Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1606 postów 944 komentarze

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

A.Szycht o ruskich szpiegach faktycznych i urojonych.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dawno ostrzegałem, że stygmatyzowanie przez mainstream każdego inaczej myślącego przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego: wepchnie część zdesperowanych ludzi w ręce propagandy rosyjskiej. A wojenka polsko-polska zawsze była dla Moskwy korzystna.

 

Jest publicysta, który w ciągu kilku miesięcy zdobył pozycję, na którą inni czekają latami: albo się go bardzo lubi albo nie cierpi. Na stałe grono zagorzałych wielbicieli i wrogów pracuje się zazwyczaj znacznie dłużej. Zdaję więc sobie sprawę, że czy go będę krytykował czy chwalił, to tak czy inaczej zostanę „ukamienowany” przez którąś grupę moich znajomych. A jest go zarówno za co chwalić, jak i krytykować.
Na pewno na pochwałę nie zasługuje to, że w swoim dziennikarstwie wali bez opamiętania także w ludzi godnych szacunku. Nie zmienia to faktu, że są i tacy, którzy na tę krytykę solennie zasługują.
Tytuł artykułu Dawida Wildsteina, o którym mowa – na Niezależnej „Uwaga na pseudokresowe portale. Odebrać Kresy rosyjskim agentom” brzmi intrygująco. Faktycznie bowiem aktywność prorosyjskich wpisów w Internecie, podszywających się pod wolę Kresowian, jest dziś niemała. Tyle, że zdecydowana większość tych wpisów to żadna „ruska robota”, czasem tylko można podejrzewać rosyjską inspirację.
To po prostu zwykła reakcja części ludzi na narzucanie im jednostronnego i „jedynie słusznego” przekazu. Akcja rodzi reakcję. Jeśli mainstream automatycznie przypina łatkę „rosyjskiego szpiega” każdemu, kto przypomina o zbrodniach banderowców lub obawia się odrodzenia neobanderyzmu, każdemu kto ma poczucie żalu, że Ukraińcy nie doceniają naszego wsparcia, a niekiedy okazują nam wręcz niewdzięczność, to siłą rzeczy wielu ludzi się radykalizuje. To wcale nie znaczy, że każdy tekst dyktuje im wysłannik Putina.
Poirytowani będą więc atakować zaciekle Ukraińców, niejednokrotnie wszystkich ich nazywając hurtem „banderowcami” i z czystej przekory chwalić Rosjan. A jeśli przekaz głównych mediów i wypowiedzi polityków utwierdzają ich w przekonaniu, że tak bliską im problematykę męczeństwa Polaków na Kresach próbuje się poświęcić „w imię wspierania Ukrainy” – będą radykalni tym bardziej.
Jest także grupa zaślepionych naiwniaków, ślepo wierzących w sojusz z Rosją – tymi właśnie rosyjska agentura wpływu może manipulować najskuteczniej i poprzez nich wpływać również na tych pierwszych, wykorzystując przy okazji hasła kresowe.
Dawno ostrzegałem, że stygmatyzowanie przez mainstream każdego inaczej myślącego przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego: wepchnie część zdesperowanych ludzi w ręce propagandy rosyjskiej. A wojenka polsko-polska zawsze była dla Moskwy korzystna.
Tymczasem to nie poglądy „prorosyjskie” czy „prokukraińskie”, jak zdaje się sugerować Dawid Wildstein, decydują o tym czy ktoś jest Kresowiakiem czy „pseudokresowiakiem”. Takie podejście pachnie wyraźną chęcią koncesjonowania przez autora tematu „kresowości”. Decyduje o tym to jaką wagę ktoś przywiązuje do polskiej racji stanu na Kresach i w Macierzy. A to już jest naprawdę sprawą osobistych poglądów.
Trudno nie zgodzić się z napiętnowaniem przez autora kuriozalnych stwierdzeń, że Rosja, jako sprzymierzeniec, zapewni nam geopolityczne bezpieczeństwo i będziemy z nią walczyć ramię w ramię o prawdę historyczną. Co więcej, są nawet i tacy „mędrcy”, którzy twierdzą, że Rosja dopilnuje abyśmy byli silnym państwem i poprze naszą politykę imperialną. Ile w tym trwającej od setek lat głupoty, a ile precyzyjnej agentury wpływu – trudno zmierzyć. Pewnie pół na pół.
