Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1644 posty 1168 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Jestem umiarkowanym optymistą politycznym.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

[ Optymizmu nie należy mylić z brakiem odpowiedzialnosci czy namysłu, w stylu: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele i jakos to będzie!” ].

Wierzę w samosprawdzające się przepowiednie: jak ktos będzie uparcie twierdził, że nic się nie uda, to się nie uda. Czytałem o kobiecie, której wyszło z poważnego horoskopu, iż ze względu na jasny jak gwiazdy na niebie konflikt znaków zodiaku jej małżeństwo z „miskiem” nie ma szans na przetrwanie. I tak też się wkrótce głupiej babie stało, kiedy każdy normalny i zazwyczaj szybko mijający konflikt przypisywała „obrotom ciał niebieskich”, przyjmując je za dowód kosmicznego niedopasowania ( zamiast kosmicznej głupoty własnej ), że aż chłopu przestało się chcieć obracać jej ciało, dawniej postrzegane przecież jako boskie. I odwrotnie: za moich czasów studenckich mawiało się, że Afgańczycy wygrali z Armią Czerwoną dlatego, iż analfabetami będąc nie mieli jak przeczytać, że jest ona niezwyciężona.

Znowuż z sentencyj łacińskich jedna szczególnie utkwila mi w pamięci, a mianowicie: nihil est ab omi parte beatum czyli nie ma bezwględnego / całkowitego szczęscia na tym niedoskonałym, podksiężycowym swiecie ( dosł: nie ma rzeczy z każdej strony szczęsliwej ).  Jak panienka będzie zwlekać, aż spotka takiego, żeby był i przystojny jak Janek z „Czterech pancernych”, i silny jak Gustlik, i wierny jak pies Szarik i jeszcze żeby miał lufę jak czołg „Rudy 102”, to może przegapić prawdziwą miłosc. Podobnie i w polityce – lepsza Polska niedoskonała, ale realnie istniejąca, niż idealna, ktorej się wszelako możemy nie doczekać.

[ Tego typu myslenie, że albo wszystko, albo nic ( aut Caesar, aut nihil, w wersji polskiej „albo będę Tuskiem albo nikim” przypisywane parszywemu „widelcowi” Schetynie  ) charakteryzuje korwinowską i libertariańską gimbazę, że jak nie Korwin i monarchia absolutna, to reszta nie ma znaczenia, podobnie jak nie ma znaczenia czy usiąsc gołym tyłkiem na jeżu, czy na rozpalonej do czerwonosci fajerce – brak owej różnicy polecam zweryfikowac doswiadczalnie, co może prowadzić do nieoczekiwanych wniosków! Tu przy okazji wyjawię, iż bardzo poważam Wielkiego Dyletanta w Muszce, który swoje kontrowersyjne tezy wyprowadza z bardziej czy mniej powierzchownej lektury dzieł poważnych. Problem mam jedynie z korwinowską gimbazą, która w odrożnieniu od Mistrza, swoją wiedzę o swiecie i historii czerpie ... z jego tyleż błyskotliwych, co nie zawsze poważnych felietonów ].

Co do jakosci obecnej władzy nie mam szczególnych złudzeń ( do ministrów Waszczykowskiego i Macierewicza jeszcze wrócę ), ale zgadzam się z tezami klasycznego uważam artykułu pani prof. Ewy Thompson z roku 2007 pt.W kolejce po aprobatę. Kolonialna mentalnosc polskich elit.

Polityka, jak wiadomo, jest sztuką rzeczy możliwych, nie zaś sztuką robienia tego, co konieczne. Tego ostatniego czasem po prostu nie da się zrobić. Czy polscy wyborcy potrafią z podświadomości wyciągnąć na światło dzienne zrozumienie statusu niezależnego państwa, którym kiedyś, przed wiekami, byli? I przeciwstawić to zrozumienie ideologiom, stworzonym w Europie i Ameryce w czasach, gdy Polski nie było na mapie lub gdy była pozornie tylko niezależna? Trzeba przecież wyciągnąć wnioski z faktu, że wszystkie prawie teorie państwowości, które powstały w wieku XIX w Europie - te demokratyczne i te niedemokratyczne - uznawały rozbiory Polski za rzecz oczywistą i konieczną dla prawidłowego funkcjonowania europejskiego kontynentu.

