Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1678 postów 1259 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Gajowy Marucha: Listy z Nigerii i zagadnienia pokrewne.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Swoistym wariantem „nigeryjskich listów” są na naszym terenie próby rozpowszechniania wieści tak kretyńskich, że tylko skończony idiota może się na nie nabrać. I właśnie o wyłowienie tych idiotów chodzi.

 

Chyba nie ma na Internecie nikogo, kto nie zetknął by się z tzw. „nigeryjskimi listami”, znanymi również jako „nigeryjski przekręt 419″.
 
Chodzi o wysyłanie e-maili, w których odbiorca proszony jest zazwyczaj o pomoc w zdeponowaniu ogromnej sumy pieniędzy – zwykle są to kwoty rzędu kilku milionów dolarów – w zamian za procentowy udział w czyimś pokaźnym majątku. Może być też poinformowany, że ma otrzymać ogromny spadek. Jednak aby przeprowadzić te transakcje, odbiorca listu musi najpierw pokryć pewne niewielkie (w porównaniu z bogactwem, jakie wkrótce stanie się jego udziałem) koszty. Ale czym jest głupie 10 tysięcy dolarów wobec półtora miliona, jakie wkrótce otrzymamy? Gdy naiwny odbiorca złapie haczyk i wyśle „opłatę manipulacyjną”, oszuści znikają w bezdrożach Internetu.
Pierwsze listy nigeryjskie oferujące ogromne sumy pieniędzy pojawiły się w latach 80 ubiegłego wieku i były wysyłane tradycyjną pocztą. Były one pisane przez „wdowy” lub „dzieci” nigeryjskich urzędników rządowych, których wart miliony majątek mógł zostać zdeponowany tylko za granicą. Z tego powodu oszustwo to przyjęło nazwę listów „nigeryjskich”, choć obecnie wysyłane są z bardzo wielu krajów na świecie.
 
Istnieje wiele wariantów oszustwa nigeryjskiego, ale nie ma co wchodzić w szczegóły. Zasada jest jedna: łupić głupców.
Gajowy oczywiście otrzymał setki takich listów, które czasami czytał dla rozrywki. Przedzierając się przez fatalną nieraz angielszczyznę i topornie sklecone historyjki o bratanku byłego ministra finansów, który potrzebował nie czyjej innej pomocy, lecz właśnie gajowego Maruchy, aby przetransferować swój ogromny majątek za granicę – zastanawiałem się, dlaczego autorzy owych listów nie zadbali o minimalne nawet pozory prawdopodobieństwa. Czy jakikolwiek normalny człowiek da się nabrać na tak prymitywne próby wyłudzenia pieniędzy?
 
I trzeba było dopiero ludzi mądrzejszych ode mnie, aby wyjaśnili, w czym rzecz. Otóż „nigeryjskie listy” są CELOWO tak pisane, aby od razu odsegregować kompletnych idiotów od reszty. Oszuści nie chcą mieć kontaktów z osobami normalnymi, które szybko przejrzą ich grę, bo jest to dla nich strata czasu. Natomiast ci, którzy odpowiedzą na taki list, zdradzając tym samym naiwność, stanowią potencjalnie dobry materiał ludzki, którym warto się bliżej zająć.
 
Swoistym wariantem „nigeryjskich listów” są na naszym terenie – równie prymitywne i toporne – próby rozpowszechniania wieści tak kretyńskich, że tylko skończony idiota może się na nie nabrać. I właśnie o wyłowienie tych idiotów chodzi. Stanowią oni cenną grupę, za darmo i chętnie powielającą na Internecie każdą brednię, jaka została wyprodukowana w ośrodkach dezinformacji.
Klasycznym przykładem może być historia osławionego „maybacha” o. Tadeusza Rydzyka, który zresztą nam ani brat, ani swat. Wydawało by się, że skoro ów maybach naprawdę istniał, to nic prostszego dla dziennikarzy śledczych, jak dowiedzieć się jego numeru rejestracyjnego i zapodać go w mediach, ewentualnie dołączając zdjęcie. Co za problem?

Otóż nigdy i nigdzie nie udało mi się znaleźć jakiejkolwiek publikacji medialnej zawierającej ów numer, a liczne pytania w tej materii pozostawały bez odpowiedzi. Mimo to silna liczbowo społeczna warstwa imbecyli wciąż jeszcze czasami powtarza bajki o Rydzyku i jego maybachu.
Sporo lat temu, gdy jeszcze wiązaliśmy nadzieje z Radiem Maryja, pojawiały się informacje, iż nadajniki tej stacji umieszczone są również w Rosji. I znów nikt nie był w stanie odpowiedzieć na oczywiste pytanie: na jakiej częstotliwości one nadają? Ale wiadomo było, że „nadają”…
 
Kolejnym przykładem niech będzie wciąż żywa, niczym Lenin, legenda o „ruskich serwerach”, na których rzekomo były gromadzone, przetwarzane i oczywiście fałszowane wyniki wyborów w Polsce. Oczywiście nikt nie był w stanie podać ani nazw tych serwerów, ani ich adresów IP, ani jakiego te serwery były rodzaju, ani gdzie stoją.

