Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1731 postów 1468 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

My wam pokażemy analizę moczu!

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

*Ile pytań w referendum? Jak najwięcej! * Kto się boi demokracji oddolnej... *Niech oddaje kto pożyczał * Nasza propozycja: dziesięć zamiast pięciu!

 

Zanosi się więc na to, że możemy mieć dwa ogólnokrajowe referenda jednego dnia: pierwsze, trzypytaniowe, wdroży jeszcze stary prezydent, drugie, dwupytaniowe, miałby wdrożyć już nowy prezydent, ale w tej samej dacie, co pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów szacowanej na 100 milionów złotych arcydemokratycznej procedury decydowania. Przy okazji dostąpilibyśmy zaszczytu wpisania „polskiej demokracji” do Księgi Guinessa: dwa referenda w jednym dniu, tego jeszcze w historii polityki nie było! Gwoli ścisłości: nie wiadomo, czy nie było, starzy ludzie powiadają( bardzo starzy!), że w demokracji ateńskiej takie przypadki się zdarzały, ba – podobno obywatele Aten głosowali jednego dnia nawet nad kilkoma ważnymi decyzjami.
Tymczasem prezydent Komorowski nie jest kontent z zamiaru rozszerzenia listy pytań przez nowego prezydenta. „Po co dopisywać pytania, dopisać to się można do szkolnej wycieczki albo do pamiętnika” – powiada zgryźliwie, i myli się podwójnie, a właściwie – potrójnie. Na wycieczkę szkolną można się wpisać lub zapisać (dopisanie jest zapisaniem się); do pamiętnika można się wpisać, nie dopisać. No a po co dopisywać pytania do referendum? Jak to – po co? Żeby się rozszerzała i pogłębiała demokracja, której referendum jest szczytowym wykwitem!
Nasi posłowie i senatorowie są, owszem, naszymi reprezentantami, ale tylko w chwili wyboru. Już nazajutrz – na co mamy nieskończenie wiele dowodów – jakże wielu z nich przestaje reprezentować i wyborców, i programy, na które tych wyborców ułowili, a zaczynają reprezentować swe rodziny, krewnych, znajomych, sitwy i siuchty, w których tkwią po uszy lub w które popadają jak narkoman w uzależnienie. Co więcej – ci nasi „reprezentanci” wybierają potem rząd, który oderwany bywa najczęściej od wyborców jeszcze bardziej, niż sami „reprezentanci”. Nie przeszkadza to takiemu rządowi zaciągać na przykład pożyczki bez pytania o zgodę nie tylko „reprezentantów obywateli”, ale i samych obywateli, co to będą potem te pożyczki spłacać. Obywatele najczęściej nie mają też żadnego wpływu na sposób wykorzystania pożyczonej forsy. Rządy, które zadłużyły Grecję ani pytały obywateli w referendum, czy chcą tych pożyczek oraz na co chcieliby obywatele te pożyczki przeznaczyć. A przecież przy tak chwalebnej tradycji Aten w demokracji bezpośredniej można by bez trudu do tej tradycji nawiązać... Ale nie nawiązano. Za to „eksperckie” analizy greckiego długu przypominają dogłębne analizy moczu, ale po niewczasie, bo gdy pacjent już zszedł śmiertelnie na niewydolność nerek. Wypływałby stąd logiczny wniosek, że dług Grecji powinni spłacać ministrowie tych greckich rządów, które „pożyczkobrały”! W każdym bądź razie zanim obywatele greccy „zacisną pasa” – premierzy i ministrowie wielu kolejnych greckich rządów powinni za sprawą euro-komornika (jest taki komisarz-komornik, hę?) pójść z torbami, ich majątki na licytację i pod młotek. Byłby to bardzo budujący przykład, wspaniała pedagogika dla młodzieży, nie tylko greckiej, ma się rozumieć.