Podczas gdy adwersarze Kaczyńskich wciąż ustawiają się w kolejce po Aprobatę - a to do trybunału w Strasburgu, a to do Brukseli, a to do Rzymu, a to do zachodniej prasy - Kaczyńscy starają się zachowywać tak, jak przystało na polityków państwa postkolonialnego, które wreszcie uzyskało względną niezawisłość i które zaczyna formułować swoją własną tożsamość. Takiemu procesowi naturalnie brak elegancji i wdzięku. Istnienie niezależnej Polski nie leży w niczyim interesie (z wyjątkiem samych Polaków), zaś rozparcelowanie Polski lub jej formalna tylko niezawisłość już od stuleci leży w interesie państw ościennych. Przekonanie tych państw, że tak nie jest, będzie rzeczą trudną i nieprzyjemną. ( ... )

Największym osiągnięciem braci Kaczyńskich jest to, że stworzyli sprawną partię chrześcijańsko-demokratyczną w kraju, który jest najbardziej katolicki na świecie i gdzie istnienie takiej partii stanowi fundamentalny element normalnego funkcjonowania państwa. Zrobili to w warunkach ideologicznego chaosu i politycznej dezorientacji społeczeństwa. Rozumieją oni, że - jak powiada angielskie przysłowie - "najlepsze rozwiązanie" jest wrogiem "jedynego możliwego rozwiązania". Po raz pierwszy w postkomunistycznej rzeczywistości, ktoś w Polsce wykazał się politycznym rozumem i zbudował partię bez ludzi związanych z polskimi i międzynarodowymi "poputczikami" komunizmu.

Drugim i wynikającym z pierwszego osiągnięciem Kaczyńskich jest zakłócenie miłej europejskim potentatom harmonii i równowagi w UE. ( ... )

Nad Polską wciąż krąży widmo - nie komunizmu, lecz permanentnego skolonizowania. Wszystkie siły, które chciałyby utrzymać Polskę na poziomie kraju wasalnego, zawarły już jeżeli nie święte przymierze, to przynajmniej rozejm: zgodnie potępiają braci Kaczyńskich. A jeżeli tak się dzieje, znaczy to, że rząd Kaczyńskich stara się coś dla Polski robić. Jest on pierwszy, który stara się wyciągnąć Polskę z postkolonializmu. Co nie oznacza, że nie popełnia błędów i że wszystkie inicjatywy, które popiera, mają sens. Starałam się w tym artykule pokazać, że krytyka braci Kaczyńskich wykracza daleko poza ramy normalnej krytyki rządu i że forma, którą przybiera, jest odzwierciedleniem kolonialnych przyzwyczajeń najbardziej światłych skądinąd warstw polskiego społeczeństwa.

Tekst powstał prawie dekadę temu i oto znów jestemy swiadkami podjęcia tych samych zmagań o upodmiotowienie Polski i polskiego narodu ... i tych samych kurwów, szujów i złodziejów, twórczo nawiązujących do tradycji targowicy ( tym razem w pierwszym szeregu stoją pop-y [ = pełniący obowiązki Polaków ] Schetyna, Neumann i Lewandowski, szabesgoj ze sztetla Chobielin  czy wreszcie Balcerowicz [ musi siedzieć ] i in.

Red. Piotr Cywiński z swojej polemice z poglądamiNormana Daviesa ( historyka jednoczesnie i zbyt przecenianego i niesłusznie uważam odsądzanego od czci i wiary ) ujął naszą sytuację i nasze aspiracje bardzo trafnie i zwięźle:

Problem w tym, że to, co w brytyjskim, niemieckim czy francuskim wydaniu uważa się za normalne, w przypadku Polski jest nienormalne.

Czytałem gdzies, że Niemcy w większosci bardzo lubią Polaków, choć uważają za rasę od siebie zdecydowanie niższą ( chyba zero zdziwienia? ). To samo dotyczy Francuzów czy Brytyjczyków ( elity tych ostatnich – mam wrażenie – uważają swój własny naród, robiący zakupy w ASDzie czy Tesco za gatunek odrębny od absolwentów Eton, a potem Oksfordu czy Cambridge ). Dlatego też czochrać w PE można Węgrów czy Polaków, ale niechby kto spróbował ich samych!

