Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1734 posty 1477 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Marian Miszalski: Pod latarnią jak pod latarnią.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Mieliśmy nie jedno, ale dwa Monachia: Duże Monachium amerykańsko-rosyjskie w Finlandii i Monachium Mniejsze ( w Mińsku?) – rosyjsko-niemieckie.

 

*Monachium Większe i Mniejsze *Kto będzie doił – kogo wydoją?
*Premier utracił kontrolę nad służbami! * Mamy więc deflację zamiast inflacji
No i wreszcie wyjaśniła się sytuacja Ukrainy! Wyjaśnia ją nam zdementowana przez rosyjskie władze informacja, jakoby w Finlandii spotkali się tajnie przedstawiciele Ameryki i Rosji ustalając, że owszem, Ukraina będzie mogła stowarzyszać się do woli z Unia Europejską ale na warunkach stowarzyszenia, jakie podyktuje jej Rosja. Ma się rozumieć, że o żadnym przystąpieniu stowarzyszonej z UE Ukrainy z do NATO mowy być nie może. Rosjanie nadto spokojnie zastanowią się, jakie gospodarcze warunki takiego stowarzyszenia się Ukrainy z UE muszą być jeszcze spełnione i w stosownym czasie obwieszczą to władzom „niepodległej” Ukrainy.
Wierzymy tylko zdementowanym informacjom i dlatego ten międzynarodowy, globalny aspekt sprawy ukraińskiej uważamy za ostatecznie wyjaśniony.
A jako że sprawy europejskie Amerykanie pozostawili Niemcom i Rosji – aspekt węższy, europejski rozstrzygnęli już między sobą kanclerzyna Merklowa i prezydent Putin. Kanclerzyna Merklowi uznała tajne uzgodnienia amerykańsko-rosyjskie w Finlandii i zaraz oświadczyła, że żadne bazy NATO ani amerykańskie na Ukrainie czy gdzie indziej w Europie środkowo-wschodniej nie są potrzebne (przecież trzeba Amerykę wypychać z Europy niezależnie od tego, jak daleko sama się wycofuje...) i przychylnie odniosła się do koncepcji federalizacji Ukrainy. Znaczy się: niech Rosjanie utworzą sobie swoją Doniecką czy inną republikę na wschodzie Ukrainy (może dwie, a nawet trzy?), oczywiście w ramach sfederowanej Ukrainy, jakże by inaczej... Toteż Rosjanie od razu rozpoczęli wyrębywanie sobie korytarza lądowego do Krymu, wzdłuż Morza Azowskiego: Federacyjna Republika Doniecka to jedno, a owładnięcie wybrzeżem Morza Czarnego to drugie...Przy okazji otoczyli kilkudziesięciotysięczne siły armii ukraińskiej w kotle, przymusajac do kapitulacji.
Mieliśmy wiec nie jedno, ale dwa Monachia: Duże Monachium amerykańsko-rosyjskie w Finlandii i Monachium Mniejsze (czy aby nie w Mińsku?) – rosyjsko-niemieckie. Składają się ona na Monachium Wielkie: amerykańsko-rosyjsko-niemieckie, które ostatecznie rozstrzygnęło już sprawę statusu polityczno-prawnego Ukrainy.
Otwarta natomiast pozostaje kwestia: kto obejmie władzę w tym produkcie polityczno-prawnym Wielkiego Monachium 2014. Władzę, ma się rozumieć, mocno ograniczoną, więc głównie władzę dojenia kraju, jego mieszkańców i zasobów.
Szykuje się wielkie starcie (chyba trup padać będzie gęsto!) miedzy obozem prezydenta Poroszenko i jego żydowskimi oligarchami, wspieranymi przez niektóre służby – a Prawym Sektorem, który też chętnie poprą niektóre służby, wedle werbunku i przewerbunku. Jakież to nowe „mafie” („Pruszków” i „Wołomin” to przy nich małe piwo...) objawią się więc rychło!...Wiele wskazuje, że już wkrótce Prawy Sektor zyska u Poroszenkowców („europejsów”) opinię „ekstremy nacjonalistycznej” lub nawet „faszystów” – podczas gdy Blok Poroszenki uchodzić będzie zapewne w oczach Prawego Sektora za ugrupowanie zdrady i zaprzaństwa narodowego.
Rzecz jasna - formalnie sprawy ukraińskie ucierać się będą jeszcze długo: decydujące „monachijskie” uzgodnienia amerykańsko-rosyjsko-niemieckie trzeba będzie teraz obficie podlewać gęstym sosem demokratycznym, przekładać przy pomocy agentur na „procedury demokratyczne”, nadymać je propagandowo, no i smarować tryby tej propagandowej maszynerii szmalem zagranicznym i dopustem „swoich” do intratnych synekur w gospodarce.
