Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1675 postów 1247 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Wileńszczyna nadzieją na odrodzenie historycznego narodu.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Prawdziwi, historyczni Litwini czyli Polacy na Wileńszczyźnie pilnie potrzebują dzis naszej pomocy i wsparcia, ale w zamian mogą nam dać nieporównanie więcej.

 Jestem po przygnębiającej lekturze „Eseju o duszy polskiej” profesora Legutki ( 2008 ). Wg Autora kluczem do zrozumienia Polski po roku 1939 jest będące wynikiem wojennej hekatomby i kilkudziesięcioletniej okupacji komunistycznej zerwanie ciągłosci narodowej Polaków oraz mniej czy bardziej udane próby stworzenia zupełnie nowego narodu, odciętego i samoodcinającego się od wczesniejszego dziedzictwa, z przetrąconym kręgosłupem i przyciętymi skrzydłami, zamknietego w pudełku dzisiejszych granic, pozbawionego jakiejkolwiek wizji i skazanego na wieczne nasladownictwo.

W swojej recenzji  Polski Ortega? Pierwsze prawdziwe przeczyszczenie duszy  Grzegorz Lewicki pisze:

Doświadczenie braku ciągłości, z jakim boryka się Polska nie zostało dotąd opisane, ponieważ nie zostało nawet zidentyfikowane - twierdzi Legutko. Od początku II wojny światowej Polacy czują się wyłącznie przedmiotem, a nie podmiotem historii. Nie mają żadnego długofalowego celu, żadnego rozeznania w rzeczywistości, "ciągle szukają swojego miejsca, nadrabiają zaległości, dołączają do innych, zamiast zajmować się kształtowaniem współczesnego świata zgodnie z własnymi planami"[3]. Rozważając przyczyny tego stanu rzeczy, krakowski profesor wskazuje na kataklizm historyczny - nasz kraj w ostatnich wiekach stał się poczwórną ofiarą:terytorialnego zaboru, agresji niemieckiej, komunistycznego zniewolenia i społecznej destrukcji. Gdyby rzeczywiście wyobrażać sobie Polską jako pojedynczego człowieka, prawdopodobnie by nie przeżył tylu następujących po sobie urazów. Konstatacja niby oczywista, ale jak dotąd tylko dla politologów zagranicznych historia Polski to "scenariusz, jakiego nie wymyśliliby najwybitniejsi nawet powieściopisarze, uznając go za nieprawdopodobny"[4]. Natomiast wielu Polaków w latach 90-tych skwitowałoby twierdzenie Legutki pomrukiem, iż zwracanie uwagi na własną historię jest ponurym cierpiętnictwem. ( ... )

Obecny stan polskiego ducha wiąże Legutko z paradoksalnym, pośmiertnym triumfem komunizmu - władza totalitarna, po wyeliminowaniu fizycznym elity, dzięki potężnym manipulacjom wmówiła Polakom, że ich zniewolenie, brak własnego głosu w sprawach ważnych to ich największe dobrodziejstwo. Polska jawi się jako rzeczywisty przykład wcielanej w życie antyutopii ze stopniowanym modelem przymusowej przemiany świadomości. Fazy, jakie musi przejść społeczeństwo ku całkowitemu ubezwłasnowolnieniu są następujące: (1) fizyczne unicestwienie, (2) zniewolenie, (3) upokorzenie, (3) wyższa forma upokorzenia: pochwała despoty, (4) identyfikacja i stopienie z nim. W Polsce, twierdzi Legutko, z sukcesem zostały przeprowadzone wszystkie fazy, oprócz ostatniej[5].