Warto jednak zauważyć, że takie same dyrdymały, tyle że w drugą stronę, głoszą ukraińscy nacjonaliści. Pomijając już nawiedzonych radykałów w rodzaju Tarasenki z Prawego Sektora czy Iriny Farion ze Swobody, która z jej podobnymi siedzi w parlamencie, rękę po Przemyśl wyciągają także aktywiści partyjni, którzy uchodzą u nas za „nie-radykalnych”.
Dawid Wildstein powołuje się na zaledwie 3-procentowe poparcie dla nacjonalistów w ukraińskich wyborach prezydenckich, co ma być dowodem ich niewielkiego wpływu (zabawne, że oni sami też używają tego argumentu, aby udowodnić, iż są „niegroźni”). Warto więc przypomnieć, że jeden z nich, Petro Sawczuk – zwolennik korekty granicy na korzyść Ukrainy i „wielki przyjaciel Polski” – stał się nawet doradcą marszałka Województwa Lubelskiego.
Inny rewizjonista – Rościsław Nowożeniec, wieloletni działacz partii Julii Tymoszenko, wydał książkę, w której twierdzi, że polskie sukcesy w historii to tak naprawdę sukcesy ukraińskie, sławni Polacy to Ukraińcy i w ogóle Polacy to spolonizowani Ukraińcy z plemienia Polan znad Dniepru. Neobanderowscy radykałowie zajmują dziś kilka ważnych stanowisk, które w ich rękach są zdecydowanie niebezpieczne.
Czy w walce o prawdę historyczną z kłamstwami rosyjskimi mamy więc mieć za sprzymierzeńców absolutnych szaleńców? Czemuś jednak autor pomija te środowiska milczeniem. Nie pasują do ogólnego kierunku medialnej szarży?
Dziś równie dużo jest rosyjskich trolli głośno wyrażających „wolę Kresowian”, jak neobanderowców „broniących polskiej racji stanu”. Jako potomka rodziny kresowej wzrusza mnie to nie mniej niż „piękne wsparcie Niemiec dla polskiego kandydata w Unii”. Wspaniałe „wielostronne pojednanie” przez lata głoszone przez redaktorów z Czerskiej najwyraźniej zaczyna przynosić plon.
Wróćmy jednak do autora i jego artykułu. Pomimo zmodyfikowanego na Niezależnej w stosunku do oryginału tytułu: „Uwaga na kresowe pseudoportale”, okazuje się, że chyba nie o portale Wildsteinowi chodzi. Najwyżej o jeden portal, z którym autor od jakiegoś czasu prowadzi prywatną bitwę na ciastka z kremem, czyli Kresy.pl. Wbrew tytułowi tekst dotyczy bowiem bardziej trollingu, niż rzeczywistych czy wydumanych przewin Kresów.pl. Pod adresem portalu nie padają żadne konkretne zarzuty, a jedynie ogólniki, które można sprowadzić do oskarżenia o to, że ma odchył od jedynie słusznej linii.
Kresy.pl różni jednak od Wildsteina to, że portal ten od lat profesjonalnie zajmuje się sprawą banderowskiego ludobójstwa i monitoringiem współczesnego nacjonalizmu ukraińskiego. Robił to kiedy jeszcze nikt nie słyszał o Dawidzie Wildsteinie i Majdanie oraz namiętnie piętnowano najmniejszy – realny czy wydumany – przejaw rusofobii. Portal nigdy się do tego mainstreamowego chórku nie włączał.
Pod tym względem nic się w polityce redakcyjnej nie zmieniło, w odróżnieniu od wielu redakcji, które po Majdanie nagle dokonały światopoglądowego skrętu o 180 stopni. Grzech Kresów.pl polega na tym, że nie stoją na baczność w jednym propagandowym szeregu relacjonowania wydarzeń na Ukrainie.
I jeszcze jedna różnica: tematykę historii i realnego zasięgu neobanderyzmu w ukraińskim społeczeństwie Kresy.pl znają znacznie lepiej od Wildsteina. Nie twierdzę, że nie zna on Ukrainy. Nie poznał jednak ukraińskiego nacjonalizmu na tyle, aby z takim przekonaniem twierdzić, że nie jest on równie groźny jak Rosja. Choć i tak autor jest w swojej arbitralności stonowany, na tle panującej obecnie prawidłowości, że ludzie, dla których Ukraina stanowi czarną magię, mają skłonność wypowiadać się znacznie głośniej niż ci, którzy mają realną wiedzę.
