Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1703 posty 1381 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Aleksander Szycht: Egoisci ...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Aleksander Szycht: "Egoisci, dla których ludzka krzywda się nie liczy". Kresy24, 7 lutego 2015

Wypowiedź Marszałka Piłsudskiego „Naród wspaniały, tylko ludzie k…” o naszym

społeczeństwie znałem już wcześniej. Podobała mi się, śmieszyła. Ale dopiero

teraz, widząc wypowiedzi pewnych konkretnych „pimpusiów” w sprawie polityki

wschodniej, doceniam drzemiącą w niej mądrość. Najchętniej wyrzuciłbym im co

nieco, tak jak Emilian Kamiński w swoim słynnym „ostrym” wystąpieniu, po którym

odetchnął z ulgą.

Mam szacunek do pewnej części przeciwników konsekwentnych w swoich poglądach. Do

tych, którzy zmieniają poglądy po solidnych doświadczeniach i świadomymi

decyzjami również. Jedak przyznam się, że kiedy dziś widzę działanie sterty

młodych, miękkich lalusiów, którzy jeszcze niedawno tępili „machanie szabelką” i

krytykowanie jakiegokolwiek sąsiada za plucie na Polaków, bierze mnie pusty

śmiech.

 

Nie będę podawał konkretnych nazwisk by nie nobilitować pajaców. Chodzi mi o

niektórych pseudoanalityków do spraw wschodu. Takich z serii „Pożal się Boże”,

którzy swoją wiedzę, wraz z poglądami wciągnęli, dzięki artykułom z popularnej

prasy oraz „frajerskim” wypowiedziom służalczych polityków.

Jeszcze przed Majdanem widziałem ich twórczość internetową lub artykuły.

Farmazony wypowiedziane pseudoprofesjonalnym językiem. Ich wizja polityki

wschodniej to pseudopolityka pseudowyrozumiałości. Realizacja jakiegokolwiek

polskiego interesu, który jawiłby się w sposób bezpośredni interesem, groziłaby

ich zdaniem straszliwym polskim nacjonalizmem.

[ por. Grzegorz Kostrzewa-Zorbas”Polaków na Litwie można poswięcić dla zgody z „Sajudisem” – McG ]

 

Takie gogusie omal nie narobią w bieliznę, gdy się np. więcej niż delikatnie

wspomni o prawach Polaków na Litwie. Znane jest także ich jednoczesne oburzenie,

gdy się wspomni o nacjonalizmie ukraińskim, bądź litewskim. A jeszcze gorzej, by

je rozliczać. Tak właśnie demonstrują swój obiektywizm, pacyfikując głównie

swoich. To iście służalcza mentalność, którą międzypokoleniowo wchłonęli od

niektórych współczesnych gwiazd polityki, jedną nogą stojących w PRL-u.

Największy pisk z ich strony rozlegał się, gdy kopane środowisko litewskich

Polaków, bądź rodzin ofiar UPA upominało się o swój interes i „szkodziło”

dwustronnym stosunkom. Ach jak bardzo były to dla nich „zachowania

nieprofesjonalne”.

Gdy tylko te strony słabsze i zapomniane, np. polskich Kresowian coś tam

zrobiły, to z chęcią natychmiast oznajmiali: „Teraz to przesadzili”. I

największej przesady dopatrywali się zawsze w tym, co dla politycznie poprawnej

hałastry nie było „bon ton”. Nigdy nie interesowała ich prawda i w najlepszym

razie, jeśli jej nie przekłamywali, to trzymali zamknięte dzioby.

Odzywali się tylko wtedy, gdy np. ofiara, członek ich własnego narodu, wykonał

jakiś desperacki ruch, np. będąc w miłosnym uścisku litewskich szowinistów. Znów

było: „Oj, teraz przesadzili!”, ewentualnie: „No ja rozumiem, że coś, ale teraz

to jednak przesadzili!”. Teraz, kiedy dostali medialną instrukcję jak się

zachować, znienacka stają się niczym na komendę „dzielni”, nagle krytykując

Putina!

Obdarzają słowami krytyki jego świtę, której niedawno za zaszczyty oddaliby to,

co daje się po ślubie. Później oczywiście prosząc, by po łóżkowych pieszczotach

ich przytulili. Teraz nagle krytykują kraj znacznie potężniejszy, a wcześniej

„starali się rozumieć” Rosjan, Niemców, Litwinów, Ukraińców i nawet Marsjan

zawsze bardziej niż swoich własnych rodaków”.

Jak widać, wspólnota krwi, a już na pewno wspólnota duszy i celów stanowiła u

nich czystą teorię, fasadę. A teraz w kontekście Rosji robią się z nich niemal

„lisowczycy”. Wszystko jedynie dla kariery – nie różnią się niczym od koni

wyścigowych. Na wystrzał wylecieli z boksów i dążą tam, gdzie wyznaczona meta.

Reszta ich nie obchodzi.

A prawda jest taka, że gdyby Rosjanie wdarli się do naszego kraju, to owszem

zareagowaliby pierwsi, poprzez – parafrazując Monty Pythona – „narobienie w

zbroję”. Później, o ile nie zdążyliby zwiać, chętnie wzięliby udział w tworzeniu

struktur kolaboracyjnych. Do tego akurat są naprawdę profesjonalnie

przygotowani. Jakąż to we mnie budzą takie kameleony odrazę.