Gdy zatem wiemy już z grubsza, co czeka Ukrainę w najbliższej przyszłości – możemy spokojnie zająć się własnym podwórkiem, gdzie sytuacja nieco mniej jasna, ale wiadomo: najciemniej pod latarnią. Nie aż tak ciemno, żeby nie zauważać kręcących się tam gęsto politycznych bladzi, ale i nie tak jasno, żeby spostrzec, która akurat cieszy się największym wzięciem i u kogo.
Zaostrzenie się sytuacji na Ukrainie początkowo zaktywizowało działalność stronnictwa amerykańsko-żydowskiego, próbującego odwojować niektóre straty polityczno-finansowe poniesione podczas trwających rządów stronnictwa pruskiego. Także stronnictwo ruskie (dotąd zmuszone akomodować do wspólnej polityki strategicznych partnerów, więc Berlina i Moskwy) złapało trochę wiatru w żagle, ot, przynajmniej tyle, żeby dołożyć stronnictwu amerykańsko-żydowskiemu. Ale ustalenia z obydwu „Monachiów” kładą praktycznie kres „sprawie ukraińskiej”, więc sytuacja zwolna powraca do status quod ante. To i podgorączkowa temperatura polityczna wywołana sprawą ukraińską będzie teraz powoli opadać, jak ten Kozak w opowieściach Franciszka Fiszera, który tańcząc kozaka „niezwykle wysoko podskakiwał i bardzo powoli opadał”...
Premier Tusk ma już najwyraźniej dosyć tego wszystkiego, najwidoczniej nie ma już głowy nawet do pełnienia swej skromnej funkcji notariusza rozmaitych ciemnych biznesów, kręconych w majestacie „demokratycznego państwa prawa, członka Unii Europejskiej”. Już nawet jakby godził się na brukselski wycug – do Rady Europy. I słuszna jego racja: gdy nawet oficjalna NIK stwierdza, że premier nie panuje nad tajnymi służbami – czy nie pora wiać z tonącego okrętu, póki jeszcze można?...
Żeby nie pozostawić po sobie wrażenia politycznej niedojdy – Tusk zafundował więc (na odchodne?) „debatę parlamentarną” nad „rządowymi priorytetami”, która stała się jakimś kabaretowym urągowiskiem debaty: Tusk i ministrowie ględzili prawie trzy godziny (w „porywającym” stylu towarzysza Wiesława i towarzysza Edwarda...), a kluby poselskie dostały po 10 minut. W propagandzie rządowej zwraca uwagę nowy element: odwoływanie się do deflacji, która podobno zastąpiła nieoczekiwanie inflację. Powodem tej zmiany mają być rzekomo rosyjskie sankcje, ale kto uwierzy, że okresowy spadek eksportu jabłek, kapusty czy ogórków zbija w Polsce ceny? Zwłaszcza, że nieustannie rosną ceny: pieczywa, ryb, serów... węgla i drewna... transportu i komunikacji... usług... A papierosów i alkoholu (akcyza!) – wręcz gwałtownie. Przez kilka lat rządów łże-liberałów, a może nawet lumpen-łże-liberałów, nie obniżono podatków, nie uproszczono ich w odczuwalny sposób, skarbówka rośnie w siłę, a biurokracja żyją dostatniej. Coraz więcej urzędników żyje coraz dostatniej.
Ale pojawiła się i plotka, że premier Tusk – co to utracił kontrolę nad tajnymi służbami – uzależnił swe trwanie w PO i w rządzie od „odzyskania” tej kontroli i w tym celu antyszambrował ostatnio w Pałacu Prezydenckim. W kontekście afery podsłuchowej bardzo to możliwe! Już tam pan prezydent Komorowski ma większą chyba kontrolę nad służbami, a już nad nieistniejącymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi – największą! Może nie tak dużą, jak sędziwy gen.Kiszczak czy ciągle jurny gen.Dukaczewski, ale jednak większą, niż premier Tusk. „Proście, a będzie wam dane, pukajcie, a będzie wam otworzone”? Może i tak, ale z drugiej strony „Aszkenazy posmutniał, łza mu w oku błyszcze: darmo! Co człek raz stracił, tego nie odzyszcze”. A czy premier Tusk miał w ogóle kiedykolwiek „kontrolę nad służbami”? Jeśli p. generał Czempiński chwalił się, że „pomagał tworzyć Platformę Obywatelską”?...
Gdy zatem Ukrainę czeka teraz ponury „okrągły stół” (może nawet nie jeden) – nasz, ten stary, z 1989 roku, kręci się jeszcze wartko, mimo zaawansowanych objawów spróchnienia.

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930