Prawdziwy przełom polityczny w Polsce, którego jestesmy swiadkami, polega na próbie powstania z kolan i dołączenia do pierwszej ligi.

Zupełnie osobnym zagadnieniem jest, czy obecny rząd jest wystarczająco kompetentny i zdolny do przeprowadzenia tak wielkiego zadania, ale z pewnoscią różni się od poprzedniego tym, iż tamten był programowo utrwalaczem kolonijnego statusu Polski.

Polacy przed ponad dwustu laty podjęli podobną próbę naprawy Rzeczyspospolitej i zakończyła się ona katastrofą. Tym razem nie zagrażają nam ani stacjonujące pod Warszawą carskie wojska, ani pruskie, zas jedyne niebezpieczeństwo grozi od wewnątrz: piąta kolumna, agentury, malkontenci bolesnie odspawani od koryta, kompradorzy, szabesgoje i inni mianowani przez obce metropolie spece od strzyżenia „tubylczego bydła”. A tych przecież jestesmy w stanie pokonać, zwłaszcza, że od czasu zasponsorowanych przez „Filantropa” „spontanicznych” prostestów dorszowych ( z angielskiego: cod = dorsz ) mamy tych skurwisinów jak na patelni i jak na widelcu ( szczególnie rezuna Schetynę powinno się pociągnąć do odpowiedzialnosci za akcję „Widelec” z roku 2008 ).

PS

Kilka uwag dopełniających. Obiecałem wspomnieć o ministrach Waszczykowskim i Macierewiczu. Ten pierwszy jawi się niestety jako dosc miałki dyplomata, choć trudno spodziewać się, żeby raczkująca polska dyplomacja stała na poziomie brytyjskiej, mającej za sobą wieki nieprzerwanej tradycji. Najbardziej przeraża ciągłosc ( przejęcie pałeczki, że tak powiem ) w robieniu darmowej łaski Amerykanom czy posługiwanie się doradcami pokroju doszczętnie skompromitowanego  Grajewskiego vel Żurawskiego ( wywalenie dziada dwojga nazwisk na zbity pysk jest dzis warunkiem sine qua non jakiejkolwiek  polityki wschodniej ). Znowuż Tosiek „Straszne Oczy” Macierewicz, z jednej strony człowiek niezłomny i posiadający piękną kartę opozycyjną wymyka się jednoznacznej ocenie. Mój szwagier emerytowany trep ( w stopniu pułkownika ) twierdzi, iż oceniając Toska po owocach, możnaby go uznać za „ruskiego agenta”, który na przykład robiąc cały czas szum wokół sledztwa smoleńskiego de facto nie tylko nie przybliżył nas o krok do prawdy, ale jeszcze doprowadził do storpedowania możliwosci przekazania nam przez Rosjan wraku ( a była taka propozycja bodaj w 2012 ). Albo weźmy jego stwierdzenie w niedawnym felietonie dla RM:

Antoni Macierewicz: Niemiecka minister obrony zapewniła, że "każdy centymetr terytorium państw bałtyckich i Polski będzie broniony przez Niemcy i całe NATO"

Nawet biorąc pod uwagę, że język w dyplomacji bardziej służy zaciemnianiu faktów i zamiarów, niz ich ujawnianiu, to chyba są jednak pewne granice (sunt certi denique fines! ). Dlatego Bogu należy dziękować za istniejącą w Sejmie opozycję z prawej strony PiS-u ( scil. KUKIZ-15 ), za których zdrowie ( choćby takich młodych chłopaków jak Winnicki czy stawiający pierwsze kroki Andruszkiewicz ) polecam wypić „Ciechana”. 

KOMENTARZE

  • Do pięt, większość tzw. polityków, nie dorasta
    panu Markowi Jakubiakowi, prezesowi Ciechana.
    Trąci misiem, ale taka jest najprawdziwsza prawda !
  • @ Autor
    Zgrabne podanie. Zasługuje na przemyślenie. 5*
  • Autor
    Nic dodać nic ująć - na razie , gdyż tę tezę można będzie sprawdzić za parę lat - ale ciekawym jest, kiedy do gardła się Panu rzucą ci od "tak, ale !"
    Pozdrawiam życzliwie

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031