Konsekwencje ich implementacji widać do dzisiaj: Polska dusza została tak przytłamszona intelektualnie, że obszar jakiejś historycznej konieczności, której się trzeba poddać[6] stał się aksjomatem przyjmowanym przez polskie masy bezrefleksyjnie, automatycznie, bez nawet najbardziej nieśmiałych prób dowiedzenia ich słuszności.To konieczność, a nie możliwość, podążanie za fatum zamiast przekonania o własnej mocy twórczej rządzi naszym życiem zbiorowym.Koniecznością powojenną był komunizm, z którego odpowiedzialni za jej kreowanie intelektualiści tłumaczyli się "heglowskim ukąszeniem", a wiec czymś przyniesionym z zewnątrz, za co rzekomo nie można wziąć duchowej odpowiedzialności. Teraz koniecznością jest bezkrytyczny konsumpcjonizm na wzór zachodnioeuropejski - ktokolwiek podejmuje się jego krytycznej analizy, zostaje uznany za odszczepieńca - wszak jego zasadność została potwierdzona przez prestiż państw, w których sięga on szczytu. ( ... )

Komunizm wpoił nam mianowicie niechęć do własnej przeszłości, jako do czegoś, z czego trzeba się wytłumaczyć, by zaraz potem odrzucić raz na zawsze, w dążeniu ku lepszej, przygotowanej przez innych przyszłości. Niestety, tymi schematami myślimy do dzisiaj, dążąc do imitacji, a nie innowacji. Wielki Brat - pisze Legutko - zmienił nasze myślenie i już jako ludzie o innych umysłach zadaliśmy mu ostateczny cios. W efekcie polska dusza jest niezdolna do twórczego wysiłku, chce mieć "święty spokój", jest zrezygnowana. Przyszłość ją pociąga, ale jest zbyt zakompleksiona, by wyobrazić siebie samą jako twórcę tej przyszłości.Chorobliwa mikromania, szukanie legitymizacji nie we wnętrzu własnej kultury, ale wyłącznie na zewnątrz, we wzorcach niezrozumianych i częstokroć nieodpowiednich w naszym kontekście kulturowym - oto objawy choroby duszy polskiej.Kibic procesów historycznych, a nie ich uczestnik; roztrzęsiony imitator gubiący się obcojęzycznej instrukcji obsługi, a nie panujący nad materią konstruktor;łasy na pochwały za własne lenistwo prostaczek, a nie poważany mąż stanu - oto Polak[8].

Wyróżnia się tym, że chętnie przyznaje, iż "bycie przeciętniakiem" jest właśnie aspiracją na miarę jego możliwości[9]

[ Czyż to nie Donald Tusk jak żywy, z jego ofertą ciepłej wody w kranie, znikający w rektum pani Merkel tak, że nie wiadomo, gdzie kończy się pani Kanclerz, a gdzie zaczyna Donald Tusk  - MacG ]

Legutko zauważa, że polskim życiem intelektualnym nie rządzą wcale trumny Piłsudskiego i Dmowskiego, jak twierdził Giedroyć[ oraz wierny uczeń tego przyjaciela Stepana Bandery, Adam Michnik -McG ], jakby narzucający kalkę dwudziestolecia na późniejsze dzieje Polski. Wręcz przeciwnie, rządzi nami jakaś dziwaczna intelektualna perwersja czerpiąca chlubę z wykorzenienia, co jest objawem spreparowania naszej świadomości. Co gorsza, współczesne elity reprodukują tę postawę, wymagając od aspirujących do niej młodych, aby składali deklarację bezwarunkowej lojalności ideologicznej, zamiast raportu ze swoich zasług dla kraju[10].

Zarówno Autor, jak i recenzenci zdają się być zgodni odnosnie nieodwracalnosci owego zerwania ciągłosci historycznej narodu, tymczasem twierdzę, iż Opatrznosc pozostawiła nam jeszcze jedną szansę na spełnienie się benedyktyńskiego hasła z Monte Cassino: succissa virescit – ucięte drzewo zazieleniło się. Tą szansą, bodaj już ostatnią, są prawdziwi Litwini ( „Litwo, Ojczyzno moja” ) czyli nasi polscy rodacy na Wileńszczyźnie i Laudzie.

