Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1639 postów 1105 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Marian Miszalski: Chwila wspomnień.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

... czyli jak to z żydokomuną bywało.

 

Kilka dni temu pani posłanka Iwona Śledzińska-Katarsińska z PO zaprosiła mnie na towarzyskie spotkanie z okazji 25- lecia łódzkiej wkładki „Gazety Wyborczej”, przy powstawaniu której oboje m.in. pracowaliśmy w roku 1989. Poinformowała mnie, że z tej okazji ukaże się okolicznościowy druk, gdzie zamieszczone będą wspomnienia z tamtego okresu osób współtworzących wtedy łódzka wkładkę „GW”. Nadesłałem swoje wspomnienie – ale druk nie ukazał się. Podejrzewam, że ze względu na treść mojego wspomnienia...Natomiast w łódzkiej wkładce „GW” kilka dni po spotkaniu ukazały się inne wspomnienia, które nazwałbym krótko: „lukier, puder, wazelina”.
Pozwalam więc sobie przedstawić Czytelnikom (także „GW”) i moje wspomnienie, ot, żeby prawda nie cierpiała zanadto...
Przesłany p. posłance mój tekst zatytułowany był „Chwilka wspomnień” i brzmiał następująco:
„Człowiek całe życie uczy się, ale i tak umiera głupi – powiadają starzy ludzie. Artyści pocieszają: „Bo taka głupia to ja już nie jestem...” – śpiewała młodziutka przecież Krystyna Zachwatowicz w kabarecie.
Pod „okrągłym stołem” bezpieczniacy Kiszczaka i tzw. lewica laicka uknuli, że trzeba dać tej żydowskiej głównie lewicy gazetę codzienną, żeby promując „swoich” osłaniała zarazem komunistów przed odpowiedzialnością karno-majątkową. „Puławy” znów zeszły się z „Natolinem”, "Żydy” z „chamami”, wedle słynnej analizy prof. Witolda Jedlickiego w paryskiej „Kulturze” (nr 12/182). „GW” dostała więc od komunistów papier, maszyny drukarskie do dyspozycji, lokal i kolportaż i z powierzonego sobie zadania wywiązała się wzorowo. Ale w roku 1989 nie wiedzieliśmy jeszcze o tej zmowie i przyjmowaliśmy zapowiedź „gazety całej opozycji”, „gazety solidarnościowej” z ufnością. Znacznie później opinia publiczna dowiedziała się, że „gazeta całej opozycji” jest własnością ubogiej spółki-słupa, a wkrótce stała się intratą dzieci i wnuków „Puławian”.
Moja współpraca przy tworzeniu łódzkiej „GW” trwała krótko: ledwo po miesiącu dowiedziałem się, że rolę cenzora moich tekstów (czy tylko moich?) pełni Marek Edelman, nie mający ku temu żadnych kwalifikacji. Nie po to wyrwałem się spod cenzury komunistów, żeby teraz cenzurował mnie socjalista-bundowiec. Później polemizowałem nawet z Edelmanem, gdy – zamiast prywatyzacji – zalecał tworzyć w przedsiębiorstwach „rady robotnicze”; pytałem, kto odpowie materialnie w przypadku plajty? Zamiast odpowiedzi, łódzka „GW” nazwała mnie antysemitą. Drugi raz nazwała mnie antysemitą, gdy przejechałem się po oszuście i grafomanie Jerzym Kosińskim i podałem jego prawdziwe nazwisko: Lewinkopf. Odtąd epitet „antysemita” spływa po mnie, jak woda po gęsi. I za to „GW” jestem wdzięczny, bo kiedyś robił na mnie pewne wrażenie.
Marian Miszalski
Źródło:  www.marianmiszalski.pl
[ Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego okolicznosciowy tekst red. Miszalskiego nie ukazał się drukiem, przecież prawdę napisał ... ]

KOMENTARZE

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930