Jeśli autor faktycznie uważa, że Kresy.pl robią robotę na korzyść tejże Rosji to powinien na tyle wyspecjalizować się w temacie ukraińskiego nacjonalizmu, aby móc przeprowadzić jakiś konkretny dowód, albo choćby wytknąć im błędy. Na razie myli się bowiem nawet w statystykach dotyczących ofiar zbrodni UPA.
Wildstein zapewnia, że potrafi oddzielić ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego i Kresowian walczących o prawdę na temat banderowskiego ludobójstwa od rosyjskiej agentury wpływu i pożytecznych idiotów. To wbrew pozorom wiele, gdyż niektórzy znani mu dziennikarze względem księdza i Kresowian w głupotach i niemalże oskarżeniach posuwają się bardzo daleko. Świadczy to z pewnością o klasie dziennikarza.
Za rzetelne dziennikarstwo nie można natomiast uznać mylącego tytułu artykułu, wymiany kopniaków z nielubianym przez siebie portalem i zestawienia z adwersarzami zdjęcia wulgarnie wymazanych drzwi, choć nie wiadomo czy zrobił to autor czy sama redakcja.
Pisząc o oparach absurdu rosyjskiej propagandy, nie powinno się stosować podobnych metod. Argument, że sowieci byli dla Polski gorszym wrogiem niż UPA bo wymordowali znacznie więcej Polaków poraża swoją naiwnością.
Oczywiście, że sowieci wymordowali więcej bo ich armia liczyła miliony, a UPA nędzne 40 tys. (i to w porywach). Sowieci działali znacznie dłużej i na całym terytorium Polski, a banderowcy krócej i tylko w kilku województwach, bo już nawet nie na Ukrainie za Zbruczem. Panowanie UPA nie było całkowite bo realna władza należała do Niemców, którzy do banderowskich zbrodni mieli ambiwalentny stosunek. Byli też Węgrzy, którzy bronili Polaków oraz Armia Krajowa, która stawiała banderowcom opór.
Sowieci mieli o wiele większy „komfort” mordowania – Żołnierze Wyklęci w dłuższej perspektywie nie mieli szans się im skutecznie przeciwstawiać. Skoro więc zaczynamy się bawić w licytację na liczby to zauważmy, że UPA wymordowała co najmniej trzy razy tyle Polaków, ile sama liczyła członków. W większości mordowała kobiety i dzieci. A ile by wymordowała, gdyby liczyła tyle ile Armia Czerwona i NKWD, a przy tym miała podobne jak sowieci możliwości? Proste równanie matematyczne daje wynik, o którym aż strach pomyśleć.
Dawid Wildstein pisze, że rosyjscy najemnicy mordują tam (w Donbasie – przyp.) niewinnych ludzi pod flagami z czerwoną gwiazdą, publicznie deklarując swoje przywiązanie dla największego z morderców Polaków (obok Hitlera) – Stalina. Ma oczywiście słuszność. Dlaczego jednak nie bulwersuje go fakt, że niektórzy ukraińscy ochotnicy walczą z wymalowanymi na hełmach swastykami i znakami SS i deklarują przywiązanie do trzeciego kata Polaków – Bandery? Bo nie wiedzą o ludobójstwie UPA lub w to nie wierzą? Bo nie wiedzą czym było SS? Pewnie i rosyjscy najemnicy nie słyszeli lub nie wierzą w Katyń. A może wielu spośród i jednych i drugich tamte zbrodnie na Polakach bynajmniej nie bulwersują?
Nawiasem mówiąc pojawiają się doniesienia, że również ukraińskie oddziały dopuszczają się zbrodni w Donbasie. Nie jestem w stanie zweryfikować, czy to prawda czy tylko rosyjska propaganda, ale wiem, że na wojnie różnie bywa. Oba nacjonalizmy mają w tym względzie straszne tradycje. I szczerze wątpię, czy jest to w stanie jednoznacznie zweryfikować Dawid Wildstein, mimo swoich podróży na Ukrainę.