Niestety, wszystko wskazuje, że żadnemu z członków ekip rządzących dotąd Grecją włos z głowy nie spadnie, ani majątek żadnego z nich nie umniejszy się nawet o centyma. Nie da się natomiast wykluczyć, że premier Cipras politycznie przeziębi się nagle mimo fali upałów przelewających się przez Europę. Nie ma bowiem żartów gdy chodzi o to, kto kontroluje emisję pieniądza. Już stary baron Rothschild powiadał, że kto kontroluje emisję pieniądza – ten kontroluje władzę i politykę. Emisję euro kontroluje Europejski Bank Centralny w siedzibą we Frankfurcie nad Menem, a fakt, że jego prezesem jest Włoch, pan Mario Draghi (wcześniej wiceprezes u Goldman-Sachsa), niech nas nie myli: pan Draghi mógłby co najwyżej kontrolować wydatki swej żony gdyby nie łaskawa Angela Merkel. Wyjście Grecji ze strefy euro i powrót do drachmy to żaden problem, to problem techniczny; ale kto wtedy pokusiłby się o kontrolę greckiej polityki? O, to już problem polityczny. Tym bardziej polityczny, że rząd Jej Królewskiej Mości w Londynie też grymasi na członkostwo w Unii Europejskiej, też zapowiada referendum. Czy to nie Grecję właśnie podzielili w Jałcie Stalin z Churchillem, wedle formuły: 90 procent wpływów brytyjskich, 10 procent wpływów rosyjskich?... W tym kontekście staje się zrozumiała bardzo nerwowa reakcja rządu francuskiego na możliwość wyjścia Grecji ze strefy euro: prezydent Hollande tuż po 1 lipca, więc po oficjalnym bankructwie Grecji ale jeszcze przed niedzielnym referendum (wyznaczonym na 5 lipca) domagał się od kanclerz Merkel dalszego prowadzenia negocjacji, podczas gdy ta zaordynowała: czekać na wyniki tego referendum.
Czy doniesienia służb niemieckich i francuskich względem wyników tego referendum różnią się?... Czy może nie uzgodniono w tym wielkim zamieszaniu wspólnej taktyki służb wobec niesfornego rządu greckiego?... Czy może – ach, ach, bo i to jest możliwe, wszak life is brutal and full of zasadzkas... – może Angela sprzedała już kontrolę nad Grecją Anglikom i Rosjanom, w zamian za... No właśnie: w zamian za co? Oto jest pytanie! Cóż takiego dla Niemiec jest warte 300 miliardów euro?...
Ale nie zapuszczajmy się w te spekulacja zbyt daleko. Powróćmy raczej do głównego wątku: o wyższości referendum nad stanowieniem prawa przez „reprezentantów”, delegowanych na listy wyborcze przez wąziutkie, wąziuteńkie „sztaby partyjne” (ledwo kilkadziesiąt osób w skali całego kraju!), dotowane z budżetu państwa i spenetrowane przez tajne służby. I jak taki Komorowski może kręcić nosem nad rozszerzeniem listy pytań w referendum? Czyż obecna Konstytucja (sama poddana referendum!) nie stanowi w artykule 125: „W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe”?
Tak, tak - nie za dużo, ale stanowczo za mało mamy w Polsce referendów! Za dużo to mamy makulatury prawnej, tych unijnych dyrektyw rozpisywanych potem na nasze ustawy, produkowane w liczbie kilkuset rocznie przez naszych „reprezentantów”. Czemuż to dyrektywy wyrażone przez naród w referendach miałyby być gorsze od produktów euro-komisarzy, których nikt nie wybiera ani pośrednio, ani bezpośrednio, tylko mianuje wedle ich oportunistycznej giętkości? Toteż proponuję, aby listę pytań zaproponowanych przez Komorowskiego, a rozszerzoną przez Andrzeja Dudę uzupełnić jeszcze o kilka nowych. A zatem pytanie szóste: „Czy jesteś za przywróceniem kary śmierci za morderstwa”? Pytanie siódme: „Czy jesteś za zmniejszeniem liczby posłów i senatorów”? Pytanie ósme: „Czy jesteś za zmiana systemu parlamentarno-gabinetowego na system prezydencki”? Pytanie dziewiąte: „Czy jesteś za obniżeniem podatku VAT”? Pytanie dziesiąte: „Czy jesteś za zastąpieniem progresji podatkowej podatkiem liniowym”?
Mamy niepowtarzalną okazję za te same 100 milionów złotych uzyskać jasne dyrektywy narodu w „sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa”, jak powiada Konstytucja. Nie w pięciu – ale w dziesięciu! Na co się jeszcze oglądać?
No i to, że jeśli już zapiszą nas do Księgi Guinessa za dwa referenda w jednym dniu – niech nas też zapiszą za referendalny rozmach, za demokratyczną odwagę, za przodownictwo w krewieniu demokracji bezpośredniej. 10 pytań do rozstrzygnięcia bezpośrednio przez obywateli, ha!
A tym ciasnym, ograniczonym, sekciarskim dogmatykom z Brukseli, co to chcieliby demokracji ale wyłącznie pod komisarskim zarządem, odpowiedzmy Szwejkiem: „Ach, wy draby, my wam pokażemy analizę moczu!”.

Źródło: Marian Miszalski - Ach, wy draby, my wam pokazemy analize moczu

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930