Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1540 postów 726 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J23 na angielskiej prowincji alias ruski agent ps. "Moherowe Walonki Putina"

Adam Wielomski: W Kijowie realizujemy ...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W Kijowie realizujemy politykę korzystną dla Berlina i Waszyngtonu.

 

„Nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy” – to nieprawdziwe (pod względem formalnym) i zblazowane (propagandowo) hasło łączy wszystkich postsolidarnościowych polskich wschodnich mesjanistów politycznych. Wszyscy oni wychowali się na paryskiej „Kulturze” Giedroycia i wszyscy też bezrefleksyjnie powtarzają ten nonsens od kilkudziesięciu lat.
Dlaczego nonsens? Po pierwsze dlatego, że Giedroyć pisał to w kompletnie odmiennej konstelacji międzynarodowej, gdy nad Europą ciążył złowrogi, czerwony cień Związku Radzieckiego i wielkiego więzienia, jakim była Europa Wschodnia w latach 1945-1989. W sytuacji faktycznego uzależnienia od bolszewickiego Kremla każde działanie zmierzające do osłabienia komunistycznej Rosji mogło wydawać się sensowne. Oczywiście wpływ Polaków na PRL był skromny, a na podległość czy niepodległość Ukrainy kompletnie zerowy. W tej sytuacji szczytem marzeń była polityczna wywrotka sowieckiego imperium, a oddzielenie się od komunistycznej Rosji „kordonem sanitarnym” w postaci niepodległej Ukrainy wielu mogło wydawać się szczytem politycznych marzeń.
Ale tego świata sprzed 1989 roku już nie ma. Żadne „kordony sanitarne” i „strefy buforowe” nie są już nam do niczego potrzebne. Rosyjskich żołnierzy w Polsce już dawno nie ma, a armia rosyjska – wbrew temu, co twierdzi amerykańska i neokońska agentura w Polsce – nie zagraża naszemu krajowi militarnie w żaden sposób. W tej chwili Polsce bardziej zagraża banderowska w formie, a chyląca się ku upadkowi w praktyce tzw. niepodległa Ukraina. U naszych wschodnich granic problemem nie są sowieckie czołgi, lecz ukraińska anarchia.
Po drugie – miraż naszych idealistycznych giedroyciowców i płatnych neokonów łączy koniecznie niepodległość Polski z Ukrainą rządzoną przez banderowców i innych pogrobowców UPA. Jest paradoksem, że sfery rządowe na Ukrainie hołdują takim wizjom ideologicznym i symbolom historycznym, których propagowanie w Polsce jest prawnie zabronione jako propagowanie „ustroju totalitarnego”, czyli faszyzmu. Ostatnia eskapada Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego do Kijowa pokazała to aż nazbyt wyraziście. Gdy Prezydent Komorowski mówił o pojednaniu i zapomnieniu historycznych sporów, oddając cześć walczącym o niepodległość Ukrainy, to zaraz potem deputowani kijowscy – widocznie biorąc sobie te słowa do serca – uchwalili ustawę przyznającą bandytom z UPA status „kombatantów” i penalizującą tezy, jakoby nie walczyli oni o niepodległą Ukrainę, zajmując się raczej mordowaniem bezbronnej ludności cywilnej.
Osobiście bardzo wątpię, aby niepodległość Polski w ogóle była ściśle połączona z niepodległością Ukrainy jako taką. Jednak jeszcze bardziej wątpię, aby niepodległość Polski miała cokolwiek wspólnego z pogrobowcami ludzi, którzy kilkadziesiąt lat temu sprawili Polakom na Wołyniu krwawą rzeźnię.
Kto jest więc żywotnie zainteresowany utrzymaniem niepodległości przez Ukrainę i sprawowaniem na niej rządów przez ugrupowania postbanderowskie? Odpowiedź jest tutaj raczej jasna: Stany Zjednoczone i Niemcy. Amerykanie, przeciągając to państwo na stronę zachodnią, próbują radykalnie odmienić światową sytuację geopolityczną, wyrzucając Rosję z Europy. Przede wszystkim zaś marzą o bazach wojskowych na Krymie, pod Donieckiem i Charkowem, czyli u wrót Rosji, w pobliżu Moskwy. Spowodowałoby to radykalne przechylenie sił na arenie międzynarodowej na korzyść Waszyngtonu. Z kolei Niemcy interesują się surowcami ukraińskimi i tymi resztkami tamtejszej gospodarki państwowej, których nie rozkradli jeszcze oligarchowie. Innymi słowy: Niemcy chcą prywatyzować i tanio wykupić, a Amerykanie – pobudować tam bazy.
Jaki jest więc rzeczywisty interes Polski na Ukrainie? Polskie (nieistniejące) koncerny nie wykupią ukraińskiej gospodarki ani tamtejszych złóż węgla czy żelaza. Polska armia nie pobuduje baz u wrót Rosji. Nie mamy tam ani wielkich interesów ekonomicznych, ani militarnych. Realizujemy obecnie w Kijowie politykę korzystną dla Berlina i Waszyngtonu. W najlepszym wypadku świadczy to o niesamodzielności politycznej warszawskich elit politycznych, w najgorszym razie zaś o ich agenturalnym charakterze. Dajmy więc po środku: stosunek kliencki do Berlina i Waszyngtonu, gdzie własna racja stanu nie odgrywa żadnej roli.
Interes Polski na Ukrainie jest prosty. Po pierwsze – jesteśmy zainteresowani istnieniem ukraińskiej państwowości, gdyż nie jest w naszym interesie graniczenie z neoimperialną Rosją. Ten problem jednak nie istnieje, gdyż Władimir Putin nie dąży do aneksji całości tego kraju, zadowalając się co najwyżej nadgryzieniem go o Krym, Donieck i Ługańsk. Gdyby miał wjechać czołgami do Kijowa, to już dawno by to zrobił. Po drugie – jesteśmy zainteresowani Ukrainą nieszkodliwą, a więc słabą. Neobanderowski szowinizm zawsze potencjalnie jest niebezpieczny dla Polski i zawsze skłonny do antypolskiego sojuszu z Niemcami. Skoro nie mamy – podobnie jak Putin – w jaki sposób odsunąć od władzy w Kijowie neobanderowców, to powinniśmy być zainteresowani tym, aby przekształcić Ukrainę w luźną federację szowinistycznej części zachodniej i rosyjskojęzycznej części wschodniej, dzięki czemu całość będzie politycznie mało decyzyjna. Po trzecie – jesteśmy zainteresowani nie tylko decentralizacją polityczną Ukrainy, lecz także kulturową, przyjmując zasady autonomii kulturowej poszczególnych narodów zajmujących te tereny, ponieważ jest wśród obywateli tego państwa przynajmniej kilkaset tysięcy naszych rodaków i znajdują się tam setki zabytków naszej kultury. Państwo słabe nie jest zdolne do prowadzenia polityki nacjonalistycznej, rusinizacji swoich obywateli innego pochodzenia etc. Znakomicie rozumie to Budapeszt, popierający Rusinów i Węgrów z Ukrainy Zakarpackiej. Nijak nie rozumie tego, zapatrzona w Berlin i Waszyngton, Warszawa.
Mniej czytać makulatury Giedroycia, a więcej przemówień Orbána – tak można by podsumować recepturę dla polskich elit w sprawie ukraińskiej.
 

KOMENTARZE

  • Zachodnia Ukraina będzie użyta przeciwko Polsce kiedy nasz naród zorientuje się co uczyniono z krajem
    https://youtu.be/sToqtpS2llY?t=11m33s

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031