Niby to to się wszystkim interesuje, zawsze musi wyrazić swoje zdanie, choć w

większości spraw – w zderzeniu z czyjąś wiedzą i argumentami – pogmera toto,

pogmera i wnet się zwija. Najlepiej czuje się zaś na salonach, z grantami, jak

gdzieś im płacą za (nie)myślenie i mogą planować jak najlepiej dojść do tych

wniosków, których od nich oczekują, ci którzy politykę kreują.

Żadnych ambicji do ciężkiej pracy, żadnych ambicji do uzyskania czegoś po

uznaniu prawdy za istotną, żadnych instynktów, by sięgnąć wgłąb, tylko z prądem

niczym… Teraz akurat z prądem jest przeciw Rosji, ale wcześniej jak ktoś

dopatrywał się w tejże Rosji niewłaściwego zachowania wobec chociażby rodzin

smoleńskich, to robili „a fe – oni są chorzy psychicznie”.

Ewentualnie trzymali zamknięte dzioby. To najlepsze, na co było ich stać.

Zrozumiałbym, gdyby nie od razu zorientowali się w rosyjskim draństwie. I mnie

zajęło to dobrych kilka dni. Ale tkwienie w tym, a teraz nagle ślinotok retoryką

antyrosyjską i antyputinowską jest śmieszny.

Teraz całe to szambo zdobywa się na akty „bohaterskiej” krytyki Rosji, a z nimi

te młodsze, małe legwany i klakierzy, które niczym szczury powyłaziły z norek.

Po czym ich poznać? A po tym, że są dzielni wobec wielkoluda, gdy mają za swoimi

plecami odpowiednią postawę silniejszych i suną naprzód z tłumem.

Na jechanie pod prąd nigdy nie było ich stać oraz na kłopotliwą lojalność wobec

swoich rodaków, których gotowi byli sprzedać, tak jak i ideały oraz poglądy

naszych przodków z II RP. Nazywało się to już, nie jak za komuny „postępowe”,

ale „europejskie”. Teraz niczym ratlerki ujadają na wielkiego rosyjskiego

rottweilera uzasadniając to „polskim interesem” (sic!).

Topnieją zaś przed skandalicznymi zachowaniami nacjonalistów ukraińskich i

litewskich. Po tym właśnie można ich poznać. Zero myślenia, zero honoru, tylko

całowanie w dolną część pleców, no chyba, że usłyszą komendę tresera, aby iść w

inną stronę.

Nie jestem członkiem PiS-u bo nie we wszystkim się z tą partią zgadzam, ale

pytam: Gdzie są wszyscy ci, którzy ironicznie mówili, że „jak PiS dojdzie do

władzy to wywoła wojnę z Rosją?” Teraz sami ją obszczekują. Ma się wrażenie, że

przeciw rosyjskiemu imperializmowi zaraz nagrają pokojowy teledysk w stylu

Michaela Jacksona bo akurat nie trzeba na to odwagi. Przeciw nacjonalizmowi

ukraińskiemu na razie nie ma dyspozycji.

Nie mam siły do tej intelektualnej lewizny. To są ci sami goście, którzy masowo

krzyczeli: „Dosyć tego Katynia, dosyć tego Smoleńska, dosyć tego Wołynia” oraz

„Musimy zrozumieć Litwinów”, a także „Musimy iść dalej naprzód, robić z Rosją

interesy”.

Pretekstem zaś, by się oddać cieleśnie innym sąsiadom ze wschodu było właśnie

„odciąganie ich od Rosji”, w której de facto nie widzieli przecież zagrożenia!

Każdy kto je widział był „oszołomem”. Jakież to durne, jakież dwulicowe, co za

góry hipokryzji. Dziś te same knury najbardziej tłuką w bębny.

Nie mam nic przeciwko innym poglądom, nawet tym jawnie przeczącym inteligencji,

które wprawiają mnie niejednokrotnie w osłupienie. Jednak przenigdy nie

zrozumiem pajaców, którzy nagle, po zmianie koniunktury, nie uderzą się w

piersi, udają, że nic się nie stało i dołączają do tłumu, zakładając okulary

mikołaja z czerwonym nosem i białymi wąsami. Mam ochotę się śmiać, ale to raczej

godne politowania.

Wiem, że jak tylko byłoby trzeba, to nieśliby nie tylko rosyjską flagę, ale

wręcz czerwony sztandar, w innym wypadku podpisaliby też volkslistę lub byliby

na czele pochodu pierwszomajowego. Czasy się zmieniają, ale ludzie zawsze dzielą

się, na mniej lub bardziej dobrych, złych, obojętnych, przeciętnych,

sprostytuowanych. I niestety, to ci ostatni bywają często „najgłośniejsi z całej

wsi”.

Jeśli ktoś poczuł się dotknięty tym tekstem – to dobrze. Może czas wreszcie

skonfrontować się z własnym sumieniem.

Aleksander Szycht

Źródło: //kresy24.pl/63671/egoisci-dla-ktorych-ludzka-krzywda-sie-nie-liczy/

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031