stefan Niesiołowski. Minister Spraw Wewnętrznych – Marek Dukaczewski. Minister Spraw Zagranicznych –Tomasz Turowski.  Minister Skarbu – Hanna Gronkiewicz-Waltz. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego – Adam Michnik. Minister Rolnictwa – Paweł Piskorski. Minister Kultury – Jerzy Urban. Minister Finansów – Marcin Plichta (patrz: Amber Gold). Minister Sprawiedliwości  - Tomasz Arabski. Minister-koordynator służb specjalnych – Mieczysław Wachowski…

… Dalej, pardon, bawcie się Państwo już sami. Ja tylko będę się upierał, żeby  rzecznikiem  prasowym tego rządu został  Lech Wałęsa (nie jest to degradacja b.prezydenta; on sam wielokrotnie zapewniał,  że dla Ojczyzny gotów jest do największych poświęceń); jego tłumaczenie polityki rządu Matusza Kijowskiego z pewnością wzbudzałoby powszechne zrozumienie  i aprobatę  dla poczynań  „gabinetu” Kijowskiego.

  Aby zatem  przetrwać jakoś  tę PiS-owska dyktaturę, a potem już ino czysta wolność, równość i braterstwo, prawdziwa demokracja!

                                                                                                           Marian Miszalski

Źródło: http://marianmiszalski.pl/

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031