Fakt, że mimo działalności „ruskich serwerów” do władzy w Polsce regularnie są wybierani paranoidalni rusofobi, też nie przemówił polskim idiotom do rozumu. Legenda ta jest wciąż żywa i trzyma się dobrze, zwłaszcza podczas fali antyrosyjskiego amoku, jaki ogarnął Polskę w tym roku.
Pominiemy fałszywki drobniejszego sortu, wśród których wyróżniają się te, które przypisują żydowskie pochodzenie w jakiś sposób niewygodnym osobom, np. prezydentowi Putinowi czy byłemu prezydentowi Iranu Ahmadineżadowi. Pomińmy przypisywanie niezmiernych bogactw (w domyśle zdobytych nieuczciwie) temuż Putinowi… albo zrzucenie bomby atomowej na Ukrainę przez Rosje, „udokumentowane” zdjęciem.
 
Warto jednak wspomnieć o innej, dość obrzydliwej prowokacji, chętnie powielanej na Internecie.
 
Oto jej treść:
Savoir-vivre dla oficerów rosyjskich: Rozkaz z dnia 20 sierpnia 1807 roku dla oficerów Suzdalskiego Pułku Muszkieterskiego
W związku z zaproszeniem na bal, który wydaje polski książę Sanguszko, rozkazuję oficerom być ubranym w nowy mundur galowy. Na bal do polskiego księcia należy zjawić się dokładnie o 8 godzinie wieczorem. Po przybyciu należy sprawdzić swój mundur, aby nie było widoczne gołe ciało w miejscach kuszących.
Po wejściu do sali nie wolno na podłogę smarkać, należy mieć przy sobie czyste chustki. Nie należy pisać na ścianach salonów sprośnych rzeczy ani rysować kuszących części ludzkiego ciała. Po zjawieniu się polskich kobiet, prowadzić się jak najbardziej skromnie. Tyłkiem do twarzy kobiet nie wolno się odwracać, podczas rozmowy z pięknymi szlachciankami rąk w kieszeniach niewolno trzymać ani ruszać swego członka.
Podczas tańców nie wolno podstawiać damom nóg, aby te padały, nie wolno ich sobie na kolana sadzać i macać za tyłek. W bufetach nie spijać się, nie spluwać po kątach i nie smarkać się przy pomocy palców. Podczas kolacji za stołem nieprzystojnych słów nie wymawiać i pod stołem obok siedzącym damom nie należy wkładać członków w ręce.
Po kolacji nie wychodzić srać na balkon, a korzystać z przeznaczonych do tego miejsc. Przy pożegnaniu ukłonić się trzykrotnie na francuski styl i w ogóle na balu prowadzić siebie dostojnie, jak to przystało dla rosyjskiego oficera.
Podpisał Dowódca pułku, pułkownik Zorubliow”
 
Nigdzie na sieci nie udało mi się znaleźć żadnej sensownej wzmianki o dowódcy pułku Zorubliowie – z wyjątkiem „niezależnych” polskich witryn, odpisujących jedna od drugiej. Natomiast pewne informacje znajdują się na witrynach rosyjskich: żaden taki pułkownik nigdy nie istniał, nie ma go ani w spisie dowódców, ani szefów pułków w latach 1796-1815, a sam „rozkaz” to typowy przykład wojskowego humoru, powszechnego w tamtych czasach.
(Zob. np. //lurkmore.to/%D0%9F%D1%91%D1%82%D1%80_I – w jęz. rosyjskim).
 
Gazetopolacy przedstawiają to jednak jako autentyk, świadczący o fatalnym wręcz braku kultury u rosyjskich oficerów – którzy skądinąd właśnie słynęli z dobrych manier.
I tak sobie krąży po Polsce polski wariant „listów nigeryjskich”, służąc odsiewaniu kompletnych idiotów od reszty normalnych ludzi. Tacy idioci przedstawiają wszak dla kolejnych rządów pewną wartość – jako darmowi kolporterzy fałszywek i dezinformacji oraz jako tzw. „opinia publiczna”.
 
Gajowy Marucha
 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930