Dwa pokolenia Polaków żyjący między Odrą a Bugiem zostały w takim stopniu poddane intelektualnej kastracji i wtłoczeniu przez komunistyczną propagandę w prokrustowe łoże „granic piastowskich / etnicznych”, iż fakt istnienia zwartych i w dodatku autochtonicznych srodowisk polskich na wschód od Bugu przyjmowane jest przez jednych ze zdumieniem, przez innych z zakłopotaniem, a przez zwolenników ahistorycznych bredni Jerzego Giedroycia wręcz z irytacją.

Wykoslawiająca dzisiejszą politykę polską antyrosyjska histeria jest atawistyczną pozostałoscią po strachu przed dawnym ZSRR z czasów, w których nie wolno było kwestonować nadrzędnej roli Partii, bo wkroczą Sowieci i będzie kolejny rozbiór.

Dzisiejsi post-Polacy histerycznie reagują na hasło „jeden [polski ] naród ponad granicami”, albowiem w ich mniemaniu musimy poswięcić naszych Rodaków za wchodnią granicą na żer tamtejszych, antypolskich nacjonalizmów, bo inaczej wkroczą Rosjanie i będzie kolejny rozbiór. Stąd niesławne „warto poswięcić litewskich Polaków dla współpracy z Sajudisem” z lat 90-tych, czy współczesne dopieszczanie banderowców przy jednoczesnym pohukiwaniu na lidera AWPL, Waldemara Tomaszewskiego za przypięcie grigorijewki.

Doprawdy, o ile pewną uległosc Polaków w PRL-u wobec inżynierii społecznej komunistów można uzasadniać obiektywną sytuacją geopolityczną, o tyle dzisiejsze kurczowe trzymanie się „linii Giedroycia” swiadczy o duchowym i intelektualnym skarleniu.

Przede wszystkim podajmy sobie dłonie z naszymi braćmi Polakami na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie i zacznijmy oddychać polskoscią pełną piersią. Przywróćmy niegodziwie i bezprawnie oderwane nam Kresy naszemu mysleniu i naszej kulturze. Zrzućmy intelektualny  kaftan bezpieczeństwa nałożony nam jeszcze przez komunistów. „Ojczyzna to ziemia i groby. Narody, tracąc pamięć, tracą życie”. A gdzie pochowani sąpolscy żołnierze polegli w 1919, 1920 i w 1939 roku oraz żołnierze Armii Krajowej, którzy zginęli w czasie operacji „Ostra Brama” w 1944 roku? Gdzie groby Piłsudskich, Bécu, Syrokomli, Bałzukiewicza, Wiwulskiego, Lelewela, Montwiłła, Ordy, Szmuglewicza, Tyszkiewicza, Wróblewskiego itd itd  [ Albo gdzie grób hetmana Żółkiewskiego, pierwszego Europejczyka, który zdobył Moskwę i jedynego, który ją okupował?  Żółkiew, to zaledwie 35km od dzisiejszej granicy. W 2011 roku Rada Miasta Żółkiew nadała honorowe obywatelstwo Stepanowi Banderze.  Na nagrobku Żółkiewskiego widnieje cytat z Eneidy: „Exoriare aliquis nostris ex ossibus ultor” ( nich powstanie z moich kosci msciciel ). Śmierć hetmana pod Cecorą pomscił jego prawnuk, Jan III Sobieski, ale testament założyciela Żółkwi wydaje się nadal aktualny ]. Wileńszczyznę trudno nawet nazywać Kresami, wszak to jedno z najważniejszych centrów Najjasniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów ( dzisiejsi bałtolitewscy szowinisci z Kowna rodem to tak naprawdę  odszczepieńcy, budujący sztuczną tożsamosc na zaprzeczeniu wielowiekowego dziedzictwa ).

Dzis nasi rodacy na Wileńszczyźnie pilnie potrzebują naszego wsparcia, przede wszystkim politycznego, ale to dzięki nim być może zaczniemy na nowo nawiązywać w sobie samych  to, co zostało tak brutanie rozerwane, być może zaczniemy czuć się w pełni Polakami.

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930