Autor pisze, że to nie Ukraina, lecz Rosja była dla nas przez wieki zagrożeniem. To prawda. Ukrainy po prostu jako osobnego państwa nie było. Zagrożenie stwarzali jednak niejednokrotnie ci, do których obecnie wielu Ukraińców chętnie nawiązuje. Pół biedy kiedy chodzi o Kozaków, choć i oni mieli przecież na sumieniu wiele zbrodni. Ale i niektórym naszym dowódcom z XVI-XVIII w. niejedno można zarzucić, choć nie w takiej skali. Kozactwo, w odróżnieniu od UPA, da się w całokształcie naszej historii bronić, wykazując w tym kontekście także polskie błędy polityczne.
Co innego z banderowcami – tu nie ma żadnego usprawiedliwienia. Wbrew uporczywym próbom ocieplenia wizerunku UPA poprzez pokazywanie jej walki z sowietami, guzik to da. Proporcje i okrucieństwo zbrodni nie podlegają dyskusji. Jak mawiał prof. Wieczorkiewicz, cytując jednego ze spolonizowanych Rosjan, cenionego zresztą przez Piłsudskiego: Nie dodawaj kompotu do gówna, bo gówna nie naprawisz a kompot zepsujesz.
Mam, niestety, wrażenie, że Dawid Wildstein, którego wszak cenię, uprawiając gimnastykę językową i przemilczając niektóre fakty, próbuje właśnie dodawać owego kompotu do neobanderyzmu. Niczego nie naprawi, a od takich zabiegów samemu można się zepsuć. Szkoda by było bo to zdolny publicysta.
Biorąc za dobrą monetę jego uwagi o trollach rosyjskich, analogicznie 24 marca 2014 r. zwróciłem mu uwagę na jednego z neobanderowskich trolli na jego własnym facebookowym forum. Facet nazwał ludobójstwo OUN-UPA „powstaniem antykolonialnym”. Prosiłem, by Dawid Wildstein przynajmniej się od tego odciął. Nie zrobił tego. Pominął sprawę milczeniem. Czy dlatego, że ten facet popierał go wcześniej na forach?
Potem na profilu Wildsteina odezwał się po raz kolejny ten sam neobanderowski troll, który o mordowaniu polskich kobiet i dzieci tak napisał:
Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej nie było żadnego „ludobójstwa”. Natomiast rzeczywiście oceniam ruch banderowski jako powstanie antykolonialne przeciw polskim jaśniepanom.
Treść kłamliwa, retoryka sowiecka w neobanderowskim wydaniu. Niestety, na to Dawid Wildstein również nie zareagował. Duży zawód i nieodparte wrażenie stosowania podwójnych standardów…
Po tym artykule wielu moich znajomych podzieli się pewnie na dwie pozornie przeciwne sobie grupy. Pierwsza z nich przyklaśnie ciepłym słowom o Dawidzie Wildsteinie, a krytykę przemilczy lub gniewnie pomruczy. Druga zrobi dokładnie odwrotnie. Pierwszym nie mam nic więcej do powiedzenia ponad te argumenty, które przytaczam w tekście.
Drugim wyjaśniam: mimo mojego głębokiego sprzeciwu wobec części stwierdzeń Wildsteina, co pewien czas natrafiam w jego tekstach na wypowiedzi naprawdę cenne, jak chociażby ta, że Kresy są fundamentem naszej tożsamości. Przypominam o istnieniu wyjątkowo perfidnej bandy bydlaków, którzy od lat próbują to zanegować w ramach szerokiej dezinformacyjnej kampanii na rzecz tzw. „demitologizacji Kresów”. Ich cel jest taki sam jak niegdyś komunistów: wykastrowanie Polaków z polskości, z wielkich idei, wspomnień, chwały przodków, ambicji. Udając często teksty naukowe, faktycznie jest to pseudonaukowa manipulacja. Dawid Wildstein swoim krótkim, prostym sformułowaniem daje im zdecydowany odpór.
Inny pozytywny przykład to chociażby przypomnienie przez Wildsteina planu odgórnej rozgrywki antysemityzmem przez sowietów od czasów stalinowskich. Wielu tego po prostu nie zauważa. Miotają się między oburzeniem za poruszanie tego tematu tak jak salon, który klasyfikuje to jako „tradycyjny polski antysemityzm”, a stwierdzeniem, że „wszystko to żydostwo”. Nawet w tekście, który tu krytykuję, Wildstein celnie wypunktował rosyjskie stwierdzenia o Katyniu, jako mordzie rzekomo dokonanym przez Żydów, jak gdyby to nie Rosjanie byli zań odpowiedzialni.
Wildstein zajmuje się niekiedy swoistą melioracją „śmierdzących bagienek”, których niemała część innych dziennikarzy boi się dotykać. Zostawiają to radykałom, z czego z pewnością cieszą się piewcy „wielkiego polskiego antysemityzmu”.
Tak więc, choć mam stosunek do neobanderyzmu całkowicie od Wildsteina odmienny i oburza mnie praktyka robienia „ruskiego agenta” z każdego, kto ma choć trochę inne zdanie, doceniam niektóre jego tezy i bynajmniej nie zamykam oczu na faktyczne działania rosyjskiej propagandy.
Rozumiem, że to wyjątkowo jaskrawa rosyjska perfidia: z jednej strony kreowanie „wspólnego mianownika” Polak – Rosjanin – dwie ofiary żydowskiej rozgrywki (tzn. gdyby nie „żydowskie mącenie” to na pewno by się dogadali). Z drugiej strony – współfinansowanie przez Rosjan „Pokłosia” i ukłon w kierunku tych środowisk żydowskich, które nas bardzo nie lubią.
Odpowiedzialność rosyjska za Katyń jest faktem, tym bardziej, że Rosjanie chcą dziś z imperialnego sowieckiego dziedzictwa korzystać w równym stopniu, co z dawnej potęgi Rosji carskiej. Dawid Wildstein powinien jednak przyznać: tak samo jest z ludobójstwem wołyńsko-małopolskim. Ukraińcy nie są odpowiedzialni za czyny bandy dewiantów i wojennych zbrodniarzy, będących małą częścią ich dawnej społeczności. Ale tylko dopóki nie zechcą budować swojej obecnej tożsamości na UPA.
W tym drugim przypadku zamoczą się jak Bohun, tyle że nie w smole – przynajmniej na tym świecie – lecz w szambie.
 
Aleksander Szycht
 

KOMENTARZE

  • Rosyjska agentura to wymysł...
    http://niepoprawni.pl/tagi-z-blogow/rosyjska-agentura-w-polsce

    Pozdrawiam
  • Dużoś się napisał, żeby nie zauważyć sprawy najważniejszej.
    Wildstein jest człowiekiem inteligentnym i przebiegłym, i głęboko nienawidzi Polski i Polaków, on dobrze wie co i dlaczego pisze.
    Jeżeli akowcom przypisywano masowo współpracę z gestapo to nie dlatego żeby ktoś w to wierzył, bo oni doskonale wiedzieli że są to wymysły. Bo jak posadzić uczciwego polskiego patriotę na krześle i wbijać mu szpilki pod paznokcie, a później rozstrzelać? Bardzo nieładnie. Ale jak się zrobi z niego agenta gestapo, to już bardzo ładnie, należy mu się. Nie przypadkiem podczas procesów pokazowych za czasów Stalina wymagano aby podsądny (często były wysoki funkcjonariusz komunistycznego aparatu) przyznał się sam osobiście do rozlicznych zmyślonych przestępstw (nawet były robione próbne procesy wcześniej, aby inscenizacja wyszła naturalnie). Mogli go zwyczajnie rozstrzelać gdzieś w lesie i po sprawie, ale to nie o to chodziło, on miał przestać istnieć jako człowiek. Nawet jednemu z funkcjonariuszy postawili zarzut spółkowania z kozą. Pewnie nie spółkował, ale jaki piękny przekaz do społeczeństwa, sami widzicie istny degenerat. Na tym to polega.
    Wildstein w pełni świadomie kopiuje ten system ( i nie on jeden, ich są całe zastępy). Każdy kto ma zdanie nie takie jak trzeba, to ohydny ruski agent, ohydny zdrajca swej polskiej ojczyzny. Każdy rozumie że takiego tylko pod mur, szczególnie gdyby doszło rzeczywiście do wojny - pod mur, zabić zdrajcę. To jest system sygnalizowanego, działającego na podświadomość i też na świadomość terroru. Bo każdy Polak dobrze wyczuwa co może oznaczać oskarżenie o agenturalną współpracę z wrogiem. Więc może lepiej już nie pisać szczerze, a wziąć mordę w kubeł?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30